O historycznym, bo utrwalonym w książce napisie na murze jednego z budynków na Podgórzu, o ponurej historii likwidacji wałbrzyskich kopalń i jej możliwych przyczynach, o biedzie i bezrobociu w czasach transformacji rozmawiali mieszkańcy miasta z Katarzyną Dudą. Jej następna książka również zacznie się od Wałbrzycha. Czemu będzie poświęcona?


Spotkanie autorskie z Katarzyną Dudą na temat jej książki "Kiedyś tu było życie, teraz jest tylko bieda. O ofiarach polskiej transformacji" miało nietypowy charakter, ponieważ odbyło się nie w filii bibliotecznej nr 5 na Sobięcinie, ale piętro wyżej, w siedzibie tamtejszego RWS-u. Wzięli w nim udział przedstawiciele organizacji górniczych, m. in. Gwarków KWK "Thorez" i KWK "Victoria", Stowarzyszenia "Górnicza Pamięć" i Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Przedsiębiorstwa Robót Górniczych w Wałbrzychu i jako świadkowie wydarzeń zabierali głos w sprawach poruszanych w książce. Spotkanie prowadziła Sława Janiszewska.

Jak mówiła autorka, pochodzi z Kietrza, z ostatniego PGR-u w Polsce, który przetrwał, bo o niego walczono i przeobraził się w odnoszącą sukcesy spółdzielnię produkcyjną. - Może nie trzeba było likwidować wszystkich PGR-ów, lecz dać im szansę w gospodarce rynkowej - zauważyła Katarzyna Duda.



Tytuł książki "Kiedyś tu było życie, teraz jest tylko bieda. O ofiarach polskiej transformacji" został zaczerpnięty z napisu na murze w dzielnicy Podgórze. - Napisał go wtedy młody wałbrzyszanin, dziś pracownik dużej firmy pakowniczej pod Wrocławiem. Udało mi się go odnaleźć i spytać o ten napis, mówił mi, że kiedyś w tej dzielnicy tętniło życie, było kino, mnóstwo sklepów, punktów usługowych - mówiła autorka, która pierwsze rozdziały swojej książki poświęciła właśnie Wałbrzychowi. - Zwiedziłam wiele poprzemysłowych miast i to mną najbardziej wstrząsnęło. Wałbrzych był w najgorszym stanie, jego poprzemysłowe dzielnice, jeśli chodzi na przykład o wygląd budynków.

Jak wspominano podczas spotkania, w ciągu zaledwie kilku lat, w 1994, 1996 roku zamknięto u nas największe zakłady przemysłowe, a samych górników było wtedy w Wałbrzychu 23 000. Nikt nie zaoferował im nowej pracy. Górnicy mieli żal, że Górny Śląsk nie pozwolił sobie zamknąć kopalń, a w Wałbrzychu robiono, co chciano.



- Kopalnie zostały zamknięte wbrew sztuce górniczej, to powinno było trwać 10-15 lat. Kopalnie zamknięto również w Anglii za rządów Margaret Thatcher, ale tam utrzymywano je w stanie, w którym można było w każdej chwili wznowić wydobycie, a u nas zostały zalane i zniszczone. W Wałbrzychu została popełniona zbrodnia techniczna. Wcześniej źle pokierowano chodniki kopalni "Kopernik", pod Chełmiec, gdzie nigdy nie było węgla, a były jeszcze w Wałbrzychu warstwy, gdzie można było fedrować. Górnicy dostali odprawy, ale często je po prostu przejadali i nie mogli się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Dopiero w ostatnich latach poprawiło się życie w Wałbrzychu - mówił Leszek Bieliński ze Stowarzyszenia Gwarków KWK "Victoria" i Kopalń Wałbrzyskich.

Górnicy zadawali pytania, komu mogło zależeć na likwidacji "Kopernika", nowej kopalni, która kosztowała tyle milionów złotych i do której ukończenia brakowało 10-20%.



- Przyjeżdżali tu ministrowie i mówili: podpisujecie likwidację, albo idziecie bez pieniędzy. Mówili: będzie wzorcowy, pilotażowy program dla Wałbrzycha, program likwidacji kopalń. I dyrektorzy zachwycali się. Tymczasem górnikom pozabierano renty i w Wałbrzychu zrobiło się totalne bezrobocie, bo jak wzięli odprawy, to nie mogli iść do innej pracy w górnictwie - wspominali obecni na spotkaniu górnicy. Zastanawiali się też nad przyczynami, dlaczego górnictwo w Wałbrzychu stało się tak nieopłacalne, że trzeba było je zlikwidować i jako jedną z przyczyn wskazali mieszkania zakładowe, ponad 3000, gdzie za czynsz płaciło się 17 zł, a utrzymanie starych budynków kosztowało miliony. Była też inna przyczyna.

- Katastrofa górnictwa w Wałbrzychu zaczęła się w czerwcu 1946 roku. Wałbrzych był wtedy jedynym polskim miastem bez strat wojennych, zakłady wciąż funkcjonowały i byli niemieccy pracownicy utrzymujący produkcję. Były tu wtedy 3 kopalnie, 4 fabryki kwasu siarkowego, z czego 3 zostały skradzione przez Rosjan, 2 fabryki benzyn syntetycznych, zakłady zbrojeniowe. Ale przed wojną zarząd Victorii liczył 16 osób, a po wojnie... 800 - mówili górnicy.



Katarzyna Duda to absolwentka prawa i politologii, która od 2014 roku zbiera materiały na temat warunków, w jakich w Polsce pracowali i pracują ochroniarze i osoby sprzątające zatrudniani przez firmy zewnętrzne. Właśnie dlatego znalazła się kilka lat temu w naszym mieście.

- Pracowali nawet za złotówkę za godzinę, po 700-800 godzin w miesiącu, tak niskie były stawki, rekordzista przepracował cały miesiąc bez przerwy. Pracowało tak wielu robotników ze zlikwidowanych fabryk, którzy nie osiągnęli jeszcze wieku emerytalnego. Wszyscy odczuli poprawę w latach 2016-2017, kiedy zakazano niższej stawki niż 10 zł za godzinę - mówiła autorka.



Jak zdradziła Katarzyna Duda, zbiera obecnie materiały do nowej książki, która również będzie się zaczynać od Wałbrzycha i rozmów z jego mieszkańcami. Będzie to książka o specjalnych strefach ekonomicznych w Polsce. Wałbrzyska strefa jest jedną z najstarszych w Polsce, utworzono ją 15 kwietnia 1997 roku jako rekompensatę dla naszego miasta po zamknięciu kopalń.

- Będzie to też książka o korporacjach międzynarodowych działających w tych strefach i o warunkach zatrudnienia w nich, o Polsce jako montowni i magazynie, tanim państwie. Chcę pisać o tym, co zniszczono w miejscach, gdzie te strefy powstały - mówiła autorka, która i podczas spotkania na Sobięcinie robiła notatki i poszukiwała osób do wywiadów, między innymi wśród dawnych wałbrzyskich górników. W nowej książce będziemy mogli znaleźć między innymi odpowiedź na pytanie, dlaczego Wałbrzych był porównywany do Davos.


Fragmenty książki:
WAŁBRZYCH: JAK TRANSFORMACJA USTROJOWA UDERZYŁA W NASZE MIASTO?

Inne spotkania pod Atlantami:
ATLANTY PODZAMCZE: MICHAŁ RUSINEK UCZYŁ I ROZŚMIESZAŁ DO ŁEZ (FOTO)
PODZAMCZE: 5. URODZINY BIBLIOTEKI ZE STANISŁAWEM JANICKIM (ZDJĘCIA)
PIASKOWA GÓRA: MARCIN SZCZYGIELSKI: KTÓRE PISANIE WAŻNIEJSZE?
PIOTR STELMACH: NIE UŚMIERCIŁEM CIECHOWSKIEGO W KSIĄŻCE


Tekst i foto: Magdalena Sakowska