Spacer po filmowej wersji wałbrzyskiego Śródmieścia obejmował kilkadziesiąt przystanków, a plebiscyt na najchętniej wykorzystywany plener zdecydowanie wygrała jedna z ulic. Niedługo będziemy sobie mogli pospacerować filmowym szlakiem po Wałbrzychu - bo taki szlak ma powstać. A jaki obraz naszego miasta wyłania się z ekranowych i telewizyjnych produkcji?


Najpierw stadion i wiadukt

W Śródmieściu nakręcono już sporo filmów i choć nie może ono oczywiście konkurować z zamkiem Książ (lista: FILMOWCY GOŚCILI W KSIĄŻU. JAKIE FILMY TU POWSTAŁY?), pojawiało się na polskich i nie tylko polskich ekranach dość często. Wałbrzych wydaje się odpowiadać na specyficzne potrzeby polskich filmowców. Czy z kolei wałbrzyszanom te potrzeby odpowiadają?

- W jaki sposób mieszkańcy zapatrują się na to, jak pokazywany jest Wałbrzych w filmach? Pojawiały się oskarżenia o epatowanie przez filmowców miejscami nieodnowionymi, niedawno nawet Magdalena Cielecka mówiła w jednym z wywiadów, że Wałbrzych taki smutny i biedny. Powstaje pytanie, czy te filmy dobrze robią wizerunkowi miasta, skoro później nie pokazują wałbrzyszan w pozytywny sposób? - pytał prowadzący spacer Lech Moliński z Wrocławskiej Fundacji Filmowej. - Jednak przyjazdy ekip filmowych oznaczają ruch w hotelach, w usługach, potem pojawia się turystyka...

Pierwszym polskim filmem nakręconym w Wałbrzychu były "Trzy starty" z 1955 roku, a dokładniej ich ostatnia część, "Nowela kolarska". Film reżyserowali Ewa i Czesław Petelscy. Wystąpił w nim w roli kolarza Mietka Leśniaka Zbigniew Cybulski. Był to rok jego debiutu, zagrał wtedy w trzech produkcjach filmowych. Finał tego filmu nakręcono na stadionie na Nowym Mieście.



Potem była długa przerwa - Wałbrzych w okresie górniczej prosperity jakoś nie przyciągał filmowców. W 1979 roku kręcono serial "Strachy" z debiutującą jako aktorka Izabelą Trojanowską. W jego początkowych kadrach widać w zimowej scenerii wiadukt nad ul. Niepodległości na Podgórzu, ten sam obiekt, który pojawił się kilka dekad później w filmie "Sztuczki". Izabela Trojanowska wysiada z pociągu na stacji Jedlina Górna.


Ciemno, coraz ciemniej

Kiedy Wałbrzych w latach 90-tych przeżywa bardzo poważny kryzys, filmowcy zaczynają ściągać ze wszystkich stron. W 1996 roku pojawił się w mieście Andrzej Wajda, filmując powieść świdniczanina Tomasza Tryzny "Panna Nikt". Śródmieście widać w wielu sekwencjach filmu - główna bohaterka jedzie autobusem najmniej malowniczymi wówczas ulicami dzielnicy, czyli Pługa i Zajączka. Dziś, po latach, krzyżuje się z nimi ulica Andrzeja Wajdy, dawna Lewartowskiego. - Rynek również pojawia się w tym filmie dość często, jest scena kręcona na dachu kamienicy nr 6, gdzie opala się Anna Mucha - mówił Lech Moliński. Uczestnicy spaceru pamiętali, że wtedy w Rynku była jeszcze dawna fontanna.



Moda na ponury postindustrialny Wałbrzych z jego przygnębiającą scenerią i złym stanem mieszkańców dobrze się miała w kolejnym tysiącleciu. W 2005 filmem "Droga Molly", o Irlandce szukającej w naszym mieście ojca swojego dziecka zadebiutowała w pełnym metrażu mieszkająca w Niemczech reżyserka irańskiego pochodzenia, Emily Atef. Tło filmu to znowu odrapane podwórka, posępny Rynek, biedaszyby. Kamera mocno pilnuje tego, by nie podnosić się powyżej głów bohaterów, bo wtedy ukazałyby się otaczające miasto góry i lasy w swojej jesiennej krasie. - Film chwilami wygląda wręcz dokumentalnie, widocznie reżyserkę zachwycał taki pejzaż, obraz biedy, upadku miasta, degradacja przestrzeni - komentował Lech Moliński.

Również w 2005 roku w Wałbrzychu Feliks Falk kręcił swojego "Komornika". Znowu bieda i dramat mieszkańców w opłakanej scenerii, samobójstwo, zajęcie szpitalnego mienia, sceny brutalnych komorniczych egzekucji i historia z nieboszczką bez grobu. Ale jest tu i drugie oblicze rzeczywistości. W 2010 w Śródmieściu (Zespół Szkół nr 2 na przykład) i na Nowym Mieście (stadion, ul. Osiedleńców) długo gościła ekipa Filipa Marczewskiego - powstawał tu kolejny dramat obyczajowy, "Bez wstydu", z obowiązkowo ponurą scenerią.



Jedne filmy z sypiącym się Wałbrzychem w tle inspirowały kolejne. - "Komornik" i "Bez wstydu" mają tego samego scenarzystę, Grzegorza Łoszewskiego, który z myślą o tym mieście, znając je z pracy przy "Komorniku", pisał kolejny scenariusz - mówił przewodnik spaceru. - Grający główną rolę komornika Andrzej Chyra jest natomiast związany z regionem, bo wychowywał się w Boguszowie-Gorcach, a jego dziadkowie mieszkali też w Wałbrzychu.

Tymczasem w 2006 roku pojawił się w naszym mieście - choć na Podgórzu, a nie w Śródmieściu - reżyser, któremu udało się przełamać schemat, pokazać coś więcej niż kolejne kamienice z czterema warstwami odpadającej farby. Andrzej Jakimowski kręcił u nas kolejny dramat obyczajowy, o chłopcu, który niczym Telemach syn Odyseusza wciąż czeka na powrót ojca - a jednak udało mu się do obrazu wprowadzić magię, baśniowość, jak w słynnej końcowej scenie na wiadukcie. Film "Sztuczki" powstawał na ul. Niepodległości, Daszyńskiego, na dworcu Wałbrzych Główny, ale także na ul. Andersa. Zyskał sporo nagród. - Film niesie nutę nadziei i zostawia widza z innym być może wrażeniem dotyczącym Wałbrzycha - mówił przewodnik.



Słowackiego - najbardziej filmowa wałbrzyska ulica?

Na to wygląda. Sąd Rejonowy "zagrał" samego siebie w "Komorniku", poczta w "Bez wstydu" i "Drogiej Molly". Na skrzyżowaniu ul. Konopnickiej i Słowackiego główny bohater filmu Marczewskiego rozdawał ulotki.

Na spacerze znalazły się też przystanki pod dawnymi wałbrzyskimi kinami. Jedno z nich - "Przyjaźń" - działało krótko w Rynku pod numerem piątym. Pod Filharmonią Sudecką wspominane było bardzo popularne niegdyś kino "Polonia" wraz z nadzieją na jego powrót, o której pisaliśmy TUTAJ. I oczywiście Krzysztof Komeda Trzciński, który spędził lata 1946-6 pod numerem 23a (jego ojciec był dyrektorem banku), gdzie podobno według relacji jego siostry po raz pierwszy zaczął słuchać radia, a w rezultacie fascynować się jazzem i myśleć o karierze muzyka. Napisał w sumie ilustracje muzyczne do 65 filmów. Wkrótce w Bibliotece pod Atlantami spotkanie z Magdaleną Grzebałkowską, autorką książki poświęconej kompozytorowi, o czym piszemy TUTAJ.



Mała Praga
, mały Gdańsk i Kanada

W roku 2012 wałbrzyska ulica Pankiewicza przeżyła przygodę życia, grając... Pragę z roku 1953 w filmie "W cieniu" czeskiego reżysera Davida Ondříčka. - Tą ulicą spaceruje Ivan Trojan w mrocznym klimacie tego filmu, kilka razy tu powraca. Czescy filmowcy właśnie czegoś takiego szukali, bo tu najprościej i bez wielkich kosztów można było powołać do życia przeszłość, ale ekipa filmowa i mieszkańcy ulicy przeżyli pewne napięcia. We wspomnieniach producenta tego filmu zachowała się batalia o anteny satelitarne. Trochę inaczej jest we Wrocławiu, gdzie mieszkańcy takich ulic, jak Mennicza, czy Ptasia, gdzie niedawno Steven Spielberg kręcił swój "Most szpiegów", goszczą u siebie filmowców tak często, że wiedzą, jak reagować. Wałbrzych staje się również coraz popularniejszy wśród producentów filmowych. Jest anegdota mówiąca, że mieszkańcy szukali okazji do dodatkowego zarobku i jeśli gdzieś zauważono ekipę filmową, podczas jej następnej wizyty anten było dwa razy więcej... Koszt usunięcia takiej anteny to 100 zł i na ul. Menniczej we Wrocławiu podobno było po 3 na jednym mieszkaniu. Dziś efekty komputerowe pozwalają filmowcom na szybkie usunięcie takich współczesnych detali w postprodukcji - mówił Lech Moliński.

Karierę na dużym ekranie zrobiła też ul. Buczka (dziś Brzechwy), gdzie Wojciech Marczewski kręcił w 1999 roku swój film "Weiser" z Markiem Kondratem i Krystyną Jandą w rolach głównych. Powieść Pawła Huelle "Weiser Dawidek", o bardzo osobistych doświadczeniach życiowych, topograficznie powiązana była mocno z Gdańskiem, ale w odnowionym Gdańsku trudno już byłoby znaleźć ulice i podwórza wyglądające jak w roku 1968, do którego reżyser przeniósł akcję powieści o zaginionym, a obdarzonym niezwykłymi zdolnościami koledze. A czemu wybrał Dolny Śląsk? Może dlatego, że krótko mieszkał w Kowarach i była to jego mała ojczyzna. Film kręcono też w Miedziance i Rudawach Janowickich.



Wielki filmowy świat zawitał także na ul. Kopernika (oraz na Beethovena), gdzie w 2001 roku powstawały zdjęcia do filmu Agnieszki Holland "Julia wraca do domu" - koprodukcji Kanady, USA, Niemiec i Polski. To również dramat obyczajowy, tu główna bohaterka przyjeżdża z Kanady do Polski, żeby szukać u rosyjskiego uzdrowiciela pomocy dla zagrożonego śmiertelną chorobą dziecka. W roli głównej Miranda Otto, która wkrótce miała zyskać wielką popularność rolą Eowiny we "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona.

Destrukcja - i tajemnica

W ciągu minionych 20 lat Wałbrzych bardzo się zmienił i ekipa Borysa Lankosza, filmująca tu w 2017 i 2018 roku "Ciemno, prawie noc" według powieści Joanny Bator musiała się mocno naszukać, żeby znaleźć obowiązkowe sypiące się domy i posępną scenerię. Wytropiliśmy ją wtedy tutaj: WAŁBRZYCH: FILM CIEMNO, PRAWIE NOC - EKIPA NA UL. POCZTOWEJ. Natomiast stary, nieremontowany dom głównej bohaterki znaleziono w Pełcznicy, dzielnicy Świebodzic. Akcja filmu rzeczywiście dzieje się jeszcze w osławionych latach 90-tych, jednak aluzje ekipy filmowej odnoszą się do miasta, w którym film powstawał, z lat 2017-18.

No cóż, może kiedyś powstanie film o Wałbrzychu z ładną i kolorową scenerią? A może właśnie trzeba wykorzystać nasze ginące już mroczne klimaty, jeśli ktoś się za nimi ugania?



Patrząc na imponującą liczbę dramatów obyczajowych, które powstały w południowych dzielnicach Wałbrzycha, oprócz "degradacji krajobrazu" i "ruiny postindustrialnej", scen i tematów drastycznych, można w wielu nich zauważyć jedną wspólną cechę - aurę niezwykłości, tajemnicy, metafizyki. Tajemnicza i niewyjaśniona jest rzeczywistość w oczach Panny Nikt, przedziwna jest przemiana komornika u Feliksa Falka, magiczna jest rzeczywistość w oczach małego Stefka, który robi, co może, by ściągnąć do domu nieznanego mu ojca, a jego determinacji równa jest determinacja Molly, która niczym Gerda z baśni poszukuje swojego ukochanego w obcym jej i nieprzyjaznym świecie, i determinacji Julii, by znaleźć nadprzyrodzoną pomoc dla synka. Do tej listy pasuje i "Weiser" z jego niezwykłym głównym bohaterem, i "Ciemno, prawie noc" z księżną Daisy i całą metafizyczną rzeczywistością, którą dopiero zobaczymy w kinach w styczniu.
Może to jest jakaś odpowiedź?


A co dalej?

Finansowany z Urzędu Marszałkowskiego program filmowych spacerów dobiega końca, ale wygląda na to, że to jeszcze nie wszystko. Może będzie kolejny? - Opracowujemy bazę miejsc i plenerów filmowych w trzech wybranych miastach: Wałbrzychu, Świdnicy i Bystrzycy Kłodzkiej. W rezultacie będą wytyczone szlaki filmowe, udostępnione na koniec tego roku. Wałbrzyski będzie się różnił od trasy dzisiejszego spaceru, bo tu w grę wchodzi kilka dzielnic miasta, a także zamek Książ. Przyznajemy, że dużym problemem, jeśli chodzi o spacery filmowe, są duże odległości pomiędzy poszczególnymi miejscami w Wałbrzychu. Myślałem nawet przez moment, żeby zorganizować spacer... rowerowy. Na uwagę oprócz Śródmieścia na pewno zasługują Podgórze, Nowe Miasto i Stary Zdrój - mówił przewodnik spaceru.
Wycieczka zakończyła się pod kinem Górniczego Domu Kultury, gdzie był czas na wspomnienia. - Fajnie by było, gdyby w jakiś sposób to miejsce powróciło, wiem, że były takie plany - podsumował Lech Moliński.



Zatem z nadzieją patrzymy w przyszłość - tę bliższą i tę dalszą.

Czytaj też:

Tekst i foto: Magdalena Sakowska