Przyzwyczailiśmy się już do obecności wybitnych kobiet w naszym regionie w XVIII, XIX i na początku XX wieku. Daisy von Pless, Marianna Orańska, Charlotta von Seher-Thoss – ale może się okazać, że tuż nieopodal granic Wałbrzycha była rezydencja wielkiej pani, która właśnie stąd rządziła samodzielnie księstwem świdnicko-jaworskim w pełnym średniowieczu, w XIV wieku. Na ile obecność jej dworu odzwierciedliła się w Cisach – na to pytanie mają odpowiedzieć prowadzone w ruinach badania naukowe.

„Żelazna” księżna

Niewiele o niej wiemy, ale jej postać zadaje kłam popularnemu przeświadczeniu, że w średniowieczu kobieta nie miała nic do powiedzenia. W średniowieczu i owszem, mało było tytularnych królowych władających samotnie – chyba, że jako regentki – ale księżnych czy hrabin w takiej sytuacji było znacznie więcej niż w czasach po średniowieczu, kiedy to pozycja kobiety systematycznie się obniżała pod wpływem powrotu do prawa rzymskiego. Agnieszka Habsburżanka (Agnes von Habsburg), urodzona w roku 1315 lub w latach 1321-1326 w Wiedniu, a zmarła 2 lutego 1392 roku w Świdnicy, wyróżnia się wśród samodzielnych władczyń tym, że nie była regentką w imieniu nieletniego potomka. Przekazy mówią, że mogła mieć ze swoim mężem Bolkiem II Małym (poślubionym w 1338 r.), księciem świdnicko-jaworskim, dwoje dzieci – zmarłą w dzieciństwie córkę i syna, Bolka III, który zginął tragicznie w wieku około 9 lat. To jednak mogą być legendy, a faktem jest, że Agnieszka musiała się cieszyć ogromnym autorytetem, skoro po śmierci męża w 1368 roku, otrzymawszy całe księstwo jako tak zwaną oprawę wdowią, rządziła nim przez następne 24 lata, do śmierci.

I patrzyła przez okna na Czyżynkę

Księżna musiała sobie upodobać Cisy, bo zachowane w Landbuchu księstwa świdnicko-jaworskiego dokumenty świadczą, że często wystawiała je właśnie tutaj. Warownia należała do rodu von Bolcze, mocno związanego z dworem świdnickim, który w naszych okolicach wystawił jeszcze zamki Konradów i Bolczów. Od 1381 r. warownia zaczęła coraz częściej (szczególnie po 1384 r.) funkcjonować jako miejsce pobytu dworu świdnickiego i dokonywanych przy tej okazji przez księżną akcji prawnych, z których ostatnie nastąpiły tuż przed jej śmiercią w 1392 r. – Owdowiawszy, Agnieszka rządziła z sukcesem w oparciu o miejscową arystokrację, taką, jak ten ród. Mogła tu bywać bez ograniczeń, ponieważ prawdopodobnie było to jej lenno i miała zagwarantowane tak zwane prawo wchodu. Musiała zatem być w dobrych stosunkach z Bolczami, ale dr Dagmara Adamska z Uniwersytetu Wrocławskiego uważa, że nie zatrzymywała się na pobliskim Książu, bo nie znosiła tamtejszego burgrabiego, Bernarda Zedlitza. Wiemy na pewno, że wystawiała tu dokumenty rangi państwowej i dzięki temu, że są one datowane, możemy ustalić, na przykład, że była tu przez 2 tygodnie lub dłużej, sygnowała ich kilka pod rząd. Były to dokumenty dotyczące jej majątku, ale także przywileje, jakie nadawała, zatwierdzała też na przykład sprzedaże między mieszkańcami księstwa, podpisując je razem ze świadkami. Przyjeżdżała tu do śmierci, musiała więc lubić to miejsce. Może odkryjemy tu pozostałości jej rezydencji i dworu. I może w przyszłości uda się zrekonstruować standard życia książęcego na zamku Cisy w XIV wieku – ma nadzieję dr Artur Boguszewicz, pod kierunkiem którego w ruinach prowadzą badania studenci z Wydziału Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego.

 
Co wiemy?

Początki Cisów toną w mroku dziejów. Utrzymywane w epoce PRL przekonanie, że zamek postawił książę piastowski Bolesław Rogatka w 1242 roku, nie znajduje podstaw w źródłach, podobnie jak to, że zbudował go „autor” wielu zamków dookoła, książę Bolko I Surowy. Gdyby miał postawić go jego wnuk książę Bolko II Mały, to musiałby się zmieścić w czasie przed 1327, a w 1326 objął księstwo po ojcu, księciu Bernardzie. A to mało prawdopodobne, żeby zamek zbudowano w rok.


To dopiero pierwszy sezon badań na Cisach, w ciągu 3 tygodni nie udało się jeszcze wiele ustalić, ale wszystko przed ich uczestnikami. Na razie podglądają migawki z życia codziennego – pojawiają się fragmenty potłuczonych glinianych garnków. – To materiał tani, powszechnie spotykany, łatwo tłukący się i pozwala nam na datowanie dolnej warstwy z tolerancją do około 50 lat. Już znaleźliśmy fragmenty z XIV i XV wieku, to nic niespodziewanego, ale może znajdą się i wcześniejsze – mówi naukowiec. Znalazł się jeden bełt z powszechnie stosowanej w tamtych czasach kuszy, też rzecz niezbyt przełomowa. Najciekawsze może się znaleźć... poza murami. Bo tam mieszkańcy zamku wyrzucali to, co nie było im już potrzebne. Ale pierwsze niespodzianki też są.

- Z informacji, które posiadamy na temat zamku, wynika, że obiekt popadł w ruinę w XVIII wieku. A my spotykamy się z brakiem znalezisk od XVI wieku. To ciekawy element, tego się nie spodziewaliśmy. Czy to znaczy, że został opuszczony wcześniej niż zamek Nowy Dwór, gdzie zostały znalezione elementy świadczące o obronie przed bronią palną? Aktualne badania, prowadzone na północnym przedzamczu, niczego takiego nie potwierdziły jak dotąd w Cisach – stwierdza Artur Boguszewicz.


Po II wojnie światowej praktycznie nie było w tym miejscu badań naukowych, były prowadzone w latach 30-tych, ale brak szczegółowej dokumentacji odkryć. Obecne badania mają pomóc w sformułowaniu dalszego programu co do charakteru i zakresu działań naukowych w Cisach.

 

A co z tego wyniknie?

- W naszych czasach efektem takich badań powinna być rekonstrukcja zamku, ale nie fizyczna, tylko wirtualna – wizualizacja zachowanych elementów w formie przestrzennej 3D jest możliwa. Obiekt wymaga dokumentacji w formie skanów laserowych. Chcemy wnieść coś nowego w wizualizacje Cisów wykonane w latach 60-tych – mówi doktor. Na razie mało prawdopodobne, żeby odnalazły się na przykład jakieś nieznane podziemia – jak dotąd górny zamek ma jedną piwnicę. Ale kto wie – może przed Cisami na tym miejscu stał jakiś gród słowiański? Często zamki budowano w tych samych miejscach, na wzgórzach w zakolach rzek.


Przełomowych znalezisk życzymy doktorowi Boguszowiczowi i czwórce studentek oraz jednemu studentowi, którzy pracują na Cisach. Trójka innych skończyła wcześniej. Agnieszka, Anna, Marta, Daria i Marcin pochodzą z Sanoka, Radomska, okolic Jeleniej Góry i Wrocławia.

- Dzisiaj był bardzo dobry dzień – znaleźliśmy dość dobrze zachowany fragment ucha garnka... i guzik. Oczywiście współczesny, przerdzewiały, zaplątany w korzenie drzewa – mówi Daria. – Chcemy się podzielić czymś niezwykłym. Znaleźliśmy dziś dość głęboko zakopane trzy złote monety... z czekolady. Świeże, wyglądały, jakby przed chwilą przyniesiono je ze sklepu. Było dużo radości. Wygląda na to, że ktoś chciał nam zrobić dowcip – dodaje Marta. – Znaleźliśmy też trzy gwoździe, niestety, współczesne.


A zatem średniowieczne ruiny na razie dobrze kryją swoją tajemnicę. Czy były dworem wielkiej pani, która stąd rządziła swoimi ziemiami, niedługo później zapomnianym i pozostawionym w lasach na pastwę losu? Jej azylem, podobnie, jak znajdująca się niegdyś nieopodal Ma Fantaisie innej księżnej? Kto je zbudował, na czym i po co? Odpowiedź może przynieść tylko czas – jeśli jest on odmierzany pracowicie wynoszonymi z wykopów wiadrami kamieni i ziemi.

 
Czytaj też:
ZAMEK CISY: BĘDĄ SPORE ZMIANY

ZAMEK CISY: WARTO ODWIEDZIĆ OSOBIŚCIE (FOTO)

ZAMKOWY MOST JAK NOWY


Tekst i foto: Magdalena Sakowska