Są w naszym regionie miejsca, gdzie można jeszcze zobaczyć stare owocujące drzewa, które z przydomowych ogrodów często zostały już usunięte i zastąpione innymi. To opuszczone wsie, gdzie często nie widać już domów, ale śliwy, jabłonie, grusze i czereśnie wciąż otaczają ich pozostałości. I wciąż owocują, choć widać po nich mocno wiek. To okazja, żeby spróbować takich owoców, jakie jadano na tych ziemiach w czasach, gdy te drzewa posadzono. I bez konserwantów czy innych zmian.

Jednym z takich miejsc (a jest ich sporo) jest nieistniejąca już niemal wieś Bytkowice (przed wojną Zimmerhäuser), obecnie przysiółek Krajanowa, położony około 30 km od Wałbrzycha, liczący kilka domów. Można do niego dojść zielonym szlakiem ze Świerków do Nowej Rudy. Jednak bliżej naszego miasta też można odnaleźć takie opuszczone sady. (Zanim zaczniemy degustację, upewnijmy się, rzecz jasna, że na pewno są opuszczone). W Bytkowicach przy szlaku obok fundamentów zabudowań rosną owocujące śliwy i jabłonie różnych gatunków – dziś chyba tylko specjalista potrafiłby określić, jakich. Jeśli ktoś lubi rodzynki z czereśni – to też takie znajdzie.

Jak wynika z obecności drzew przy domach, owoce były ważnym składnikiem pożywienia. Przedwojenni niemieccy mieszkańcy naszej ziemi potrzebowali ich na przykład do sporządzania tradycyjnej potrawy zwanej „śląskim niebem”. Nasz regionalny wariant pochodzi właśnie z okolic Kłodzka, choć ta potrawa jest znana również na Górnym Śląsku i na Opolszczyźnie. Wykorzystywano do niej owoce suszone albo świeże, w zależności od pory roku.

Śląskie niebo od 2008 roku jest jednym z 46 produktów tradycyjnych województwa dolnośląskiego. Jak czytamy na stronach ministerstwa rolnictwa i rozwoju wsi:
Śląskie niebo było popularną na Dolnym Śląsku typowo regionalną potrawą przygotowywaną na świąteczne okazje. Na Ziemi Kłodzkiej jadano ją często, jak opisuje pochodząca z Kłodzka prof. Margareta Erber (ur. 1932 r.) w tekście „W domu moich rodziców”. Potrawę tę przygotowywano zawsze z okazji urodzin. O śląskim niebie pisze też Grzegorz Sobel w książce „Przy wrocławskim stole” opisującej zwyczaje kulinarne panujące na Dolnym Śląsku przed wojną. Przepis na śląskie niebo zamieszczony jest w książce” Grafschaft Glatzer Kochbuch” (Książka kucharska Hrabstwa Kłodzkiego) skupiającej przepisy zebrane przez dawnych mieszkańców Ziemi Kłodzkiej, jako przepis pochodzący z Bystrzycy Kłodzkiej (Habelschwerdt).

 

A to przepis z blogu Śląski Wrocław:

 

Śląskie niebo gotowane

składniki:

  • 500 g wieprzowiny (schab, wędzony boczek, karczek)
  • 250 g owoców - jabłka, gruszki, śliwki
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • szczypta cynamonu
  • skórka cytryny
  • sól

Obrane owoce dusić w niewielkiej ilości wody z cynamonem i odrobiną startej skórki cytryny, aż zmiękną. 1 łyżkę mąki ziemniaczanej rozmieszać w kilku łyżkach wody i połączyć z rozgniecionymi owocami. Schab lub chudy, wędzony boczek ugotować w osolonej wodzie do miękkości.(Mięso przed gotowaniem warto wcześniej zapeklować). Następnie pokroić w plastry, przełożyć do owoców i gotować chwilę razem. W osobnym naczyniu z masła i mąki zrobić zasmażkę rozprowadzoną wywarem z gotowania do sosu. Mięso wraz z owocami odcedzić i polać na talerzu sosem. Podawać z buchtami, albo kluskami ziemniaczanymi do śląskiego nieba. Świeże owoce można zastąpić suszonymi morelami i śliwkami pamiętając o tym, że przed gotowaniem trzeba je wymoczyć w 0,5 l wody przez noc.


Śląskie niebo pieczone

składniki:
  • 500 g wieprzowiny (schab, wędzony boczek, karczek)
  • 250 g owoców - jabłka, gruszki lub śliwki
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • szczypta cynamonu
  • masło
  • pieprz
  • sól
  • marynata (ocet winny, liść laurowy, cebula)
Wieprzowinę marynować w zalewie z octu winnego, liści laurowych i dużej pokrajanej cebuli przez 1-3 dni w lodówce (łyżka octu winnego na 1 szklankę przegotowanej wody). Mięso natrzeć solą, przełożyć do garnka, polać roztopionym masłem, posypać pieprzem i wstawić do rozgrzanego piekarnika na 70 minut przy temperaturze 180 stopni. Obrane owoce drobno pokroić. 1 łyżkę mąki ziemniaczanej rozmieszać w kilku łyżkach wody, połączyć z rozgniecionymi owocami i dusić pod przykryciem do miękkości, dodać szczyptę cukru i cynamonu do smaku, a następnie wymieszać. Pieczeń pokroić w plastry a z wytopionego soku, masła i mąki zrobić jasny sos, mus owocowy położyć na talerzu obok mięsa. Podawać z buchtami albo kluskami ziemniaczanymi.


Może warto zaryzykować taką podróż w czasie? Przepis zostanie, a starych drzew owocowych już wkrótce nie będzie, ponieważ usychają ze starości. Nie wiadomo, czy ich potomstwo przetrwało


Tekst i foto: Magdalena Sakowska
Przepis: Śląski Wrocław blogspot
Zdjęcie potrawy: Strona Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi