Wieku po jubilatce nie widać, a ilość jej sympatyków rośnie z każdym rokiem. Wczoraj, 21 października, popularna Andrzejówka ukończyła 83 lata.

Schronisko Andreasa

Inicjatywa wybudowania schroniska turystycznego w Górach Kamiennych pojawiła się w roku 1932 w Waldenburger Gebirgsverein (Wałbrzyskim Związku Górskim). Nigdy by zapewne nie powstało, gdyby nie prezes tego stowarzyszenia, wałbrzyski aptekarz, 67-letni wówczas Andreas Bock (zm. 1942), któremu zawdzięcza swoją niemiecką (Andreasbaude) i dzisiejszą nazwę. Według informacji na stronie Andrzejówki projektant był wałbrzyski, takoż dwie firmy, które budowały i wykańczały schronisko. Uroczystego otwarcia dokonano właśnie 21 października 1933 roku.

 
Swoje wielkie chwile Andreasbaude przeżyła, gdy w 1936 roku odwiedziły ją królowa holenderska Wilhelmina i królewna Julianna, która uczyła się tam jazdy na nartach. A mroczne chwile – kiedy w 1944 roku została skonfiskowana na potrzeby Hitlerjugend, a potem zajęta przez Wermacht. Po wojnie obiekt przejmuje w zarząd PTTK (wtedy jeszcze Polskie Towarzystwo Tatrzańskie) i przekazuje kolejnym dzierżawcom. Obecni, Aleksandra i Tomasz Świtoń, administrują Andrzejówką od 14 lat. Ich zdaniem ruch turystyczny w tym miejscu stale się zwiększa.

 
Turystów przybywa

- Dziś mieliśmy 150 gości. Nie wiedzieli o urodzinach Andrzejówki. Mamy cały przekrój wiekowy i zawodowy, dziennie może być równie dobrze dwie osoby i dwa tysiące. Nie tylko w weekendy, w tygodniu też mamy co robić, nawet podczas brzydkiej pogody. Odwiedzających jest coraz więcej. Ilość paragonów wskazuje na 50-60 tys. miesięcznie tego lata, ale można u nas też zjeść swoje kanapki i dostać wrzątek, jak w każdym schronisku górskim. Tych osób nie policzymy – mówi Tomasz Świtoń.


Wśród odwiedzających przeważają mieszkańcy powiatów wałbrzyskiego i świdnickiego, ale są też goście z całej Polski – głównie zachodniej, Szczecin, Poznań. Nie ma też dnia, żeby nie pojawił się ktoś z Czech, na ogół pieszo albo na rowerze. Niemców przyjeżdża coraz mniej, starsi umierają, młodsi nie są już tak zainteresowani swoimi korzeniami. Ale sporo jest turystów z Włoch i Hiszpanii.


- A wałbrzyszanie po prostu przyjeżdżają do nas na obiady, bo funkcjonujemy jako restauracja bezobsługowa. Mamy też bazę noclegową, 28 łóżek, w tej chwili wszystko zajęte do połowy grudnia. A pyta się tyle osób, że mógłbym obsadzić cztery takie Andrzejówki – mówi pan Tomasz. Niestety, jego zdaniem, budynek znajdujący się obok schroniska, wciąż wyglądający uroczo, nie nadaje się już do zagospodarowania. – Kilka lat temu kupił go ktoś od PTTK, zaczął remont, po czym zrezygnował i teraz chce go sprzedać. To już raczej ruina. Drugi budynek kupił kamieniołom, nic tam się nie dzieje.

 
Ale nie wszystko jest kolorowe

Właśnie rybnicki kamieniołom znajdujący się w sąsiedztwie schroniska jest największym utrapieniem jego dzierżawców. – Zwłaszcza turyści zagraniczni nie mogą zrozumieć, jak to możliwe, żeby takie miejsce było tuż obok schroniska, w takim pięknym otoczeniu. Słyszałem, że dostali teraz koncesję na 35 lat i zamierzają pracować na trzy zmiany. Słyszałem też, że chcą zacząć budowę drugiego kamieniołomu, na Klinie, za wyciągami. Jeśli tak, to w przyszłym roku trzeba się będzie pakować. Mamy już dosyć – mówi pan Tomasz.

 
Drugim problemem Andrzejówki jest wycofanie linii nr 12 z Wałbrzycha, która teraz jeździ tylko w weekendy. – Przez ostatnie dwa lata w okresie od maja do czerwca mieliśmy dziennie 3-4 grupy dzieci ze szkół i przedszkoli, które przyjeżdżały do nas dwunastką na wycieczki i ogniska. A w tym roku, kiedy autobus już nie kursuje w tygodniu, przyjechały tu od maja do czerwca tylko dwie grupy, wynajętymi autokarami. Mieliśmy wiele telefonów od nauczycielek, musiały zrezygnować, kiedy im powiedziałem, że autobusu już nie ma. Nie jest to dla nas ogromna strata, ale szkoda mi mieszkańców Rybnicy Leśnej, no i trudniej mi teraz znaleźć pracownika do schroniska – mówi pan Tomasz.

 
Nawet ostatnie bezśnieżne zimy nie zaszkodziły Andrzejówce. Ludzie odwiedzają ją także kiedy nie ma śniegu i pobliskie trzy wyciągi, należące do prywatnych właścicieli, stoją. Chodzą wtedy na spacery, często z psami. Właśnie właścicieli psów przybyło w ostatnim czasie tak dużo, że dzierżawca musiał zabronić wchodzenia z nimi do schroniska, z czym w ciągu ostatnich lat nie było problemu. – Jest ich po prostu za dużo. Podjeżdża 50 samochodów i pojawia się 50 psów. Właściciele wprowadzają je na salę bez smyczy i kagańca, psy atakują się nawzajem, dzieci się boją, a ja odpowiadam tu za bezpieczeństwo i zamiast bez końca toczyć dyskusje na temat, czemu tamten pies wszedł, a mój nie może, wolałem zabronić wszystkim – mówi pan Tomasz.


Sery, trunki, pamiątki i poezja śpiewana

Schronisko ma swoją charakterystyczną kuchnię. Ze względu na czeskich gości wprowadzono do jadłospisu smażony ser, który lubią też Polacy. – Mamy także czeskie piwo i piwa rzemieślnicze, między innymi z Miedzianki, nie ma u nas piw komercyjnych. Promujemy też dolnośląskie wino z winnicy pod Wrocławiem. Nasze potrawy nie są regionalne, ale są oparte na naszych autorskich pomysłach, na przykład „Ogień Waligóry”, danie, które jest specjalnością naszej kuchni, podstawą są piersi z kurczaka. Mamy w sezonie jagody z naszych lasów, ale na grzyby oczywiście musimy mieć atest – mówi dzierżawca.

 
Wracając do historii: w schronisku jest mała kolekcja pocztówek z przedwojenną Andrzejówką, jest też waza z Andreasbaude, w której podawano tam zupy, z logo niemieckiego schroniska. Od kilku tradycją stały się koncerty, w tym roku wystąpili tam już Dom o Zielonych Progach, Marek Andrzejewski, Rhiannon i Plus 50. Dziś również będzie koncert, o godz. 20.00 po raz pierwszy w Andrzejówce zagra zespół Czerwony Tulipan z Olsztyna – coś dla miłośników poezji śpiewanej. Wstęp wolny.

A jeśli nie na koncert, na pewno warto wybrać się na spacer, bo na urodziny dookoła schroniska zrobiło się barwnie, malowniczo i złociście. I tak będzie do pierwszego halnego zapewne.


Sympatycznej jubilatce życzymy kolejnych 83 lat, co najmniej.

 
Czytaj też:
LEŚNICY BUDUJĄ DROGI REGIONU
GÓRA DZIKOWIEC - MIEJSCE AKTYWNEGO WYPOCZYNKU W REGIONIE
WIEŻA JAK Z "WŁADCY PIERŚCIENI" (ZDJĘCIA)
RUSZ NA SPACER PO (NIEDOSZŁYCH) WULKANACH
W WEEKEND O POŁOWĘ TANIEJ - ZOBACZ, GDZIE?
NAJLEPSZE GOSPODARSTWO AGROTURYSTYCZNE POWIATU W 2016
FOTOSPACER: ODWIEDZINY W SOKOŁOWSKU
MILIONY NA TURYSTYKĘ I NIE TYLKO

 
Tekst i foto: Magdalena Sakowska
Fotografie archiwalne: "Waldenburger Heimatbote" z 1956 roku - zdjęcia wykonano w pierwszej poł. lat 30.