Wałbrzych jest zapewne jednym z niewielu miast w Polsce, gdzie wiceprezydent opowiada na spotkaniach autorskich o książce poświęconej największemu zabytkowi w centrum miasta. Do tego mamy pałac-lustro, dwie wielkie damy, które wpłynęły na jego wygląd, losy odzwierciedlające zawirowania wałbrzyskiej historii i... można go odwiedzić, choćby jutro.


Jądro miasta

Niedawno nominowana wiceprezydent Wałbrzycha, dr Sylwia Bielawska, opowiadała w zamku Książ o "Zamku Wałbrzych", bo taka była pierwotna nazwa obiektu, o którym mówi jej nowa książka "Jądro miasta. Powstanie i rozwój wałbrzyskiej rezydencji Czettritzów”. Ten obiekt miał wyjątkowe szczęście, bo znalazł się w liczbie owych 700 zamków i pałaców, które ocalały z 1500 niegdyś istniejących na Dolnym Śląsku. Zamek Wałbrzych trwa od wieków w cieniu Książa, mało naukowców o nim pisało, mało turystów go odwiedza, nie wszyscy mieszkańcy miasta wiedzą, czym on jest.



A odkąd się pojawił, był - obok pierwszych kościołów i Rynku z ratuszem - centrum historii Wałbrzycha, który narodził się przed rokiem 1382 (wtedy pojawiła się po raz pierwszy jego nazwa), a w tym roku po raz pierwszy wymieniono "Ober Waldenburg", czyli "Wałbrzych Górny" jako wieś należącą do Ulricha Schoffa. Zaginął gdzieś dokument lokacyjny naszego miasta bez murów obronnych, którego historia zaczęła się wraz z rodem Czettritzów. W herbie mieli głowę byka, a mieszkali w zamku Nowy Dwór na szczycie Góry Zamkowej na Podgórzu, gdzie nie było im zbyt wygodnie. Była to w końcu średniowieczna warownia obronna. Kiedy w zamek uderzył piorun i spalił część mieszkalną, Czettritzowie zdecydowali, że mają dosyć gnieżdżenia się niczym orły. Kupili sobie działkę w centrum Wałbrzycha i postawili tam wygodną i nowoczesną renesansową rezydencję. Budować zaczął Christoph w roku 1606, ukończył jego syn Diprand w 1628.



- Budynek był ogromny. Podobne są do niego dwory w Grębocicach i Warmątowicach. Na dole znajdowało się 13 pomieszczeń, a schody prowadzące na pierwsze piętro zostały ukryte i dziś nie wiadomo, gdzie wychodziły. Na dole mogła być jadalnia i pokoje dla urzędników, na górze pomieszczenia mieszkalne. Wchodziło się przez małe drzwi od wschodu, dopiero po latach za sprawą żony Dipranda pojawił się tam portal ozdobny i kartusz z herbami Czettritzów. Co oprócz niego przetrwało z pierwotnego pałacu? Piękne sklepienia na korytarzach zostały odrestaurowane i można je oglądać - mówiła Sylwia Bielawska.



Te legendarne ogrody...

W 1738 roku F. G. Schutze sporządza szkic centrum miasta - wokół rezydencji Czettritzów nie ma dużych drzew, jak dziś, są ogrody i budynki gospodarcze, ciągnące się szeregiem wzdłuż Pełcznicy - dziś płynie ona pod ulicą Mickiewicza. Na zbliżeniu widać, że był tam piękny sad, a w dzisiejszej siedzibie delegatury konserwatora zabytków znajdowała się wozownia. W sadzie znajdowały się pawilony ogrodowe, w których zapewne urządzano przyjęcia. Na mapie sporządzonej przez tego samego autora, obiekt ten jest określany jako "Schloss Waldenburg" - Zamkiem Wałbrzych będzie nazywany jeszcze na pocztówkach z 1945 roku. Wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. I właśnie w 1738 roku wydarzyło się coś, co zadecydowało o jego dalszych losach. Wraz z miastem przejął go ród Hochbergów z Książa.



- Hochbergowie wybudowali cylindryczną wieżę od strony ulicy Zamkowej, w której mieściła się nowa klatka schodowa, od tej strony usytuowano też drzwi - tylko dla urzędników. Mieszkańcy Wałbrzycha nie byli zadowoleni z tych zmian i podniosły się głosy, że zeszpecono piękną sylwetkę budynku - mówiła wiceprezydent.

W 1890 roku, za czasów księcia Jana Henryka (Hansa Heinricha) XI dobudowano łącznik z płaskim dachem, gdzie miał znaleźć siedzibę zarząd dóbr książańskich. O kolejnych zmianach zadecydowała księżna Daisy von Pless, która postanowiła, że Książ stanie się wyłącznie rezydencją, wyprowadzą się z niego wszyscy urzędnicy i przeniosą się do pałacu w Śródmieściu. I tak 1899 roku ukończono zamek bis - niemal lustrzane odbicie pierwotnego pałacu, a Daisy zażyczyła sobie, by nad głównym wejściem pojawił się herb Hochbergów. Całość miała pełnić funkcje administracyjne, stąd szerokie korytarze, wygodne pokoje biurowe, dwie klatki schodowe, a na sufitach pojawiają się zdobienia, jak w części pierwotnej. Nie wszystko tu wyszło - widać, jak zaburzona jest na przykład linia okien. Ale było też coś dla mieszkańców.



- Pergola ogrodowa prowadziła do pięknego ogrodu, gdzie posadzono 276 gatunków różnych krzewów ozdobnych z najbardziej egzotycznych miejsc świata. Był to ogród miejski, gdzie wszyscy mogli spacerować, z ukochanym przez wałbrzyszan stawem o nieregularnych brzegach. Wokół stawu było mnóstwo ścieżek do spacerów. Do dziś zachowało się może 70 gatunków roślin - opisywała Sylwia Bielawska. Sadzonki również sprowadzano według wskazówek księżnej.


Willa Daisy i "ta druga" willa

Dobudowawszy lustrzane odbicie do pałacu Hochbergowie rozejrzeli się baczniej po parku i w rezultacie w 1902 roku w dzisiejszym narożniku ulic Moniuszki i Zamkowej pojawiła się miejska rezydencja rodu, dziś znana jako "willa nr 2". Wewnątrz był przepych, do dziś zachowały się zdobienia, kominek z herbem rodu. Niestety, mały budynek nie miał tyle szczęścia co zamek i nikt go nie przejął po opuszczeniu kompleksu przez kuratorium oświaty pod koniec lat 90-tych, czekały go więc wizyty przypadkowych dewastatorów. Pod koniec lat 80-tych na skutek zanieczyszczenia atmosfery w centrum Wałbrzycha tynk z wszystkich obiektów odpadał całymi płatami.



Na przełomie wieków XIX i XX powstały też szachulcowe wozownie i budynki gospodarcze z mieszkaniami pracowników, dziś akademiki Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Angelusa Silesiusa.

- W tym czasie na wzniesieniu, na terenie dawnego ogrodu wybudowano dom dla dyrektora dóbr Hochbergów z dwoma luksusowymi mieszkaniami i z pięknym, podwójnym, dziś kompletnie zniszczonym tarasem. Tutaj również skopiowano szczyty rezydencji i układ okien. Obok był kort tenisowy i boiska. Gdy uczelnia przejęła kompleks 26 lutego 2005 roku, w budynku tym mieszkały dwie rodziny. Na dole miała być biblioteka, a na górze polsko-niemiecko-czeskie centrum badań, pojawiły się też inne pomysły, ale po wyprowadzce lokatorów żaden nie został zrealizowany. To tu umarła księżna Daisy. W listach wyrażała zadowolenie, że przeprowadziła się tu z Książa. Ze względu na nią ten budynek jest znany jako Willa Daisy. Uczelnia wyremontowała tu dach, żeby się nie zapadł, ale remont nie był kontynuowany, dziś rozsypują się balkony i schody - mówiła autorka monografii.



Pałac urzędników

Główna rezydencja Czettritzów miała i tak szczęście w roku 1945, bo kiedy nienawidzono wszystkiego, co kojarzyło się z Niemcami i arystokracją, mógł równie dobrze zostać opuszczony, rozszabrowany i niszczeć jak Książ. Ale przejęła go polska administracja i przekazała Dolnośląskiemu Zjednoczeniu Przemysłu Węglowego na siedzibę. Budynek, który powstał i został rozbudowany z myślą o urzędnikach, miał im służyć nadal, jako siedziba urzędu wojewódzkiego. Jednak z dekady na dekadę niszczał, większych remontów nie było, a dach, który mocno już przeciekał, przebudowano w latach 70-tych tak, że pozostawione na strychu zdemontowane materiały obciążyły stropy i spowodowały, że się gdzieniegdzie zapadły.

Do tego w tym samym okresie obok gmachu, przy ul. Skargi, zaczęto budować siedzibę dla władz PZPR, ale skończyło się na fundamentach, potem miała być tam siedziba Wałbrzyskiego Ośrodka Kultury, w końcu powstał współczesny i zupełnie nie pasujący do kompleksu obiekt, który zajął zamiejscowy ośrodek Akademii Ekonomicznej. Nie ukończono go, bo nie dobudowano wielkiej hali gimnastycznej i hotelu, ale i tak otoczenie rezydencji zostało zaburzone.



- W roku 2005 całość przejęła PWSZ z wyłączeniem willi nr 2, należącej do starostwa powiatowego. Rezydencja była w katastrofalnym stanie, miały tu swoje siedziby różne firmy, dobudowywały, przebudowywały, miała miejsce samowolka. Katastrofalny był stan starego portalu oraz sieni dworskiej. Szkoła wyłożyła duże środki na remont kapitalny całości - mówiła Sylwia Bielawska.

A 27 grudnia 2007 roku przed głównym budynkiem pojawił się obelisk upamiętniający księżną Daisy, a dokładnie stulecie jej działalności charytatywnej w Wałbrzychu i okolicach.

Już 22 lutego kolejne spotkanie w Książu w ramach cyklu "Historia na żywo" - o powojennych dziejach Książa i Świebodzic opowie regionalistka Róża Stolarczyk z Towarzystwa Miłośników Świebodzic.

O jednej ze wzmiankowanych rezydencji piszemy - SALA ŚLUBÓW I USC - GDZIE OSTATECZNIE TRAFIĄ?


Więcej relacji ze spotkań z cyklu "Historia na żywo"
:
KSIĄŻ: ŚREDNIOWIECZNA TWIERDZA PIASTÓW ŚWIDNICKO-JAWORSKICH

CESARZOWA ANNA Z PIASTÓW I NIEZNANA CÓRKA BOLKA II?
GDY ZAMEK KSIĄŻ BYŁ NAZISTOWSKIM OBOZEM PRACY
SARKOFAG HRABINY ZUZANNY - HISTORIA DOŚĆ MAKABRYCZNA
KSIĘŻNA DAISY NOSIŁA NA SOBIE MAJĄTEK I LEGENDĘ
TRZY DEKADY WIELKIEGO SZABRU

Tekst i foto: Magdalena Sakowska