1 marca 2020 w wałbrzyskiej Sztygarówce wielbiciele podziemnych eksploracji mogli poznać Rafała Romanika - pasjonata i twórcę kanału "Wyprawy Leona", jego plany, a także dowiedzieć się bez jakiego sprzętu nie wybierać się do schronów i nieczynnych wyrobisk. Nie zabrakło ciekawostek np. jak wchodzi się do szybu "na Supermana", a także czym są szyby rodzaju "Pan Jezus już się zbliża". Kto nie był niech żałuje.

Po co to ryzyko?


W niedzielny wieczór w Sztygarówce brakowało wolnych miejsc przy stolikach, a to wszystko za sprawą Rafała Romanika, pasjonata podziemnych eksploracji i twórcy popularnego kanału tematycznego na YouTube - "Wyprawy Leona". Jak zaznaczał gość wieczora, spotkanie w Sztygarówce było jego pierwszą prezentacją publiczną, a odwiedzanie starych nieczynnych wyrobisk, sztolni, bunkrów i szybów to jego hobby. - Wchodzenie do tych miejsc jest łamaniem zasad BHP, ale każdy, kto to robi, działa na własną odpowiedzialność. Mój tato i dziadek pracowali w lokalnych kopalniach - Kopalni "Wałbrzych" i kopalni barytu, mnie pozostało już tylko wchodzenie do nieczynnych wyrobisk. Jedni odwiedzają te miejsca dla podniesienia poziomu adrenaliny, inni by poznać historię, jeszcze inni by znaleźć "fanty" - skarby. Dla mnie skarbem znalezionym w nieczynnej sztolni może być pozostawiony tam wagonik - wyjaśnia młody pasjonat. Na taki wagonik natknął się m.in. w jednej ze sztolni Rycerskiej we wnętrzu góry Dzikowiec.



Możliwość sfotografowania wnętrza podziemnego obiektu, nagrania relacji z eksploracji jest całą nagrodą za wysiłek. Na początku powstawały zdjęcia na bloga, potem zaczęło się też filmowanie i tak powstał vlog. Kiedy zaczęły powstawać filmy na "Wyprawy Leona"? Pan Rafał powtarza, że cztery lata temu, ale przyznaje też, że czas płynie, a on nie pamięta ile już lat mówi o czterech latach. - Osób zajmujących się tym, co ja znam około 20, jednak ja robię to publicznie. Jest też wielu wchodzących do starych sztolni bez przygotowania i narażających się na niebezpieczeństwo. Tak było w przypadku sztolni góry Dzikowiec, gdzie to dzieci pokazały lokalizację takiego obiektu, więc to właśnie one musiały wejść tam wcześniej same - opowiada Romanik.

Pierwsze wspomnienia z lokalnych obiektów to wspomniany Dzikowiec, niedostępne obecnie kanały ciepłownicze zamku Książ i obecna trasa turystyczna Starej Kopalni - tunel odstawczy kamienia. - Obiekt ten przed uruchomienia ruchu turystycznego wyglądał zupełnie inaczej. Wybrałem się tam ze znajomym tuż przed Wigilią i by nie zostać schwytanym przez ochronę musieliśmy zachować ciszę, stąd nazwa wyprawy - "Operacja cicha noc" - wspomina youtuber.  


Przygotowania do wyprawy

W swoich filmach "Leon" zawsze instruuje potencjalnych eksploratorów, by nie mierzyli sił na zamiary, a także odpowiednio się do wyjścia w teren przygotowali. Pomagają w tym wskazówki tych, którzy do danej sztolni już wchodzili, stare górnicze mapy, a także odpowiednie ubrania i sprzęt. Nie każdy dobrze czuje się pod ziemią - są osoby cierpiące na klaustrofobię, zdarza się, że nawet ci, którzy doskonale przeszli wyprawę, potem wspominali ją jako swój najgorszy koszmar. Zwykle sztolnie, które odwiedza "Leon" mają 300 - 500 metrów długości, rzadko kilometr, wyjątkiem była kopalnia magnezytu w Wirach, mająca kilka poziomów i rozwidleń. Łatwo się tam było zgubić.



W sztolniach jest zimno, mokro, ciemno i niebezpiecznie. Jadący na kolejną wyprawę "Leon" zwykle nie zatrzymuje się by zabrać pasażerów "na stopa", z prostego powodu - sprzęt potrzebny do zejścia pod ziemię zajmuje całe wolne miejsce w aucie. - Jak robię swoje filmy muszę w nich bezpieczeństwo promować, by nikt mi nie zarzucił, że daję złe wzorce. Sam zapowiedziałem sobie, że do pierwszej swojej sztolni, a była to Sztolnia Rycerska Dzikowca, wejdę dopiero wtedy, jak będę miał kask. Ten mój kast wspinaczkowy jest do eksploracji odpowiedni, jednak pierwszy kask jaki miałem, był to kask budowlany kupiony za 10 zł z marketu. Mam go do tej pory i jest na nim u góry dużo zarysowań o głębokości 2-3 mm. Gdybym go nie miał, te szramy miałbym teraz na mojej głowie - opowiada pasjonat. 

Kolejnym niezbędnym wyposażeniem jest dobra latarka, której nie popsuje podziemna wilgotność i kapiąca ze stropu woda. - Jeżeli dojdzie do zamoknięcia latarki i światło zgaśnie, to pod ziemią jest ciemno. Ale to nie jest taka ciemność z jaką mamy do czynienia w nocy, do której po chwili oczy się przyzwyczajają, tylko jest to ciemność kompletna. Nie widać zupełnie nic - wyjaśnia gość wieczora.
Mimo wielu profesjonalnych czujników za tysiące złotych warto też korzystać z pomocnych drobiazgów, które nie kojarzą się z eksploracją. Do obiektów zalanych, z lustrem wody zaledwie o kilkadziesiąt centymetrów poniżej "sufitu" przydają się nieprzemakalne spodnie i budy, ale i pontonik. Pan Rafał ma dziecięcy pontonik z księżniczkami z bajek Disneya. Do obiektów zalanych przydają się też spodniobuty - wodery oraz profesjonalny kombinezon z neoprenu. Warto też mieć rękawice chroniące od otarć i kontaktu ze skorodowanym, często ostrym metalem oraz związkami chemicznymi na ścianach sztolni. Jednak w przypadku eksploratorów obsługujących kamerę, czy aparat potrafią one utrudniać ruch oraz obsługę tych urządzeń.  


Gdy "Pan Jezus już się zbliża"
   
W sztolniach eksploratorom zaszkodzić może też powietrze ze zbyt niską zawartością tlenu, a także niebezpieczne gazy. Najprostszym przyrządem używanym niegdyś przez górników i alarmującym o obecności metanu (zmiana barwy płomienia), czy zmniejszającej się w powietrzu ilości tlenu (zmiana wysokości płomienia) była lampa górnicza. 


Kosztujący kilka tysięcy profesjonalny czujnik wielogazowy stanowi zestaw przyrządów umożliwiających pomiar stężeń z powietrzu tlenu, metanu, czy siarkowodoru. Wskazuje kiedy w pomieszczeniu jest niebezpiecznie, bo wzrasta stężenie trujących gazów, a spada poziom tlenu. - Sygnalizuje on obecność niebezpiecznych gazów i ostrzega, że poziom tlenu spadł poniżej krytycznego poziomu 16% i należy się z nich ewakuować. Są jednak miejsca, w których wystarczą dwa wdechy by umrzeć, dlatego na wyprawę zabieram ze sobą również aparat powietrzny zapewniający możliwość bezpiecznego wyjścia na powierzchnię. Bezpieczeństwo na 15 - 20 minut ewakuacji daje też aparat ucieczkowy, ten mój jest o wiele mniejszy niż te znane z muzeów górniczych jak Stara Kopalnia - zaznacza pasjonat eksploracji i prezentuje zawartość swojego plecaka. W obiektach zalanych wodą przydaje się też pompa, choć te - jak pokazują jego doświadczenia - bywają zawodne.
 
Pan Rafał chyba w genach po przodkach górnikach przejął zimną krew i spokój w obliczu niebezpieczeństwa, bo w ciemnych wilgotnych sztolniach czuje się jak w swoim pokoju. - To się przydaje w chwilach zagrożenia, gdy podczas ewakuacji przyspieszony oddech może przyspieszyć wyczerpanie zapasu tlenu w aparacie. Dziś stare wyrobiska to lisie nory, przez to że jestem chudy - choć wolę mówić, że aerodynamiczny - pomaga mi w przeciśnięciu się i wczołganiu do środka - wyjaśnia z humorem youtuber i prezentuje zdjęcie na którym widać go zaklinowanego w wąskim otworze, a na zewnątrz widać jego głowę i wyprostowane jedno ramię. Eksplorator nazwał to "wejściem na Supermana".


fot. Tu akurat inny przykład wąskiej przestrzeni 

Na wyprawę nie wybiera się sam, ale w przypadku obiektów bardzo niebezpiecznych, które nazwał rodzajem "Pan Jezus już się zbliża", nawet obecność pomocnika nie jest w stanie zaradzić wszelkim nieprzewidzianym niebezpieczeństwom. Jako przykład "Leon" podaje zejście do sztolni, do której jego koledzy nie mieli odwagi zejść by sprawdzić, czy obiekt ma rozwidlenia. Pan Rafał wybrał się tam zimą, gdy było mniejsze zagrożenie pośliźnięcia się na błocie. - Pomiędzy górną belką a podłogą, czyli spągiem było jakieś 45 cm. Chciałem tam wrócić po jakimś czasie lepiej przygotowany, ale oczywiście nie mogłem sobie odpuścić. Sztolnia szła pod kątem w dół i trzeba było uważać by obudowujące ją belki- stojaki się nie posypały i nie przycisnęły mnie. Czołgałem się w błocie, a do tego ociepliło się i wszystko zaczęło się topić, do wnętrza przesiąkała woda, było ryzyko, że belki osiądą pod wpływem ciężaru i zmniejszy się wysokość sztolni i już w niej zostanę - wspomina eksplorator. - To był jedyny obiekt klasy "Pan Jezus już się zbliża", że bardzo chciałem do środka wejść, ale też równie szybko z niego wyjść - dodaje.       
Również w sztolni Jedlinie-Zdroju, do której wszedł z kolegą, zrobiło się nagle niebezpiecznie. Co ciekawe, nic na to nie wskazywało, nie było wąskich przejść, ani trujących gazów, ale pojawiło się błoto. Przez mokre ubłocone liny młodzi zapaleńcy nie mogli wyjść na powierzchnię. Po kilku próbach i kilkudziesięciu minutach zwłoki wyszli wreszcie spod ziemi - ubłoceni i wymęczeni, niemal u granic wytrzymałości.


Ostateczność i cena sławy
   
Na takie okoliczności grupa eksploratorów informuje się wzajemnie o planowanych eksploracjach wysyłając namiary GPS, by w razie potrzeby ktoś wiedział, dokąd wszedł kolega i jak długo planuje być pod ziemią. W przypadku długiego milczenia osoby oczekujące na eksploratora mogą mu pomóc lub wezwać służby. Na szczęście do takiej sytuacji w przypadku "Leona" nigdy nie doszło. - Nigdy nie trzeba było wzywać na pomoc służb, ani koledzy nie ruszali mi z pomocą, choć raz zasiedziałem się w obiekcie i straciłem poczucie czasu, a jak wyszedłem na powierzchnię odebrałem mnóstwo alarmujących informacji. Niestety często zdarza mi się, że choć obiecałem mamie, że po zakończeniu wyprawy odezwę się, że wszystko jest w porządku, to zapominam o tym, a ona martwi się czy jestem bezpieczny - wyznaje pasjonat.



Dzięki swoim wyprawom Rafał Romanik stał się sławny. Część eksploratorów ma do niego pretensje, że po publikacji filmów o konkretnych obiektach zostały one zabezpieczone, by nikt więcej wchodząc do nich nie ryzykował zdrowia i życia. Dzięki filmom Wypraw Leona na YouTube władze zainteresowały się m.in. problemem niezabezpieczonego szybu na Gaju (Niezabezpieczony szyb w Wałbrzychu przyciąga eksploratorów [FILM]), czy niezabezpieczonymi chemikaliami w schronach pod Wzgórzem Matyldy. Eksplorator bywa też zapraszany do konsultacji podczas przygotowywania planów zabezpieczenia lub wykorzystania różnych obiektów... a także mógł zajrzeć do szybu Gustav przed jego zasypaniem -Wałbrzych: Szyb Gustav przeszukany. Co w planach? [FOTO].
Internauci subskrybujący kanał pana Rafała proszą go też o wykonanie katalogu swoistej "mapy" wałbrzyskich podziemnych obiektów. Czy taka powstanie? Być może, i to jeszcze w tym roku...


O Wyprawach Leona:
Wałbrzych: Szyb Gustav przeszukany. Co w planach? [FOTO]
Niezabezpieczony szyb w Wałbrzychu przyciąga eksploratorów [FILM]

Podczas spotkania wspomniano m.in. o takich obiektach jak:
- Kopalnia Wiry - Kopalnia Wiry: Ostatnie dni podziemnej trasy turystycznej [ZDJĘCIA]

Elżbieta Węgrzyn