W pewnym mieszkaniu na Starym Zdroju mieszkała samotnie pewna starsza pani. Kiedy zmarła, lokal odziedziczyła jej siostrzenica. Zabrała się za remont, którego nie było tam od lat. Jej ciocia posiadała przedziwne sprzęty, między innymi zabudowaną szafą wnękę w przedpokoju. Szafa rozsypywała się, trzeba było ją zdemontować. A wtedy...


Tajemnica drugiego dna

Jak mówi nam nasza Czytelniczka, w mieszkaniu nie dokonywano żadnych zasadniczych przeróbek od czasów II wojny światowej, nie wymieniano okien ani podłóg.

- Ciocia mieszkała tu sama, wolała wycieczki niż remontowanie dużego lokalu. Ta szafa w przedpokoju też była bardzo stara, spróchniała i dokumentnie zniszczona przez kołatki. Postanowiłam ją zlikwidować, więc trzeba było ją po prostu porąbać. Okazało się, że jest zbudowana w szczególny sposób - ma podwójne dno, na co nikt nigdy nie zwrócił uwagi. To, co uważaliśmy za dno szafy, było jakieś 40 cm nad podłogą. Nikt nie zdawał sobie sprawy, co było poniżej niego, bo nikt się nie interesował tą szafą, a była tam pusta przestrzeń - opowiada Czytelniczka.

Pusta przestrzeń, choć nie do końca. Prowadząc remont w styczniu nowa właścicielka mieszkania nieoczekiwanie odkryła pod "dnem" wyplatany z wikliny kosz z wiekiem. Taki niby-kufer.




A w kufrze... niespodzianka

- W środku była porcelana obiadowa, deserowa, śniadaniowa, głównie z wałbrzyskich fabryk - zestaw obiadowy od Tielscha z lat 20-tych i 40-tych XX wieku, od Cristera wazonik, filiżanka z 1831 roku i kolekcja filiżanek bawarskich z Berlina, każda z nich jest inna. I była tam jeszcze butelka po winie z listem w środku. Porcelana zdobi teraz moją witrynę, na pewno jej nie sprzedam. Butelkę niestety musiałam zepsuć, żeby wydobyć list. Jednak była to czysta kartka, no chyba, że napis wyblakł. Był w nią zawinięty rulon banknotów niemieckich i polskich z 1937r.  - wylicza nasza Czytelniczka.



To nie był koniec tajemnic mieszkania w budynku przy jednej z ulic Starego Zdroju. Po tym znalezisku nowa właścicielka lokalu zaczęła się interesować jego przedwojenną historią i znalazła informację, że przed 1945 rokiem należał on - do oficera Wermachtu. Jak mówi, kiedy w tym właśnie roku jej dziadek przyjechał do Wałbrzycha, zastał w przydzielonym mieszkaniu Niemca, któremu zapłacił za przejmowane z lokalem sprzęty - także za szafę. Dziadek w pomieszczeniu piętro niżej próbował prowadzić działalność gospodarczą, niestety zainteresowali się tym członkowie partii komunistycznej.



- Mam teczkę z dokumentami po dziadku, one ilustrują, jak ciężko mieli tu ludzie chcący założyć firmę, bo byli wykańczani podatkami, nie dawano im żyć. Z każdych zarobionych 400 złotych 300 mu zabierali na odbudowę Warszawy, a 80 na podatek. Na życie zostawało mu 20 zł, więc przestał płacić podatki i wtedy zarekwirowali mu sprzęt. Powiedzieli, że zakładają spółdzielnię i jak chce, może u nich pracować. W tym mieszkaniu wychowały się moja mama i ciocia, a potem też i ja. Pewnie, że wchodziłyśmy do szafy i bawiłyśmy się w niej, ale nikt nigdy nie zwrócił uwagi na to, że ona ma drugie dno. A w barku po cioci znalazłam butelkę wina z 1947 roku - mówi właścicielka mieszkania. Ironią losu dziadek w opałach finansowych nie miał pojęcia, że u siebie w przedpokoju ma coś cennego.

Ta powojenna butelka wina nie jest pamiątką po poprzednim właścicielu, ale coś jeszcze po sobie pozostawił oprócz kufra z wikliny i butelki z gotówką. 




Napis na ścianie

- Zdjęliśmy starą PRL-owską tapetę na klej i okazało się, że pokój był pomalowany na granatowo. Sam kolor by mnie zabił. I na ścianie pokazał się napis w języku niemieckim. Nie zauważyłabym go, gdybym nie popatrzyła pod światło, czy nic nie zostało z tapety. Zrobiłam mu zdjęcie i na telefonie byłam w stanie odczytać litery. To jest wydrapane w tynku, przy łóżku, które zostało po dziadkach. Spotkałam się już ze zwrotem "Wszystko dla Niemiec". Był to napis wyryty na kordzikach oficerów Wermachtu. A skąd wiem, że mieszkał tu taki? Z niemieckiej książki adresowej. Do tego w ścianie była wmurowana deseczka. Nie wiem, czemu to miało służyć -
podsumowuje Czytelniczka.





To jak na razie wszystkie niespodzianki historyczne w remontowanym lokalu. Nie wiadomo, kto wydrapał napis na ścianie, czy był to ten hitlerowiec, do którego należało mieszkanie według książki adresowej, czy to on pozostawił po sobie skrzynię z porcelaną i butelkę - i skąd wzięły się w tej butelce polskie pieniądze? Na podstawie tych kilku faktów można snuć różne przypuszczenia, ale innych faktów nie znamy. A, jak z tego wszystkiego wynika, blisko 80 lat po wojnie mieszkania w naszym mieście wciąż kryją różne zagadki...


Wałbrzyskie niespodzianki w mieszkaniach i na strychach:
WAŁBRZYCH: MIESZKANIE ZE SCHRONEM I INNE OSOBLIWOŚCI (FOTO)
SZCZAWIENKO: KWARANTANNA, STRYCH I TAJEMNICZA STULETNIA KARTKA
WAŁBRZYCH: MOJE ŻYCIE W NAWIEDZONYM DOMU

POLICJA WAŁBRZYCH: ROZPOZNAJESZ TĘ KOBIETĘ?
WAŁBRZYSZANINIE - SPRAWDŹ, CO MASZ NA STRYCHU. MOŻE TO...


Magdalena Sakowska
Foto: użyczone