Opowiadamy niezwykłą historię dwóch kuzynek, dwóch księżniczek z rodu Piastów, które mogły urodzić się na zamku Książ. Jedna została najważniejszą kobietą w Europie, a druga jest postacią bardzo tajemniczą. Ale na pewno była jego panią.


Cesarzowa o książańskich korzeniach

A historię dwóch księżniczek opowiedział w ramach cyklu "Historia na żywo" Andrzej Dobkiewicz, regionalista, popularyzator historii i dziennikarz.

- Najbardziej znaną księżną z zamku Książ jest bez wątpienia Daisy von Pless. Ale sześć wieków wcześniej z tym zamkiem była prawdopodobnie związana postać równie nietuzinkowa: królowa czeska, niemiecka i cesarzowa rzymska, czyli pierwsza kobieta ówczesnej średniowiecznej Europy. Choć żyła tylko 23 lata, kronikarze ją wychwalali, a po jej śmierci zapadła wielka żałoba - mówił Andrzej Dobkiewicz zebranym w sali Krzywej.

Urodzona w 1339 - być może w zamku Książ, a jeśli nie, to w Świdnicy lub Strzegomiu, a zmarła 11 lipca 1362 roku w Pradze Anna, jedyna córka księcia Henryka II Świdnickiego i jego żony Katarzyny sięgnęła po najwyższe europejskie zaszczyty, choć nie była królewną. Jednak jej babka, Kunegunda, była córką Władysława Łokietka i siostrą Kazimierza Wielkiego. Swoją karierę młoda dama zawdzięczała temu, że jej stryj, książę Bolko II, nie miał swojego dziedzica i swoje bogate księstwo świdnicko-jaworskie przekazał bratanicy, czyniąc ją bardzo atrakcyjną partią na ówczesnym królewskim rynku matrymonialnym Europy. Do tego stopnia, że Karol IV Luksemburski, wpływowy król Czech i wróg Piastów świdnickich, jako gwarancji rozejmu w 1350 roku zażądał ręki 11-letniej Anny dla swojego syna Wacława, który był jeszcze... niemowlęciem. Chłopczyk jednak szybko zmarł, wkrótce zmarła też jego matka, a wtedy Karol IV... sam postanowił poślubić Annę. Oczywiście, wówczas Bolko II miał dopiero czterdzieści lat, więc wciąż mógł mieć dziedzica korony.



Anna mogła przyjść na świat w zamku Książ, bo Henryk II nie miał swojej części księstwa i był rezydentem dworu brata, a zatem, jak i on przemieszczał się pomiędzy Świdnicą, Strzegomiem, Jaworem i nowym zamkiem - Książem.


Bolko III był... swoim własnym stryjem?


A jak to z dziećmi ostatniego świdnicko-jaworskiego księcia było? Andrzej Dobkiewicz nie ma wątpliwości, że opisany w powieści Władysława Grabskiego "Rapsodia świdnicka", a znany z jednej z kronik syn Bolka II Świdnickiego, zwany Bolkiem III, to pomyłka dziejopisarzy.

- Znamy tę historię, według której Bolko III jako mały chłopiec miał być nieumyślnie uśmiercony cegłą czy kamieniem przez błazna nazwiskiem Jakub Tau. Na Placu Małgorzaty w Świdnicy w roku 1347 miał on zostać za to ścięty. Jednak napis, który o tym informował na tym placu, został wykuty w XIX wieku. Badacze odnaleźli 29 wersji tej legendy, w tym bardzo podobną historię dotyczącą Bolków ziębickich i zamku w Ziębicach. Za całe zamieszanie jest odpowiedzialny archiwista, kronikarz i pisarz miejski Świdnicy, a potem Wrocławia, Franciszek Faber, zmarły w 1565 roku. Był wielkim miłośnikiem dynastii Piastów, musiał odwiedzić zniszczone podczas wojen husyckich opactwo w Krzeszowie i błędnie odczytał napis na jednej z tablic nagrobnych zdewastowanego mauzoleum Piastów. Potem o śmierci Bolka III opowiedział w swoim wierszowanym opisie Śląska pt. "Sobothus sive Silesia" - mówił regionalista.



Jak dodał Andrzej Dobkiewicz, legenda o śmierci małego dziedzica książęcej korony zaczęła żyć własnym życiem w XVII i XVIII wieku, kiedy szukano wyjaśnienia, dlaczego to na ziemię świdnicką i jaworską przyszły tak trudne czasy: zaraza, wojny husyckie, potem wojna trzydziestoletnia.

Tymczasem tablica, która prawdopodobnie zwróciła uwagę kronikarza, była poświęcona nie synowi, lecz stryjowi Bolka II Świdnickiego (zm. 28 lipca 1368) - Bolkowi Starszemu, pierworodnemu potomkowi księcia jaworskiego Bolka I Surowego (zm. 9 listopada 1301), który umarł 30 stycznia 1300 roku mając 10-15 lat. - W kronice Krzeszowa nie ma żadnej wzmianki o dziedzicu Bolka II, który zawsze otaczał klasztor opieką. Jak zakonnicy mogli zapomnieć o jego synu? - pytał retorycznie prowadzący wykład.


Jeśli nie syn, to może... córka?


Tymczasem, niczym w serialu "Dynastia", może się okazać, że Bolko II miał syna, którego nie było, a wszyscy sądzili, że był - i córkę, która była, a nikt jej nie zauważył. Tajemnicza świdnicka księżniczka jest wbrew pozorom nieźle poświadczona w źródłach i gdyby nie pewna zużyta do ostateczności pieczęć, widniałaby zapewne we wszystkich opracowaniach. A chodzi o Elżbietę von Parchwitz, czyli Elżbietę z Prochowic, urodzoną między 1359 a 1363 rokiem, zmarłą natomiast około 1415.



- Pojawiła się niewiarygodnie śmiała hipoteza, że Bolko i jego żona Agnieszka z rodu Habsburgów (o której więcej piszemy TUTAJ), mieli córkę. Ale czemu nie ma o niej żadnej wzmianki? Badacze z Poznania i Wrocławia, między innymi Tomasz Jurek, znaleźli kilkanaście zachowanych dokumentów wydanych przez Elżbietę, żonę Piotra, dziedzica Prochowic. Księżna Agnieszka w swoich dokumentach nazywa ją "moją drogą córką" - tak nie zwracałaby się na pewno do nieślubnej córki męża, a gdyby sama taką miała, to byłby głośny skandal, więc w grę może wchodzić córka jej i męża, ewentualnie córka chrzestna. Jednak Elżbieta nie zachowuje się w sposób typowy dla małżonki wasala - mając męża sama wystawia swoje dokumenty i bywa świadkiem w dokumentach, a to mogły czynić tylko kobiety z książęcego rodu - mówił badacz historii regionu.

Dodatkowo inny naukowiec, Marek Wójcik, zwrócił uwagę na pieczęć księżnej Agnieszki, na której trzyma ona w uniesionych rękach dwie tarcze herbowe, swoją i męża. Jest ona bardzo podobna do mocno niestety zniszczonej pieczęci Elżbiety von Parchwitz, która też trzyma dwie tarcze, choć nie podnosi ich do góry. Gdyby się zachowały szczegóły na tych tarczach, wszystko byłoby jasne. Gdyby to był herbowy orzeł Bolka II Świdnickiego, Elżbieta trzymałaby w ręku godło swojego ojca.




Cesarzowa zabrała jej koronę - a mąż spowodował utratę Książa?

Są też i dowody bardziej materialne. - Księżna Agnieszka nie odgrywała po śmierci męża dużej roli politycznej, ale zajęła się rozwojem gospodarczym księstwa. Zasadniczo była oszczędna, wręcz skąpa i "gniotła" poddanych, choć potrafiła być także hojna. Trudno oczekiwać, żeby obcej osobie przekazywała majątki, a Elżbiecie przekazała Maniów Mały i Rusko koło Strzegomia, w końcu sam Strzegom oraz inne posiadłości - dowodził Andrzej Dobkiewicz. A gdyby i tego dowodu było mało, trudno oczekiwać, żeby córce chrzestnej czy ulubionej wychowanicy pozwalała łamać prawo i podpisywać się na poświadczanych dokumentach, który to przywilej w tym księstwie przysługiwał tylko jej samej.

Notabene, księżna Agnieszka 1 stycznia 1386 roku wydała dokument, w którym czytamy, że Elżbieta (Ilsa) von Parchwitz, żona Piotra, zrzeka się jakichkolwiek praw do... zamku Książ i miasta Świebodzice na rzecz starosty świdnickiego o imieniu Benesz z Chustnika. Żeby się zrzec, musiała je wcześniej mieć. A Książ - nic się nie zmieniło - wciąż należał do Piastów, swoich budowniczych. Zatem być może córka dostała go od matki. Kolejny dowód - to ona się zrzekała, a nie jej mąż. O mężu wiemy tyle, że narobił sporo długów, w końcu stracił Prochowice i mieszkał w majątku żony - w Maniowie Małym. Zmarł około 1400 roku.

I jest jeszcze jeden dowód. Elżbiety nie było jeszcze na świecie, gdy jej starsza kuzynka wychodziła za mąż za czeskiego króla. Układ, podpisany przez Karola IV, Kazimierza Wielkiego i Bolka II Świdnickiego przewidywał, że temu ostatniemu wciąż może się urodzić syn - i wtedy on odziedziczyłby po nim księstwo, a jego ojciec zapłaciłby Annie 10 000 kop groszy praskich odszkodowania. Ale gdyby przyszła na świat córka, to Karol i Anna zapłacą jej owe 10 000 jako odszkodowanie za utracone dziedzictwo. Tak to księżniczki zostawały ofiarami złożonymi na ołtarzach historii...



Elżbieta musiała się urodzić po 14 lutego 1359 roku, gdy wspomniany wyżej układ został odnowiony. Co ciekawe, w roku 1362 Bolko i Agnieszka objęli w posiadanie Trutnov. Wartość tych terenów wynosiła właśnie - 10 000 kop groszy praskich. - A nie ma innego powodu, dla którego Karol IV miałby im ofiarować dar o takiej wartości - kontynuował regionalista. Do tego żonę Piotra z Prochowic i po jego śmierci regularnie nazywa się w dokumentach "szlachetną panią" - to nie było określenie zwykłej żony rycerza.

Ironią losu Elżbieta doczekała się oprócz córki Katarzyny dwóch synów - Zygmunta i Mikołaja, którzy jednak rzecz jasna niczego po swym dziadku nie odziedziczyli. A skąd mezalians? Elżbieta rodząc się nie miała już znaczenia politycznego, za mąż po śmierci ojca wydała ją matka, więc kusi romantyczna hipoteza, że być może pozwoliła jej poślubić poddanego rycerza... z miłości? To się Piastównom raczej nie zdarzało.



Ze Świdnicy do stolic świata

Jeśli ta identyfikacja jest prawidłowa, ciekawe, co sobie myślała skromna pani rycerskiego dworu w Prochowicach o swej kuzynce koronowanej w Rzymie na cesarzową ówczesnej Europy? A przecież to ona była potomkiem jednego z najwybitniejszych piastowskich władców i dorównującej mu znaczeniem małżonki z dynastii Habsburgów. Anna natomiast przyszła na świat jako dziecko rodziców, o których niewiele w zasadzie da się powiedzieć. Niektórzy uważają jej matkę, Katarzynę, za nieślubną córkę króla Węgier Roberta. Jej ojciec nie odznaczał się niczym szczególnym i młodo zmarł w 1345 roku. Annę jej matka zawozi wtedy na dwór w Budzie, dwór siostry jej babki, córki Władysława Łokietka i królowej Węgier Elżbiety, która ma u siebie istne przedszkole królewien z całej okolicy. Tu Anna otrzymuje znaczące wykształcenie - potem będzie sama redagowała własne dokumenty i korespondowała ze słynnym poetą Francesco Petrarką, którego pozna w Pradze.

27 maja 1353 roku 37-letni Karol IV Luksemburski zaślubia w Budzie swą niedoszłą synową, zaledwie czternastoletnią. Księżniczka musi żyć szybko, bo nie ma za wiele czasu. Już 28 lipca tegoż roku Anna - według świadków i zachowanej ikonografii bardzo urodziwa - zostaje koronowana w katedrze św. Wita w Pradze na królową Czech, 9 lutego 1354 w katedrze w Akwizgranie na królową Niemiec, a 5 kwietnia 1355 podczas wielkiej uroczystości w Bazylice św. Piotra w Rzymie na cesarzową rzymską. Obojga nie koronował jednak papież, bo przebywał na wygnaniu w Awinionie. Scena z koronacji została wyobrażona na jednym z fresków w Pałacu Apostolskim w 1623 roku.



19 kwietnia 1358 roku Anna rodzi pierwszą córkę, Elżbietę. Ironią losu w dalekiej Świdnicy, a może w Książu, już za kilka miesięcy (lub lat) miałaby pojawić się na tym świecie inna Elżbieta. Tę małą królewnę poślubi później Albrecht III Habsburg. I matkę, i córkę wychwala w swych listach Petrarka. Z badań zwłok cesarzowej, które dobrze się zachowały, wynika, że była szczupłą blondynką o wzroście 164 cm. 26 lutego 1361 roku przychodzi na świat syn cesarskiej pary, Wacław IV. Niestety, 11 lipca 1362 roku Anna, nie dożywszy nawet wieku swojej dalekiej krewnej, św. Jadwigi Andegaweńskiej, królowej Polski, umiera rodząc drugiego syna i zostaje pochowana w katedrze św. Wita. Mała Elżbieta Świdnicka, później zwana w niektórych źródłach Ilsą z Maniowa, która już prawdopodobnie przyszła na świat, swej obdarzonej zaszczytami kuzynki nigdy nie pozna.

A dzieci Anny - pozostały bezdzietne. Córka umarła w wieku 24 lat, syn i następca tronu ożenił się dwa razy, nie przedłużył jednak dynastii. Potomkowie Elżbiety/Ilsy są widoczni w źródłach genealogicznych jeszcze kilka stuleci później.


Ofiara dworskiego spisku?

- Po jej śmierci wymyślono teorię spiskową, że Anna została zamordowana. Jej męża nie było w domu, toczył właśnie bój ze swym zięciem Rudolfem IV (Anna była trzecią żoną cesarza), który bardzo mu bruździł. Jest zatem teoria, że znając wielką miłość Karola do Anny ów zięć mógł spowodować jej śmierć za pomocą spisku, żeby pogrążony w żałobie cesarz wycofał się z działań wojennych. Karol IV rzeczywiście zrezygnował z wojny i zamknął się w pałacu, otoczony portretami Anny - mówił prowadzący wykład.

Czesi do dziś uwielbiają tę postać, w Polsce zupełnie nieznaną. Kiedy jakiś czas temu otwarto trumnę cesarzowej ze Świdnicy, odkryto, że zachowała się jej suknia z hiszpańskiego materiału i można odtworzyć jej wzór, zaczęto więc go powielać i szyć takie stroje na sprzedaż. Poza tym powstały figury woskowe, medale pamiątkowe, napisano kilkanaście powieści na temat Anny, w tym jej fikcyjny pamiętnik, ale na polski nie zostały one przetłumaczone. Kręcono też filmy. A u nas tylko jeden, niewielki pomnik Anny został postawiony przez mieszkańców wsi Czermna koło Kudowy-Zdroju.



Następne spotkanie z cyklu "Historia na żywo", w listopadzie, dotyczyć będzie historii nowszej - o dziejach Świebodzic opowie miłośniczka historii tego miasta Róża Stolarczyk. Wcześniej swoje wspomnienia prezentowała między innymi DORIS STEMPOWSKA.

Czytaj też:
KSIĄŻ: ŚREDNIOWIECZNA TWIERDZA PIASTÓW ŚWIDNICKO-JAWORSKICH

Magdalena Sakowska
Foto: Magdalena Sakowska, użyczone - Zamek Książ