Przypomnijcie sobie jak tu było. W miejscach, do których chętnie chodziliście. Na kawę, na ciastko, na lampkę wina. Celowo nie przypominamy tych najbardziej charakterystycznych restauracji w Wałbrzychu, o których można napisać tyle tomów ile jest części „Pieśni lodu i ognia”. Nam chodzi o znalezienie „perełek”, czyli zdjęć rzadko publikowanych albo nie pokazywanych dotąd w ogóle. O to przecież chodzi w naszej akcji „Miasto z innej strony”. Tekst z ostatniego numeru tygodnika "WieszCo".


Raz na jakiś czas staramy się wam pokazać to, o czym może już nie pamiętacie, albo nie wiedzieliście, a utrwalone zostało na starych fotografiach z lat 50., 60. i 70. Założyliśmy, że z tego akurat okresu ciekawych zdjęć prezentujących Wałbrzych nie jest za wiele. I bardzo się nie pomyliliśmy.

Dzięki pracownicom Biblioteki pod Atlantami i ich uporowi w poszukiwaniu tych rzadkich fotografii, pokazujemy wam miasto z nieco innej perspektywy. Niby nie odkrywamy żadnej Ameryki, ale zdjęcia, które publikujemy dziś na łamach WieszCo, były bardzo rzadko pokazywane. Dzięki nam przypomnicie sobie miejsca doskonale znane – tak nam się wydaje – w których być może byliście dziesiątki razy. Jeśli nie zaglądaliście 50, 60 czy 70 lat temu do tych restauracji czy kafejek, bo byliście na przykład za młodzi, to zobaczcie jak wyglądały? Gdzie się znajdowały? Co w nich było takiego wyjątkowego?

Nasza akcja, w której stawiamy sobie ambitne zadanie, żeby pokazywać charakterystyczne miejsca Wałbrzycha, wciąż trwa. Bibliotekarki nie mają z nami lekko, bo proszone o wynajdywanie „perełek” muszą nierzadko przekopać kilka szaf, żeby znaleźć tę jedyną fotografię. Być może jeszcze przez żadne media wcześniej niepublikowaną. I za to paniom z Atlantów dziękujemy i nisko się kłaniamy.


Dzisiaj trzecia odsłona naszej akcji „Miasto z innej strony” i dobrze znane lokale, w których kwitło życie towarzyskie. Pamiętacie w nich swoje imprezki? Pozwalamy wam powrócić choć na chwilę do dawnych dziejów. Taki sentymentalny powrót do przeszłości może być całkiem przyjemnym przerywnikiem życia w lockdownie.



Tomasz Piasecki


FOTO:

(Fot. Biblioteka pod Atlantami/KAW – Zygmunt Bogusz): Rok 1978, Aleja Wyzwolenia 4. Słynny Coctail Bar Markiza, który serwował niemniej słynny krem sułtański. Podobno najlepszy w mieście. Tak przynajmniej donoszą największe łasuchy. Dla niewtajemniczonych to deser, którym zajadano się w czasach PRL



(Fot. Biblioteka pod Atlantami/KAW – Zygmunt Bogusz): W kamienicy pod adresem Rynek 8 mieściła się znana restauracja Staropolska, przemianowana później na klub rozrywkowy Polonia, a następnie dyskotekę Atlantis. Ostatnim użytkownikiem budynku był bank PKO BP, który urządził w nim swój oddział. W Polonii na parterze mieścił się bar, a na I piętrze były stoły bilardowe



(Fot. Biblioteka pod Atlantami): Kto nie zna tej charakterystycznej bryły? Tak w latach 70. prezentował się największy hotel w mieście – Sudety



(Fot. Biblioteka pod Atlantami/KAW – Zbigniew Pachla): Zimowy widok Starego Zdroju. Ale nie to jest najważniejsze, choć zwraca uwagę odśnieżona ulica, a musicie wiedzieć, że był to luty 1981 roku. Zza kamienic wyłania się Hotel Sudety miejsce dla wielu niedostępne, w którym nocowali artyści, słynni sportowcy, swoje jubileusze organizowali notable, bawiła się „śmietanka”



(Fot. Biblioteka pod Atlantami): Ulica Kościuszki w 1971 roku. Pod nr 7 funkcjonował bar lub jak kto woli restauracja Albatros. Według spisu abonentów z 1946 roku w budynku funkcjonowała restauracja Wacuś. Restauracja Albatros należała do Wałbrzyskich Zakładów Gastronomicznych. Jak informował w sierpniu 1962 roku dziennikarz Trybuny Wałbrzyskiej Albatros wydawał codziennie około 600 smacznych obiadów




Czytaj też:
WAŁBRZYCH - WALDENBURG: JEDYNA TAKA HISTORIA HOTELI (FOTO)


Artykuł ukazał się na łamach tygodnika "WieszCo" - pełny numer tygodnika do pobrania w formacie pdf na stronie
www.wieszco.pl