15 października 2014 roku Multimedialna Filia Biblioteczna Biblioteki pod Atlantami na Podzamczu otworzyła swoje podwoje na czytelników, a pięć lat później uczciła swój mały jubileusz. Był on połączony ze spotkaniem z autorskim ze Stanisławem Janickim.

5 lat minęło

Kilka lat temu podjęto historyczną decyzję i zdecydowano o przekształceniu trzech małych filii bibliotecznych z Podzamcza i Szczawienka w jedną dużą i nowoczesna placówkę biblioteczną. - Połączyliśmy je w jedną bardzo dobrą instytucję. Z okresu poprzedzającego otwarcie nowej biblioteki na Podzamczu pamiętam wielki pośpiech i mobilizację załogi. Otwarcie części przedszkolnej wiązało się z wizytą ówczesnej pani minister edukacji. My staraliśmy się zdążyć z urządzaniem pomieszczeń i przenosinami księgozbioru. Najbardziej zapadło mi w pamięć zapytanie pana prezydenta, który odwiedził nas tuż przed otwarciem i zapytał, "czy te książki są prawdziwe?". Zastanawiał się, czy zdążyliśmy ustawiać zbiory... a terminy były napięte. Nie ukrywam, że mieliśmy wówczas bardzo dużo pracy - wspomina Renata Nowicka, dyrektor Biblioteki pod Atlantami. Duży miejski gmach przy ul. Kasztelańskiej 7 powoli zapełniał się kolejnymi instytucjami. Mieści się tu przedszkole, żłobek, dzienny dom seniora, a także biblioteka. Choć całe centrum "Od Juniora do Seniora" otwarto 17 września 2014 roku, to biblioteka potrzebowała trochę więcej czasu na przygotowanie się do wyjścia naprzeciw czytelnikom.

 

Datą graniczną był 15 października 2014, to wówczas można już było korzystać ze wszystkich zbiorów filii. To, że Podzamcze oczekiwało na nowoczesny i wielofunkcyjny obiekt z książkami oraz zbiorami multimedialnymi świadczą liczby wypożyczeń i aktywnych czytelników. - W ciągu 5 lat filię odwiedziło 153 tysiące osób korzystających z naszych zbiorów, które sięgnęły łącznie po nie 435 tys. razy, wybierając 390 tys. razy książkę, a także korzystając z innych zbiorów - wylicza Arleta Wojciechowska, zastępca dyrektora i dodaje, że filia ta, to też zajęcia warsztatowe dla dzieci i młodzieży, spotkania i seanse filmowe. - Przez 5 lat w 750 wydarzeniach dedykowanych młodzieży wzięło udział 12 tysięcy uczestników, filia ta przygotowała 200 seansów filmowych, które obejrzało 6 tys. oglądających, przygotowano też 35 spotkań autorskich - wylicza Wojciechowska. Nie brakuje też zajęć stałych dla różnych grup wiekowych i rozwijających uzdolnienia jak chór "Wróbelków", cykliczne spotkania z maestro Wiłkomirskim, czy Krzysztofem Żarkowskim.  



Plejada autorów i ciekawych osobowości, które odwiedziły filię na Podzamczu jest imponująca. Trudno wprost uwierzyć, że filia ta działa mając 5 pracowników oraz 3 technicznych. 
Kierownikiem filii była początkowo pani Krystyna Pieczonka, obecnie zaś jest nią pani Mariola Kowalska wspierana przez niezastąpionych Magdę, Monikę i Alicję oraz Zbyszka. O czystość sprawność sprzętów i estetykę dbają panie Danusia i Wanda oraz pan Witek.
Wszyscy pracownicy MFB otrzymali podziękowania i kwiaty. Nie zabrakło też urodzinowego tortu, podziękowań dla przyjaciół biblioteki i prezentu, który posłuży bibliotekarzom i obsłudze technicznej. - Ta filia stała się wzorcem dla następnych, ale już nigdzie w mieście nie mamy możliwości pozyskania takiego obiektu jak ten. Każda dzielnica ma swoją specyfikę, a myślę że ta filia odpowiada specyfice największego osiedla Wałbrzycha i doskonale spełnia swoją rolę - dodaje Renata Nowicka.   


       


Stanisław Janicki "W starym kinie"

Na piąte urodziny MFB dla czytelników przygotowano niespodziankę - spotkanie ze Stanisławem Janickim, który w znanej ze swoich filmowych seansów bibliotece opowiedział o swojej przygodzie ze starym kinem. Rozmowę okraszoną anegdotami i krótkimi prezentacjami filmowymi poprowadził pisarz i felietonista Dariusz Rekosz.  



Prowadzący niedzielny cykl od 1967 roku nieprzerwanie przez 32 lata wspomniał, jak ważny w tym projekcie (i nie tylko w nim) był przypadek. - Zadzwoniła do mnie koleżanka Hania i ze łzami powiedziała, że człowiek, który miał prowadzić program rozchorował się i ona błagała mnie o zastępstwo - opowiada gość podzamczańskich Atlantów. Było to wyzwanie dla osoby, która dotąd pisała do mediów papierowych, ale telewizję uważała jako bezwartościową. Program nadawany był na żywo, a sama polska telewizja była wówczas jeszcze w powijakach, ale kusił niedzielny czas antenowy i zapewnienie władz TVP, że nie będą się do prezentowanych treści wtrącać.
Dotrzymano słowa z jednym wyjątkiem. Po pierwszym programie zaproponowano panu Stanisławowi dalszą współpracę. Nigdy nie został pracownikiem telewizji. Jedynym przypadek ingerencji cenzury w program "W starym kinie" nastąpił podczas wydarzeń na wybrzeżu. - Tylko raz przez 32 lata program zdjęła cenzura. Chodziło o film radziecki "Pancernik Potiomkin" Siergieja Eisensteina. Film i jego słynna scena masakry na schodach w Odessie miały być wyemitowane w grudniu 1970 roku. Gdybym ja był cenzorem, z wiadomych powodów, sam bym tego programu wówczas nie nadał. Jednak został on wyemitowany w późniejszym terminie - wspomina Janicki.



Krytyk i twórca filmowy doskonale pamięta swoje pierwsze spotkanie z filmem. - Ojciec zabrał przed wojną mnie i mojego o trzy lata starszego brata do kina "Roma" w Warszawie. Obejrzeliśmy "Królewnę Śnieżkę" Disneya. Po wojnie pierwszy raz byłem w kinie w Skoczowie na "Znachorze". Jak tak się zaczynało, to nie można było zostać inżynierem - żartował Janicki.
Twórca opowiedział też o powodzie, dla którego występował w swoich słynnych ciemnych okularach. Okazało się, że jego wrażliwe na światło oczy trudno znosiły światła oświetlające studio telewizyjne. - Te okulary były konieczne przy moich pięciu dioptriach. Bez nich nie siedziałbym dziś tu z państwem - wyjaśnia twórca.  
 Gość biblioteki opowiedział też o swoim serialu "Jak cudne są wspomnienia" i przypomniał kilka anegdot o czołowych aktorach okresu międzywojennego - Dymszy, Ćwiklińskiej, Fertnerze i wielu innych. Część ze sław dawnych lat poznał osobiście.



Zapowiedział też wydanie wiosną 2020 roku kolejnej książki. Ma ona mówić o twórczości Andrzeja Wajdy, Janicki znał Wajdę i kilka razy przeprowadzał z nim wywiady. - Takiej książki nie ma na świecie. Dotyczy ona projektów, które Wajda planował zrealizować, ale z rożnych powodów mu się to nie udało. Jest ona wynikiem naszych rozmów począwszy od lat 70., po 2016 rok. Dzięki zachowanym oryginalnym rysunkom Wajdy z czasów studiów na ASP w Krakowie będzie ona zawierać interesujące ilustracje - zaznacza gość biblioteki.



Dzięki humorowi i doskonałym umiejętnością gawędziarskim uczestnicy spotkania poznali tajemnice dawnej telewizji i aktorów przedwojennego kina. Takich aktorów - jak zapewnia Janicki - dziś już niema. A goście filii na Podzamczu przekonali się, że takich gawędziarzy jak gość specjalny bibliotecznych urodzin należy zapraszać i zawsze słucha się ich z przyjemnością oraz niesłabnącym zainteresowaniem. 




Elżbieta Węgrzyn