Prezentujemy naszym Czytelnikom widoki z okolicznych wież. Był już zamek Książ, był Dzikowiec, a teraz pora na Wielką Sowę. Na wysokości 1015 m. n. m. p. stoi zabytkowa wieża, wzniesiona w latach 1905–1906 z bloków betonowych. A przy okazji – niepowtarzalne jesienne krajobrazy najwyższego szczytu okolicznych gór. I informacja o planowanych zmianach na szczycie.



Pierwsza wieża na Wielkiej Sowie nie miała szczęścia. Powstała z inicjatywy Towarzystwa Sowiogórskiego z Dzierżoniowa, które współpracowało z Towarzystwem Sowiogórskim z Walimia. Uzyskano zgodę właściciela gruntu hrabiego Wilhelma von Magnisa z Bożkowa. Projekt przygotował murarz i cieśla Heuber z Walimia. 20 września 1885 wmurowano kamień węgielny. Prace budowlane ruszyły wiosną 1886. Utrudniała je deszczowa pogoda. Otwarcie wieży nastąpiło 18 lipca 1886. Budowla miała 20 m wysokości, z czego 2 metry przypadały na kamienną podstawę. Koszty budowy wyniosły 4576,69 marek. W 1887 zatrudniono strażnika, który dbał o porządek i pobierał opłaty za wstęp (10 fenigów od dorosłych, 5 fenigów od dzieci). W następnych latach wieżę wielokrotnie naprawiano. 24 maja 1904 pod dwoma turystami z Wrocławia załamały się spróchniałe schody. Obaj spadli na niższą kondygnację, nie odnosząc obrażeń. Budowlę zamknięto i jesienią 1904 zburzono. (T. Przerwa, Odkryli dla nas piękno gór. Trzy śląskie organizacje górskie (1881–1945): Verband der Gebirgsvereine an der Eule, Waldenburger Gebirgsverband, Zobtengebirgsverein, Toruń 2003, s. 207–211.)


Inicjatorem budowy nowej wieży był prezes dzierżoniowskiego Towarzystwa Sowiogórskiego Richard Tamm, który przeforsował ideę wzniesienia trwałej konstrukcji. Patronem murowanej budowli miał zostać kanclerz Otto von Bismarck (Bismarckturm). Konkurs na projekt wieży wygrał murarz Hennig z Walimia. Następnie miało miejsce porozumienie na najwyższym szczeblu, czy raczej szczycie – dwóch hrabiów, Anton Franz von Magnis z Bożkowa oraz Ernst Julius von Seidlitz-Sandreczki z Bielawy, musiało się dogadać, na czyjej części wielkiej góry stanie nowa wieża. Kamień węgielny został położony 1 czerwca 1905 na części bielawskiej. Uroczyste otwarcie nastąpiło 24 maja 1906. Nowa 25-metrowa wieża oficjalnie należała do Dzierżoniowa. Była najbardziej malowniczą w regionie, w Górach Sowich powstało ich jeszcze siedem. Na tarasie widokowym podziwiano panoramy od Śnieżnika po Śnieżkę oraz od Wzgórz Trzebnickich po Broumovské stěny. Przy dobrej pogodzie widać stąd Wrocław.


Na parterze znajdowała się sala pamięci z popiersiem Bismarcka wykonanym przez rzeźbiarza Harro Magnussena. W jej trzech oknach były witraże z motywami nawiązującymi do żelaznego kanclerza. Koszty budowy wyniosły ok. 20 000 marek. W 1910 w wieży umieszczono brązową tablicę ku czci zmarłego rok wcześniej Richarda Tamma. Wstęp na wieżę był płatny. Zatrudniano strażnika budowli zwanego der alte Stephan lub Vater Spitzer. Pracował on co najmniej do 1931, gdy miał 73 lata (www.bismarcktuerme.de). 



Podobieństwo z wieżami sygnalizacyjnymi z „Władcy Pierścieni” też się znajdzie. Wszędzie, na kilkudziesięciu wieżach Bismarcka rozpalano ogień na urodziny i datę śmierci kanclerza. Wizerunek wieży stał się symbolem Pieszyc, znajduje się w herbie tego miasta. Po II wojnie światowej wieża otrzymała imię generała Władysława Sikorskiego, a następnie, około, 1980 Mieczysława Orłowicza. Obie nazwy się nie przyjęły. W 2006 zakończono remont budowli, który kosztował 250 000 złotych. (T. Przerwa, Odkryli dla nas piękno gór...)


Wielka Sowa to nie tylko najwyższa w okolicy, ale także najstarsza góra i to nie tylko w naszym regionie, ale i w Polsce, i być może w Europie. Jej historia sięga początków historii Ziemi sprzed 4,5 miliarda lat. Wtedy tworzyły się gnejsy, główny budulec tych gór. Podobieństwo wieży widokowej do latarni morskiej jest uderzające i to świetny symbol tej prastarej historii. Na początku ery paleozoicznej Góry Sowie były dnem morskim przejawiającym aktywność wulkaniczną. Wtedy doszło do osadzenia się skał osadowych – piasków, iłów, wapieni, a w nich skamieniałości. Następnie morze wycofało się i podczas orogenezy kaledońskiej wyniesione zostały na tym terenie olbrzymie góry. Było to około 370 milionów lat temu. A zatem na widoczną z różnych miejsc naszego miasta i okolic płaską podwójną górę z wieżą na jednym ze szczytów możemy patrzeć z dużym szacunkiem. Nic tutaj nie jest starsze od niej.


Na Wielkiej Sowie miał zostać odtworzony wyciąg narciarski, który działał tam wcześniej, a zamknięto go w roku 2011. Do końca roku 2017 biuro projektowe z Wrocławia miało przekazać gotowy projekt inwestycji (wyciągi i budynki). Inwestor ma też od gminy zgodę na przesunięcie zbiornika na wodę do naśnieżania. 
W 2018 roku miała ruszyć budowa wyciągu, a pierwszym sezonem narciarskim po latach przerwy na stoku Wielkiej Sowy miał być sezon 2018/2019. Na razie prace nie ruszyły.



W ramach inwestycji teren ma zostać wyrównany, nartostrada ma być dwa razy szersza niż dotychczas, a trasa zjazdu wynosić będzie około 1750 metrów. Narciarzy będzie wwoził wyciąg kanapowy (prawdopodobnie czteroosobowy). Czas wjazdu na górę wynosić będzie około 5 minut. W ciągu godziny na szczyt mogłoby wjechać nawet około 6500 osób. Realnie będzie to 2500 - 3000. Tyle będzie w stanie obsłużyć stok. Obiekt ma być sztucznie naśnieżany. Planowana jest także budowa całkowicie nowej drogi dojazdowej do wyciągu. Będzie ona usytuowana wyżej niż obecny wjazd, który w przyszłości będzie wyjazdem. Wszystko ma usprawnić komunikację i pozwolić dojeżdżającym tam autobusom na swobodne poruszanie się. Na gości będzie czekał także duży parking. Przy wyciągu powstanie miejsce na Freestyle, Snow Park, przedszkole narciarskie oraz obiekt restauracyjno-turystyczny do szybkiej obsługi turystów. Latem wyciąg będzie dostępny dla turystyki rowerowej i pieszej.
(wielkasowa.com, strona internetowa gminy Pieszyce).



A na koniec ciekawostka - historia kota i psa mieszkających najwyżej w naszym regionie. Usłyszeliśmy ją od pana Adama, pracownika wieży. Przez 8 ostatnich lat mieszkał przy niej bury kot o imieniu Kociej. Przetrwał w skrajnie surowych warunkach wszystkie zimy oprócz jednej, kiedy to wyraźnie miał dość i zszedł w doliny, po czym wrócił na wiosnę. Nocował w zabudowaniach, a rano wchodził na pierwsze kolana, które się pojawiły - czy to pracownika, czy turysty - żeby się rozgrzać. Towarzystwo turystów Kociej uwielbiał, ale bez przesady - latem, kiedy wieżę odwiedzały tłumy, zazwyczaj gdzieś się chował. Pewien mieszkaniec Burkatowa co weekend przywoził mu coś do jedzenia, poza tym dokarmiała go obsługa i sam sobie polował mimo wieku. Niestety, w zeszłym roku zniknął bez śladu, prawdopodobnie już na zawsze. Pozostał jego kolega, york o imieniu Lolek, który mieszka w schronisku "Orzeł", ale prawie codziennie eskortuje stamtąd turystów na szczyt, gdzie lubi spędzać czas.

Na Wielką Sowę można wygodnie i spacerowo dojść szlakiem od strony Sokolca, a propozycja dla osób niezmotoryzowanych w Wałbrzycha to dojazd piątką do Walimia i wejście szlakiem żółtym. Jeśli ktoś nie chce wracać tą samą drogą może pójść prosto drogą równoległą w tym miejscu, a po 2 kilometrach skręcić w lewo szlakiem niebieskim i dojść pod wieżę.



Tekst i foto: Magdalena Sakowska