O związkach skarbu średzkiego z Wałbrzychem, o tym, co począć z mauzoleum, o dziwnych pomysłach amerykańskich ekip filmowych, o jedzeniu mumii, o dodatkowych pokojach w starych domach i o tajemnicach pałacu w Zagórzu Śląskim mówiła w Bibliotece Multimedialnej na Podzamczu Joanna Lamparska. Spotkała się z czytelnikami, promując swoją najnowszą książkę - "Ten dom ma tajemnicę".


Pokój, którego nie było

Joanna Lamparska żyje w samym centrum szaleństwa wywołanego przez legendę o Złotym Pociągu, która sprawiła, że Wałbrzych i region odwiedzają ekipy filmowe z całego świata, a po łąkach książańskich krążą w sporych ilościach jacyś dziwni ludzie udający, że nie mają wykrywaczy do metalu i szczegółowo oglądający kamienie. I dlatego zapewne nic jej już nie zdziwi.

- Dzwonią do mnie ekipy filmowe z USA, żebym im na przykład pokazała groby SS-manów, bo chcą sprawdzić, czy nie ma tam skarbów. Byli Amerykanie, którzy chcieli, żebym pomogła im odnaleźć jeszcze żyjącego SS-mana w Ameryce Południowej, bo oni chcą zrobić o nim film. Dlatego, kiedy zgłosił się do mnie młody dziennikarz z Detroit, Menachem Kaiser, myślałam, że to kolejna tego typu sprawa - mówiła autorka.



Okazało się jednak, że oboje przypadkowo znaleźli ludzi, którzy znali osobiście Abrahama Kaisera, krewnego Menachema, autora książki o pobycie w obozie koncentracyjnym w Gross Rosen - "Za drutami śmierci". I tak dotarli do domu w Górach Sowich, gdzie w czasie wojny mógł ukrywać się Abraham i gdzie niemiecka rodzina przechowała w sumie aż piętnastu więźniów filii obozu Gross Rosen. W domu tym był ukryty pokój, dziś garderoba.

- Na dwa dni przed wydaniem książki zadzwonił do mnie właściciel domu, że odwołuje swoją zgodę na publikację informacji o nim i o tym budynku. Najprawdopodobniej nie było to jednak miejsce, w którym ukrywał się Abraham Kaiser, ponieważ we wspomnieniach pisze, że uratowała go kobieta i ukryła w piwnicy, w skrzyni na ziemniaki. A tu chodziło o pomieszczenie w nadziemnej części domu. W tym budynku, jak powiedział syn dawnych niemieckich właścicieli, była jeszcze jedna skrytka, ale ukrywał się tam kto inny, o innym nazwisku. Jednak z szacunku dla rodziców, którzy nie chcieli o tym mówić, ten Niemiec nigdy o to nie wypytywał. Być może Menachemowi uda się z czasem dotrzeć do prawdy - mówiła Joanna Lamparska. Podczas swoich eksploratorskich wypraw widziała przeróżne rzeczy. Na przykład studnię, we wnętrzu której po podniesieniu pokrywy widać było tory podziemnej kolejki wąskotorowej - nie wiadomo, dokąd prowadzące.


Smacznego...

Joanna Lamparska opowiadała także o mumii młodej dziewczyny, która żyła między 600 a 300 rokiem p.n.e i być może była jakąś egipską księżniczką. Zmarła mając niespełna 25 lat. Mumia jej staraniem pojawiła się 4 lata temu w zamku Książ na Festiwalu Tajemnic. Kiedy zrekonstruowano komputerowo jej twarz, okazała się całkiem urodziwa.



- Na Dolnym Śląsku mamy w tej chwili dwie mumie, obie we Wrocławiu. Po co się przywoziło mumie do Europy? Niekoniecznie po to, żeby je oglądać w muzeach. Od XV wieku sprowadzano je, żeby je po prostu jeść. W wyniku pewnego błędu w tłumaczeniu medycy dawnych wieków doszli do wniosku, że sproszkowana mumia jest idealnym lekiem na wszystko, od bólu gardła po problemy z potencją. Ciągnięto je do Europy tonami, były bardzo powszechnym towarem. Podobno Anglicy w XIX wieku spalili w kotłach lokomotyw 800 000 mumii - opowiadała autorka.

Jak mówiła Joanna Lamparska, pierwsza z wrocławskich mumii, męska była prezentowana w Ogrodzie Dziwów na Placu Dominikańskim, poddano ją kiedyś sekcji, a potem została mocno zdekompletowana i można się domyśleć, dlaczego. Druga, żeńska, stała bardzo długo w Aptece pod Murzynem na Placu Solnym. Podobno proszek z mumii sprzedawano w tej aptece jako lek... Po przebudowie budynku mumia trafiła na strych - ale czekały ją jeszcze dni chwały.



- Ktoś nałożył mumii koronę ze sreberek po czekoladkach. A potem pierwsi polscy dziennikarze PRL-u pisali, że na strychu kamienicy we Wrocławiu... odnaleziono mumię piastowskiego władcy - mówiła Joanna Lamparska. - Mumia ta kilka lat temu została przewieziona do Krakowa przez naukowców, którzy zabrali ją na tomografię udając, że wiozą żywą osobę do zbadania, bo martwych przepisy nie dopuszczają. Dzięki temu wiemy, że ktoś jej zerwał z szyi jakiś wisiorek, że w dłoni trzymała cebulkę krokusa i że ma zrobioną dziurę, prawdopodobnie ślad po pozyskiwaniu z niej materiału na proszek.

Kiedy w 2014 roku Joanna Lamparska wypożyczyła mumię na Festiwal Tajemnic, okazało się, że opis transportu miała ona niczym podróżujący zespół rockowy. Na przykład nie wolno było wieźć jej z prędkością większą niż 40 km/h, więc podróż z Wrocławia do Książa trwała blisko pięć godzin, a potem okazało się, że... piękna Egipcjanka nie mieści się do windy i trzeba było taszczyć ją po schodach.


I czterysta czaszek

Pozostając jeszcze przy tematyce makabrycznej - Joanna Lamparska opowiedziała też historię innego znaleziska na strychu. Antropolodzy niemieccy schowali podczas wojny 400 czaszek na poddaszu pałacu w Bobolicach. Czaszki pochodziły z Australii i stanowiły materiał do badań. Na skutek niewłaściwego przechowywania zostało ich tylko 90. Ukryciem czaszek kierował Egon Ernst von Eickstedt, wrocławski profesor, fanatyczny propagator ideologii rasistowskiej.

- Zaraz po wojnie ten zwolennik nazizmu przyjechał do Wrocławia i pierwsze swoje kroki skierował do profesora Stojanowskiego, swojego następcy w Katedrze Antropologii, polskiego patrioty. Obaj zaprzyjaźnili się i niemiecki profesor pokazał polskiemu miejsce przechowywania czaszek. Nie rozumiem tej przyjaźni i nie wiem, czemu ten pierwszy zadedykował temu drugiemu swoją powojenną książkę o rasach ludzkich - mówiła Joanna Lamparska. - Kilka lat temu pojawiła się ambasador Australii i zaczęła się domagać zwrotu czaszek australijskiemu państwu. To trudny dylemat i sama nie wiem, czy czaszki powinny zostać zwrócone, bo pochodzą z Australii, czy pozostać, bo są eksponatami naukowymi.




Stańczyk w Zagórzu Śląskim

Było już o wędrujących mumiach, o ukrytych czaszkach, a teraz o wizycie wielkich dzieł sztuki w pałacu w Zagórzu Śląskim. W czasie II wojny światowej złożono tam wiele depozytów, między innymi dzieła sztuki zrabowane z polskich kolekcji i zachowały się mrożące krew w żyłach relacje świadków o żołnierzach Armii Czerwonej palących w pałacowych kominkach obrazami wyciągniętymi ze skrzyń. A w nich mógł być między innymi "Stańczyk" Jana Matejki. Jeśli tak było, to na szczęście zawartość tej skrzyni nie wylądowała wtedy w ogniu.

- Pułkownik Moskwicz kazał zapakować te obrazy i wywieźć na wschód. Szukalibyśmy "Stańczyka" do dziś, tak jak szukamy zaginionego "Portretu młodzieńca" Rafaela Santi, gdyby nie to, że potem Rosjanie oddali go Polsce w imię bratniej przyjaźni. Z tego dużego transportu dzieł sztuki oddano nam prawdopodobnie jakieś 20%. Nieprawdopodobne zbiory dolnośląskie wciąż pojawiają się na giełdach rosyjskich, sama kupiłam tam niedawno cyfrowe kopie kilkunastu tysięcy przedwojennych zdjęć. Ale mnóstwo dóbr rozproszyło się już po odjeździe Rosjan i do dziś są w prywatnych mieszkaniach - dzieła sztuki, stare meble, nawet posadzki czy elementy zdobień pałaców Dolnego Śląska - mówiła Joanna Lamparska.


Co dalej z Mauzoleum?

Podczas spotkania poruszono także temat nazistowskiego mauzoleum na Nowym Mieście, o którym znowu głośno z powodu kolejnego wypadku, jaki miał tam miejsce w tym tygodniu. Prowadzący spotkanie bibliotekarze zapytali eksploratorkę o opinię na temat otoczonej złą sławą budowli. Pisała o niej w ostatniej książce.

- Państwo wiecie najlepiej, jaki rodzaj pamięci pielęgnować w waszym mieście. Wiem, że był pomysł - nie wiem jaki - pewnej fundacji z Jeleniej Góry na ten obiekt i władze miasta się nie zgodziły. U mnie samej się to zmienia, kiedyś nie widziałam w nim nic złego, a teraz wydaje mi się, że takie obiekty mają pewien rodzaj złej energii, że taka budowla nie zrobi dobrze miastu. I wydaje mi się, że należy w jakiś sposób odczarować to miejsce, żeby nie miało tej aury sensacji, przekuć to w coś, co miałoby mimo wszystko jakąś wartość. Wiem, że kiedyś były plany, żeby zrobić tam kino, do kultury, obiekt sportowy. Nie wiem, dlaczego mauzoleum ocalało, choć inne obiekty wysadzono w powietrze i choć było tu tyle materiału budowlanego, który można było wykorzystać - odpowiadała Joanna Lamparska.




Wałbrzyski skarb średzki

Na zakończenie spotkania Joanna Lamparska opowiedziała, co czuła, kiedy trzymała w dłoni ułamek największego skarbu, jaki kiedykolwiek odkryto w Polsce i jednego z najcenniejszych w Europie. Były to klejnoty koronne oraz monety czeskiego króla aspirującego do tytułu cesarza, Karola IV Luksemburskiego i jego małżonki Blanki. Król w 1348 zastawił je u wrocławskiego bankiera imieniem Mojżesz, który potem, uciekając przed prześladowaniami, zakopał skarb w piwnicy swojego domu w Środzie Śląskiej. Pierwszą część skarbu odkryto 8 czerwca 1985 roku, a drugą, większą i cenniejszą, podczas rozbiórki kamienicy 24 maja 1988 r. Został on w większości rozkradziony.

- Pracowałam wtedy w "Słowie Polskim" i późnym wieczorem siedziałam samotnie w redakcji, kiedy nagle zjawił się tam jakiś pan w prochowcu i zapowiedział, że coś mi pokaże. Pomyślałam "oho!", ale on wyjął z kieszeni coś zawiniętego w chusteczkę i powiedział, że to orzełek z korony czeskiej królowej. Chciał go sprzedać. Miałam ten wielki skarb w ręku i nie czułam kompletnie nic. Odkupiłam go od niego i zgłosiłam to konserwatorowi zabytków. I jeśli gdzieś w prasie pojawiła się informacja na temat paserki skarbu średzkiego - to właśnie ja. Konserwator doniosła na mnie milicji i następnego dnia kazano mi się stawić na przesłuchanie w komendzie wojewódzkiej. Pomyślałam: zobaczę, co będzie, ale potem się okazało, że przepisy dotyczące prawa własności nie są jeszcze ustalone - relacjonowała Joanna Lamparska.

Ten epizod miał jednak swoją dobrą stronę, bo przy okazji pojawiła się ciekawa informacja, że w okolicach Wałbrzycha mieszka osoba, która ma jakieś fragmenty skarbu średzkiego. - To, że dziś na konferencjach naukowcy wspominają o wałbrzyskim tropie dotyczącym tego skarbu, wzięło się właśnie z tej informacji. Miałam się spotkać z tą osobą, ale nieoczekiwanie złamała nogę i do tego spotkania nigdy nie doszło, a nikt więcej się tą sprawą nie zajął - dodała eksploratorka.

Na spotkaniu była też między innymi mowa o wstrząsających eksperymentach medycznych dokonywanych podczas II wojny światowej w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Gross Rosen oraz o Mietkowie, miejscu, którym Joanna Lamparska interesuje się ostatnio, bo różni świadkowie przekazują, że wojsko prowadziło tam jakieś tajne badania. O czym będzie jej kolejna książka, jeszcze nie zdradziła, ale na pewno nas czymś zaskoczy.


Ostatnio pod Atlantami:
JUSTYNA NAWROCKA: WAŁBRZYCH - KLIMATY, LOKALE, AWANGARDA LAT 90-TYCH
WAŁBRZYCH: PIOTR MICEK: MULTIPLIKACJE POD ATLANTAMI
WAŁBRZYCH: KAZIMIERZ NIEMIERKA: LEGENDA SPORTU POD ATLANTAMI
VICTOR AST: JEST Z WAŁBRZYCHA, BUDUJE MOSTY I PISZE KSIĄŻKI (FOTO)
WAŁBRZYCH ATLANTY: LEGENDOWA KONFERENCJA INNA NIŻ WSZYSTKIE
WAŁBRZYCH: RYSUNKI PIOTRA KANI W BIBLIOTECE POD ATLANTAMI



O skarbach:
DOLNOŚLĄSKI FESTIWAL TAJEMNIC 2016: EKSPERCI O POCIĄGU I SKARBACH
JAK ZNALEŹĆ ZŁOTY POCIĄG LUB SKARB - PORADNIK Z PRZYKŁADAMI
SKARB PRASKICH GROSZY Z WAŁBRZYCHA WRÓCI DO MIASTA (FOTO)
ZAMEK KSIĄŻ - TRZY DEKADY WIELKIEGO SZABRU (FOTO)
KSIĘŻNA DAISY NOSIŁA NA SOBIE MAJĄTEK - I LEGENDĘ (FOTO)
WAŁBRZYCH: NASZE LASY PEŁNE MAŁYCH SKARBÓW (FOTO)
WAŁBRZYCH: WILKI LUDOJADY, BEZCENNE OBRAZY, NAJSTARSZE WYKOPALISKA...
WAŁBRZYSKIE HAŁDY - PAGÓRKI Z HISTORIĄ I PEŁNE SKARBÓW (FOTO)
ZNALAZŁEŚ DOWÓD OSOBISTY, PORTFEL, GRANAT, SKARB - CO DALEJ?
GŁUSZYCA: ZAGADKA TAJEMNICZEGO TUNELU ROZWIĄZANA (FOTO)
ZAMEK NOWY DWÓR: OSTRZEŻENIE DLA POSZUKIWACZY SKARBÓW (ZDJĘCIA)


Tekst i foto: Magdalena Sakowska