12 dni słodyczy zaprawionej goryczą. W jakim celu Zygmunt Krasiński odwiedził Szczawno-Zdrój i jak spędził ten czas pisze Iwona Czech, prezes Towarzystwa Miłośników Szczawna-Zdroju w 180. rocznicę pobytu wieszcza w uzdrowisku.

Zygmunt Krasiński w Szczawnie-Zdroju

Zygmunt Krasiński (1812 – 1859) – jeden z trzech wieszczów, polski poeta romantyczny, autor dramatów: „Nie-Boska Komedia”, „Irydion” i „Przedświt”. Jego matką chrzestną była Maria Walewska, słynna przyjaciółka Napoleona i siostra generała Benedykta Józefa Łączyńskiego, uczestnika wojen napoleońskich, którego losy związane są ze Szczawnem, gdzie wydał ostatnie swoje tchnienie.

Krasiński przybył do Szczawna maja 19 maja 1838 wraz ze swoim przyjacielem i powiernikiem Konstantym Danielewiczem, by spotkać się z Joanną Bobrową. Tutaj doszło do finału związku miłosnego, który w czwartej dekadzie XIX wieku był w polskich kręgach arystokratycznych niemałym skandalem towarzyskim. W ów skandal wmieszany był nasz wybitny poeta i dramatopisarz  Zygmunt Krasiński. Jego fascynacja poznaną we Włoszech piękną polską arystokratką z Wołynia, Joanną Bobrową, przerodziła się w trwający cztery lata romans i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Joanna była mężatką, żoną majętnego i wpływowego marszałka krzemienieckiego Teodora Bóbr-Piotrowickiego, z którym miała dwoje dzieci. Poeta zatrzymał się w hotelu PreussischeKrone (Pruska Korona, dziś: sanatorium Korona Piastowska), Joanna zaś, która przyjechała 21 maja zamieszkała w pensjonacie Pappelhof (Topolowy Dwór – nieistniejący dziś).



Słodycz spotkania i gorycz rozstania
Świadkiem spotkania dwojga kochanków przed Pruską Koroną, w chwili, gdy Bobrowa przyjechała do Szczawna, był Samuel August Zemplin, lekarz uzdrowiskowy, określany jako twórca świetności kurortu. Zygmunt Krasiński tak relacjonuje to spotkanie w swoim obszernym liście napisanym z Salzbrunn do krewnego i przyjaciela – Adama Sołtana:
22 maja. Ledwom wczoraj był napisał te kilka słów poprzedzających i zeszedł do sali grać w bilard z Danielewiczem [Konstanty Danielewicz, przyjaciel Zygmunta Krasińskiego, który towarzyszył mu w podróży – przyp. I.C.], aliści Jan wchodzi i woła: „Pani jedzie, powozy dwa widać na zakręcie wzgórza.” (…) Nie czuje się na mocy zejścia do niej. Proszę Konstantego, by zeszedł. On pomieszany ucieka do swojego pokoju. Wtedy rzucam się na wschody jak tchórz, przyparty o niebezpieczeństwo, wychodzę na podwórze, przystępuję do kocza, a czuję, żem blady jak chusta. Spojrzałem w głąb powozu. Ona siedzi w grubej żałobie i podała mi smutno rękę. Ja chcę coś mówić, ani rusz; po francusku zaczynam – nie sposób, po polsku – ani podobna. Wreszcie doktor tutejszy [August Zemplin – przyp. I.C.], którego dom był dla niej najęty, ocalił mnie, bo przybył w tej chwili, zaczął się prezentować jej, zalecać swoje mieszkanie [mowa o pensjonacie Pappelhof – przyp. I.C.], pocztylionowi wskazywać, gdzie ma jechać. I ona pojechała. Zostałem sam na dziedzińcu, jak człowiek rażony piorunem i patrząc za tym pojazdem podnoszącym się w górę, uczułem, że srogą jest dolą mieć serce podobne mojemu (…).



Pobyt kochanków w Salzbrunn trwał 12 dni, lecz czas spędzony razem był udręką dla obojga, Zygmunt bowiem planował definitywnie zakończyć trwający cztery lata gorszący romans z mężatką, Joanna, zakochana bez pamięci, chciała zatrzymać kochanka przy sobie, nawet za cenę rozpadu swojej rodziny. Krasiński pisał w liście do przyjaciela – Adama Sołtana: (…) srogą jest dolą mieć serce podobne mojemu, które raz przywiązawszy się, nie umie się odwiązać. Czyż to moja wina? Czyż to nie Bóg mnie tak stworzył? Czy ja mogę co przeciw temu? (…) Czyny zależą ode mnie, ale uczucia wyżej stoją niż ja. (…) Nie lękaj się o mnie, głupstwa żadnego nie uczynię, ale nie kochać jej nie jest w mojej władzy. Im słabsza, im smutniejsza, im coraz bardziej tracąca piękność dawną, tym mocniej lgnie moje serce do niej.
Dzień cały minął mi z nią, jak sen pełen tęsknoty…  – pisał do Adama Sołtana ze Szczawna – Czasem, kiedy się zamyśli i spojrzy Bóg wie gdzie I marzy Bóg wie co, rzekłbyś ze letarg ciemnego Obłąkania się zaczyna. Wtedy serce mi się kraje, Wtedy całuję jej ręce, prosząc by przemówiła, a łzy Czuję w duszy, choć ich nie mam w oku. A za dwa Dni muszę ją zostawić samą, samą na świecie… Jutro wyjeżdżam. Wczoraj zeszło mi z nią, przy niej, Zejdzie mi i dzisiaj podobnie, a gdy pojutrze przyjdzie dzień, wszystko już będzie przeszłością, wszystko schroni się do głębi serca, i tam żyć się będzie rozdzierającymi podrzuty. O Adamie! nieszczęsny ten, kto z naiwnością dziecka, z marzeniem o szlachetności, targnął się na cudze prawa, żonę od męża oderwał, matkę od dzieci… Ja tom czynił, myśląc szalony, ze na tej drodze poezya i wiosna; teraz, teraz głębokom poniżony sam przed sobą a ona przed światem... Bądź co bądź, ty nie rzucisz nie na nią ni na mnie kamieniem.
Do ostatecznego rozstania doszło 2 czerwca 1838 roku i tegoż dnia Krasiński opuścił kurort.


Ślady romansu pozostały

Decyzję o rozstaniu z Joanną wymógł na Zygmuncie Wincenty Krasiński, ojciec wieszcza, domagając się jednocześnie od syna stabilizacji i założenia rodziny z kobietą, która będzie odpowiednią partnerką dla ordynata na Opinogórze, sukcesora majątku, pozycji i dobrego imienia rodu Krasińskich. Pod naciskiem ojca Zygmunt złożył obietnicę zakończenia miłosnej afery, natomiast okoliczności sprawiły, że kochankowie spotkali się właśnie w Szczawnie-Zdroju. W połowie maja 1838 roku Zygmunt został bowiem wezwany przez ojca do kraju, a zmierzając do Królestwa jechał przez Śląsk pruski, by tutaj spotkać się z Joanną.
Pamiątką miłości Krasińskiego do Joanny Bóbr-Piotrowickiej jest napisany przez niego wkrótce po rozstaniu wiersz. Czytając tę strofę można odnieść wrażenie, że poeta bardzo intensywnie wczuł się w sytuację nieszczęśliwej, porzuconej kobiety… 

Jak kawał lodu skrzepło serce moje,
W oczach mi wyschły dawnych płaczów zdroje,
Żadnych już ułud  nie zapragniam nowych,
Spokój mój wielki, jak głazów grobowych; (…)
Co miłość – nie wiem, z przyjaźni się śmieję,
Straciłam wiarę, straciłam nadzieję,
I tak przed ludzi jak Boga obliczem
Nic mi jest wszystkiem i wszystko mi niczem!
(pisownia oryginalna)
 
Warto też wspomnieć, że pensjonat Pruska Korona (Korona Piastowska), w którym zatrzymał się 180 lat temu Zygmunt Krasiński, jest jednym z najstarszych obiektów w mieście – powstał w roku 1818. Budynek, położony przy ulicy Wojska Polskiego 1 w Szczawnie-Zdroju, wpisany został do rejestru zabytków Województwa Dolnośląskiego pod numerem A/6009 z 17.05.2016 r. jako dobro kultury.
Warto również wiedzieć, że tutaj urodził się noblista w dziedzinie literatury Gerhart Hauptmann (1862-1946) i jego brat, również pisarz, Carl Hauptmann (1858-1921). W tym roku przypada 160. rocznica jego urodzin.

Tekst: Iwona Czech ©
Fot. Elżbieta Węgrzyn - Korona Piastowska i Szczawno-Zdrój wiosną. Krasiński i Bobrowa - fragmenty portretów.