Słyszeliście od dziadka lub babci, że Wałbrzych był różnorodny? Zastanawialiście, co to w ogóle oznacza? Nie ma drugiego takiego miasta na Ziemiach Zachodnich, w którym po 1945 roku spotkaliby się przybysze z tak wielu stron Polski i Europy. Ludzie o odmiennej kulturze, mentalności, poglądach społecznych i politycznych. Przyjechali w obcą dla nich kulturowo przestrzeń, z bagażem własnych tradycji.


Musieli ustosunkować się do tego, co niemieckie i do siebie nawzajem. Oswoić przestrzeń. ,,Obcy” był sąsiad, bo miał inny strój i wierzenia, a poza tym mówił innym językiem. Stąd był już tylko krok do tworzenia stereotypów. Jednych nazywano ,,bosymi Antkami”, innych ,,Chadziajami”.


Spróbujmy sobie wyobrazić Wałbrzych w maju 1945 roku. Bez większych zniszczeń, z pracującymi kopalniami, fabrykami porcelany i hutami szkła. Podobno rosyjskie czołgi spokojnie przejechały przez miasto, a mieszkańcy entuzjastycznie witali Sowietów – w końcu skończyła się wojna. Gorzej było później, kiedy weszła piechota. Pierwsza doba po ich wkroczeniu była… przerażająca. Godziny samowoli, rabunki, mordy, gwałty, po których kobiety chciały popełnić samobójstwo. Część żołnierzy Armii Czerwonej stacjonowała w mieście przez kolejny rok.


Wałbrzych, od setek lat niemieckie miasto, z przemysłem, górnictwem i bogato wyposażonymi mieszkaniami stało się atrakcyjne dla Polski Ludowej. Trzeba więc było je jak najprędzej zasiedlić, głównie pracownikami potrzebnymi zakładom przemysłowym. Potrzebni byli pionierzy do tworzącej się polskiej już administracji. Części Niemców nie wysiedlano, bo stali się niezbędnymi fachowcami do funkcjonowania przemysłu i kopalń. I do przekazywania wiedzy.


Najpierw ściągnięto do Wałbrzycha przesiedleńców ze Wschodu – górników z Borysławia i Drohobycza. Przyjechali tu z własnym sprzętem mechanicznym i z narzędziami ślusarskimi, stąd określano ich ,,kluczykami”, co stało się później synonimem pracowitości i rzetelności. W kolejnych transportach przyjeżdżali również przesiedleńcy ze Wschodu, ale częściowo z obszarów wiejskich, nie do końca przystosowani do pracy w fabrykach. Przywieziono też reemigrantów z Francji. Osoby, które wyjechały przed wojną nad Sekwanę za pracą, a teraz wracały do kraju, bo uwierzyły władzy ludowej, że będzie tu kraina mlekiem i miodem płynąca. Rozczarowali się, bo warunki do życia nie były najlepsze. To byli ludzie aktywni politycznie i społecznie, chętnie działający w związkach zawodowych i klubach sportowych, a do tego w dużej części należący do partii. Stąd po wojnie określano ich ,,bolszewikami” i ,,komunistami”, co często mijało się z prawdą i było krzywdzące. Bogato wyposażone mieszkania i miejsca pracy były także atrakcyjne dla osadników, przybyłych z tych części Polski, która była zniszczona i przeludniona. Do Wałbrzycha najwięcej osób przyjechało kolejno z poznańskiego, krakowskiego, warszawskiego, katowickiego, kieleckiego i bydgoskiego. Kolejną grupą byli Żydzi. I jeszcze Grecy – uchodźcy polityczni, dla których Polska była azylem.


Od kilkunastu języków do czystej polszczyzny


Co oczywiste ówczesny prezydent Wałbrzycha Eugeniusz Szewczyk ustalił polski językiem urzędowym, ale jak łatwo się domyślić po wojnie słychać było w mieście głównie: francuski, niemiecki, rosyjski i jidysz. Zdarzało się, że po polsku w tramwaju mówili motorniczy z kontrolerem biletów. W latach 50. XX w. odnotowano w Wałbrzychu kilkanaście narodowości i tyleż języków w użyciu. Tuż po wojnie z ust Kresowiaków często słychać było słowa ,,binia” (dziewczyna), ,,facjata” (twarz) czy charakterystyczne ,,ta joj”. ,,Francuzi”, bo tak nazywano reemigrantów, bardzo długo – jeszcze do lat 80. XX w. – we własnej grupie kulturowej posługiwali się francuskim. Co ciekawe po wojnie działały szkoły z wykładowym językiem niemieckim (w roku szkolnym 1952/53 było 10 takich podstawówek). Grecy i Żydzi porozumiewali się w swoich ojczystych językach. Na Ziemiach Zachodnich kładziono duży nacisk na tzw. czystą polszczyznę, czyli język literacki. Przez lata wyrugowano więc z użycia wszelkie dialekty i regionalizmy. Jesteśmy o to ubożsi.


Stój jako wyznacznik kulturowy


Niemcy nosili ciemny ubiór. Mężczyźni krótkie i wąskie spodnie, marynarki rozcięte z tyłu i okrągłe płaskie czapki z grubym sznurkiem nad daszkiem. Kobiety zimą zakładały po kilka par pończoch, włóczkowe czapki, szaliki i rękawiczki. Miały modne torebki i fryzury. Podobnie jak reemigrantki z Francji – zawsze eleganckie, ale te bardziej stawiały na modny krój i kolor. Panowie reemigranci nosili płaszcze, berety i charakterystyczne szale. Mówiło się, że ,,Francuza można było poznać z daleka”. Wschodniacy zakładali grube czapki z nausznikami, a kobiety obwiązywały się kilkukrotnie szalami lub chustami i nosiły buty z cholewkami. Osadniczki zakładały kożuszki i chusty na głowę oraz dodatkowo duże chusty zamiast płaszcza. Na początku ubierały kolorowe wełniaki i zdobione gorsety. Wśród najstarszego pokolenia Greczynek dominował czarny kolor stroju. Z biegiem czasu – i polityką ujednolicenia – nikt nie chciał się wyróżniać i dopasowywał do ogólnie panującej mody.


Kuchnia


,,Francuzi” narzekali na brak warzyw i czarny żytni chleb, który – w przeciwieństwie do jedzonego we Francji pszennego pieczywa – był po prostu kwaśny i twardy. Codziennie jedli zupy i ziemniaki. Kuchnia pochodzących ze Wschodu była oceniana jako bardzo smaczna. Charakteryzowała się ostrymi przyprawami, dobrze przyrządzanymi mięsami i ciastami. Osadnicy z kieleckiego jedli żurek, kaszę na sypko, kapustę z grochem i rosół z wieprzowiny. Mięso spożywali z chlebem, a nie z ziemniakami. Podobna była kuchnia osadników z rzeszowskiego i lubelskiego. Charakterystycznym dla nich było parzenie świń po zabiciu, wędzenie kiełbas i przechowywanie zasolonego mięska w beczce. Wschodniacy podobnie konserwowali żywność – przez zasalanie i suszenie, a Francuzi i Niemcy – przez pasteryzację. Grecy starali się przystosować swoją kuchnię do ojczystej, dlatego podstawę ich żywienia stanowiły jarzyny (por, cebula, kapusta, fasola, papryka, kabaczki, szpinak) duszone z mięsem (najchętniej baraniną) i ryżem.


Wzajemne relacje


Chyba wszystkich łączyło jedno – upatrywali lepszego życia w Wałbrzychu. Ci, którzy pochodzili z obszarów wiejskich, po raz pierwszy spotykali się z telefonami czy kuchenkami gazowymi. Zaskoczeniem dla wielu były żarówki w mieszkaniach, oświetlone ulice i witryny sklepów. Wśród przyjezdnych pewną grupę stanowili szabrownicy, stąd określenie na ówczesne ziemie ,,odzyskane” – ziemie ,,wyzyskane”.


Ludzie pochodzący z Wielkopolski uznawani byli za dobrych, choć skąpych gospodarzy – zdziwieniem dla innych grup społecznych była pomoc mężczyzn kobietom przy pracach domowych. Osadnicy z Małopolski przestawiali łóżka pod wzdłużne ściany, jakie ozdabiali przywiezionymi obrazami. Na łóżkach kładli poduszki jedna na drugiej.


Przesiedleńców ze Wschodu uznawano za życzliwych, radosnych i gościnnych. Nie stronili od napitków, ale zarzucano im kłótliwość i megalomanię – lubili podkreślać swoje pochodzenie i przesadnie zawyżali dobra pozostawione na Wschodzie. Pejoratywnie nazywani byli ,,Chadziajami”. Do kuchni, gdzie był piec, wstawiali łóżko. Stoły z centralnej części przesuwali pod okno.


Francuzi, w przeciwieństwie do innych grup osadniczych, rezygnowali z dobytku pozostawionego przez Niemców. Wierzyli, że tak zdobyty majątek może przynieść nieszczęście nowemu właścicielowi. Wyróżniali się powściągliwością do alkoholu i obojętnością religijną. Kiedy inni uczestniczyli w nabożeństwach, oni wybierali wycieczki albo konkurencje sportowe, np. grę w bulle. Zarzucano im wyniosłość, bo trzymali się głównie we własnej grupie i długo używali języka francuskiego oraz ,,wyśrubowywanie” norm w pracy. Z kolei ,,Francuzów” drażniła niesolidność organizacji pracy w kopalni, szaber i brak koleżeńskości.


Żydzi byli aktywni społecznie, odmienni kulturowo i religijnie. W czasach, kiedy najbardziej ceniona była ciężka praca (hutnik, górnik), zajmowali się handlem i usługami rzemieślniczymi. Obejmowali też stanowiska kierownicze w rozmaitych instytucjach. Dlatego przez inne grupy byli postrzegani jako niepracujący, a dobrze żyjący i gromadzący majątki. Grecy trzymali się w swoim środowisku, bo pobyt w Polsce uznawali za tymczasowy. Zachowali tradycję ,,męskich spotkań” ze wspólnym pieczeniem barana. Oceniani byli jako radośni, chętni do zabawy, tańca i występów artystycznych.


Redakcja

Zdjęcia:

Obecny Pl. Magistracki, pod koniec lat 40. minionego stulecia Pl. Wolności. W tle ratusz, stara fontanna i kamienne lwy


(Fot. www.polska-org.pl/Ze zbiorów Romana Kuliniaka): Przystanek w Rynku – rok 1945 lub 1946. Widoczny plakat na przystanku „Wielkie Variete”, a tramwaj NEUKAG jedzie jeszcze do… Altwasser


(Fot. www.polska-org.pl/Stanisław Marcinkowski ze zbiorów Ryszarda Kumorka): Po wojnie na ulicach Wałbrzycha można było usłyszeć rozmaite języki. Na zdjęciu ul. Słowackiego pod koniec lat 40. ubiegłego wieku


(Fot. www.polska-org.pl): Modna para w centrum Wałbrzycha