Rozpoczął się drugi już Festiwal Tradycji Górniczych. Kilkuset uczniów wałbrzyskich szkół miało okazję spotkać się z górnikami i oglądać z bliska ich tradycje, a nawet uczestniczyć w obrzędach. Było też rysowanie św. Barbary (z żywego wzoru), hymn gwarków zagrała górnicza orkiestra, wystąpił ZPIT "Wałbrzych", można było podziwiać wystawy prac. Jednym słowem, było sielankowo, ale na Festiwalu cieniem położył się wypadek w kopalni „Rudna” w Polkowicach i przywołał dawne wspomnienia.


Na powierzchni wesoło...

Młodzi uczestnicy mogli śpiewać górnicze piosenki, poznali historię patronki górników, wałbrzyską legendę o lisie „pierwszym górniku”, dzieje kopalni Thorez/Julia, dowiedzieli się kim jest gwarek i z czego składa się górnicze godło, poznali legendę o Skarbku. Czterech chłopców zostało pasowanych na gwarków szpadą i musiało przeskoczyć przez skórę.

Dzieci i młodzież dowiedzieli się między innymi, że na Biesiadzie Górniczej panują ścisłe zasady, a szacowne gremium, które je ustala, może ukarać na przykład zakuciem w dyby, albo odebraniem kubka. Wolno na przykład pić tylko sok, a spożywanie innych, słodzonych i barwionych napojów, których tu nie będziemy reklamować, jest wbrew regulaminowi. A jeśli komuś zadzwoni telefon komórkowy, zostanie on odebrany i wrzucony do czegoś, co rymuje się z „rozpacza”...

- Taka biesiada z dziećmi cieszy, to, że są młodzi ludzie, którzy interesują się naszymi sprawami. Górnictwo znają przecież głównie z internetu i mediów. Chciałbym, żeby wiedzieli, że my, jako brać górnicza, stanowimy jedną całość, nie jest ważne wyznanie czy poglądy, gdy w kopalni trzeba udzielić pomocy – mówi Jerzy Łuczak, który pierwszy raz pod ziemię zjechał 9 maja 1967 roku, a pracę w kopalni zakończył wraz z rozwiązaniem Przedsiębiorstwa Robót Górniczych w 1994 roku. Jaki był ten pierwszy dzień pod ziemią? - Pierwsze wrażenie było straszne, ale potem wszystko stało się chlebem codziennym. Trzeba było zapewnić utrzymanie rodzinie, mam dwie córki.


...pod ziemią niebezpiecznie

Jerzy Łuczak był świadkiem przerażających chwil i dobrze wie, jak ryzykowna jest praca górników, którzy większości ludzi na powierzchni kojarzą się z paradami, fanfarami i charakterystycznymi strojami. – Byłem świadkiem, jak koledze w kopalni „Wałbrzych” wyrwało rękę z barku. Wyjmował deskę z taśmociągu i wciągnęła go maszyna. Miał szczęście, przeżył. Drugiego kolegę na tej samej kopalni przebiło drewno i zginął. Widziałem dużo wypadków śmiertelnych, brałem udział w akcji po wybuchu metanu w kopalni na Węgrzech i widziałem kolegów tak poparzonych, że ubranie wtopiło im się w ciało. Mnie się udało, bo nie byłem połamany, nie miałem chorób zawodowych, więc cieszę się życiem i tym, że dzisiaj jestem tu z bracią górniczą i młodzieżą – mówi Jerzy Łuczak.

Jak dodaje emerytowany górnik, także maszyny stojące dziś na terenie Starej Kopalni jako muzealne eksponaty były świadkami dramatycznych wydarzeń. – Kiedyś, w latach 80-tych, wyjechałem na wakacje w Bieszczady i następnego dnia się dowiedziałem, że tu, w tej kopalni, zginęło pięciu górników od wyrzutu dwutlenku węgla, który też jest bardzo groźny i może poparzyć. Tą ładowarką ŁBS mocnowysypową usuwaliśmy potem z kolegą masy powyrzutowe.

Świętą Barbarę najładniej narysowali uczniowie ze szkoły nr 37, drugie miejsce zajęli podopieczni szkoły nr 10, a trzecie dzieci ze szkoły nr 6. Dziś i jutro dalszy ciąg licznych górniczych atrakcji, które będziemy przedstawiać na bieżąco.

Czytaj też:
WAŁBRZYCH UCZCI PAMIĘĆ GÓRNIKÓW Z RUDNEJ
FESTIWAL GÓRNICZYCH TRADYCJI BARBÓRKA 2016; DLA KAŻDEGO COŚ GÓRNICZEGO


Tekst i foto: Magdalena Sakowska