O wielkich bożonarodzeniowych przyjęciach księżnej Daisy von Pless dla pracowników i ubogich mieszkańców okolic Książa, głównie dzieci i starszych osób, słyszeliśmy już wcześniej, ale za sprawą wydanej w tym roku książki Barbary Borkowy „Siostry. Daisy von Pless i Shelagh Westminster” możemy prześledzić, z jaką determinacją dążyła do tego, aby były takie, jak je sobie wymarzyła.

 
Byłam wściekła, jedna staruszka nawet zemdlała

Już w roku 1902, kiedy jest tylko żoną następcy książęcego tronu, stara się wprowadzić zmiany do programu świątecznych spotkań urządzanych przez jej teścia, księcia Jana Henryka (Hansa Heinricha) XI. Daisy ma już na koncie wielokrotne złamanie nieformalnego regulaminu zachowania księżnej, jeśli chodzi o odwiedziny u klasy robotniczej, ale sama przyznaje, że niewiele jest w stanie zrobić, aby poprawić byt żyjących w skrajnej biedzie ludzi. Przed świętami prosi teścia, aby zamiast prezentu dał jej pieniądze na dodatkową choinkę i podwieczorek na terenie szkoły jazdy dla najbiedniejszych dzieci z okolicznych wiosek. „Tyle błagających listów, tyle rzeczy do kupienia dla biednych na Święta! A co ma zrobić drogie Dziecko, gdy jest głodne – najeść się własną piąstką!?!” – notuje w pamiętnikach.

Rezultaty zmian powoli zaczynają być widoczne. Jest grudzień 1903 roku: „Wczoraj w Wałbrzychu dwieście dzieci i pięciuset staruszków otrzymało gorącą czekoladę i prezenty. Po krótkiej przemowie księdza i odśpiewaniu kilku kolęd, zaczęłam swój obchód, wręczając każdemu szal, bieliznę, skarpety i tym podobne drobiazgi. Wszyscy całowali moją rękę i błogosławili mnie, a ja byłam szczęśliwa i przekonana, że nic innego nie chciałabym robić w moim życiu. [...] Zeszłego roku starsi ludzie, którzy zjawili się po Bożonarodzeniowe prezenty, musieli czekać na nie ponad trzy godziny i pomimo drogi, jaką przebyli na nogach i czekającego ich powrotu, nie dostali nic do jedzenia ani picia! Byłam wściekła, jedna staruszka nawet zemdlała. Teraz robimy to po mojej myśli, tak jak w rezultacie wszystko inne, do czego się wezmę, bo jestem czasami naprawdę sensownym człowiekiem” – chwali siebie w zabawny sposób księżna w swoim dzienniku.


“Nous allons changer tout cela”

Po świętach Daisy czytając świebodzicką gazetę dochodzi do wniosku, że zasłużyła sobie na pochwały pod swoim adresem. „Pracowałam ostatnio bardzo ciężko. W ciągu siedmiu dni uścisnęłam dłonie czterech tysięcy ludzi, włącznie z dziećmi, przekazując każdemu prezent.” Wprawdzie pisze, że nigdy mieszkańcy Książa i Pszczyny nie mieli takiego Bożego Narodzenia, ale wciąż nie jest zadowolona.

Rok później po wyrwaniu zęba księżna von Pless ledwie trzyma się na nogach, ale uczestniczy we wszystkich bożonarodzeniowych festynach w Wałbrzychu i okolicznych miasteczkach. Robi to, żeby nie zawieść mieszkańców, którzy liczą na jej pojawienie się. W 1905 jest już bardziej zadowolona z festynu w Książu, gdzie rozdaje jedzenie i prezenty (fartuchy, koszule i ozdoby do sukien) dla 2000 kobiet i mężczyzn oraz dary dla tysiąca dzieci. „Wszyscy SIEDZIELI przy stołach i mogli do woli jeść ciasto i pić gorącą czekoladę” – notuje Daisy. Jednak jest zła z powodu przyjęcia w Pszczynie: „Co za zabawki przyszło mi wręczać! Aż wstyd mi było. W dodatku biedne, zmęczone matki, które milami niosły swoje dziatki, nie dostały nic. ŻADNA z zabawek nie kosztowała więcej niż jednego pensa, ani nawet pół”. Daisy wymieniła porozumiewawcze spojrzenia ze szwagrem Fritzem i napisała w dzienniku po francusku: „wszystko to zmienimy”.

 
Strucle, węgiel i pocztówki z portrecikiem

Trzeba pamiętać, że Daisy uczestniczyła nie tylko w swoich spotkaniach świątecznych, ale także w tych organizowanych w Wałbrzychu i sąsiednich miejscowościach, na przykład przez Związek Kobiet i Panien do Spraw Opieki Społecznej i Pielęgnowania Chorych.

- Temu związkowi patronowała Daisy i brała udział w jego spotkaniach. I nie tylko jego. „Waldenburger Wochenblatt” donosił w grudniu 1906 roku, że w gospodzie „Złoty Kubek”, która mieściła się w remontowanym obecnie budynku przy ul. de Gaulle’a, tam, gdzie do niedawna działała filia miejska biblioteki nr 14, 83 dorosłe osoby i 24 dzieci obojga wyznań wzięły udział spotkaniu świątecznym organizowanym przez Ewangelicki Związek Kobiet. Księżna von Pless rozdawała tam podarunki i wręczyła każdemu trzy marki gotówką. Były trzy kategorie prezentów: rzeczowe, czyli żywność, ubrania i zabawki dla dzieci, pieniężne – książeczki oszczędnościowe lub niewielkie sumy, oraz węgiel. Daisy rozdawała też wszystkim pocztówki ze swoim wizerunkiem i pamiątkowym podpisem oraz życzeniami świątecznymi. Typowe były spotkania dla kilkudziesięciu osób, ale zdarzały się i dla kilkuset, jak w Książu w 1912 roku, gdzie zebrali się wszyscy pracownicy zamkowych lasów i dóbr książęcych – opowiada Mateusz Mykytyszyn, prezes Fundacji Księżnej Daisy von Pless.

Na tym spotkaniu, jak relacjonuje ta sama gazeta, prezenty leżały na wielkim stole, a kobiety oprócz garderoby otrzymały po funcie kawy i cukru, kawałku strucli oraz jabłka i orzechy. Wszyscy zostali też poczęstowani kawą i ciastem.


Aż sama się chciała pobawić...

1912 rok to już czas, kiedy Daisy jest księżną małżonką i wreszcie może sama urządzać gwiazdkę dla mieszkańców Książa, ówczesnego Wałbrzycha i pozostałych dzisiejszych dzielnic miasta czy Świebodzic. Swoje małe zwycięstwo odnotowała w pamiętnikach pod datą 23 grudnia 1907: „Nie miałam ani chwili na pisanie odkąd wróciłam do Książa, bo zajęta byłam każdego dnia Bożonarodzeniowymi festynami. W tym roku rozdaję tak śliczne ciepłe ubrania i cudowne zabawki, że aż sama zatęskniłam do dzieciństwa, kiedy weszłam do pokoi, gdzie trzyma je moja dama dworu. Jeden pokój wypełniony jest zabawkami, drugi ubraniami dla mężczyzn i kobiet, a trzeci czapkami i szalikami dla młodych dziewcząt...”

Niestety, już kilka lat później nie będzie Bożonarodzeniowych spotkań w Książu i Wałbrzychu. Wybuchnie I wojna światowa, a Daisy stanie się w Niemczech przedstawicielką wrogiego narodu i osobą niepożądaną. Kiedy wróci z frontu, gdzie działała jako siostra Czerwonego Krzyża, jej małżeństwo nie będzie już właściwie istniało, a potem u boku męża zastąpi ją inna kobieta.

Cytaty z pamiętników Daisy pochodzą z książki „Lepiej przemilczeć”, przetłumaczonej przez Barbarę Borkowy i wydanej przez Fundację Księżnej Daisy von Pless.

Czytaj też:
KSIĘŻNA DAISY: PROJEKT HEIDELBERG: DZIKA GÓRSKA REZYDENCJA
MA FANTAISIE - ODBUDOWAĆ ZAPOMNIANĄ REZYDENCJĘ KSIĘŻNEJ DAISY?
NOWA KSIĄŻKA O DAISY VON PLESS - TAJEMNICE PIĘKNEJ ARYSTOKRATKI
O OGRODACH, MAUZOLEUM HOCHBERGÓW I NIESZCZĘŚLIWYCH ZABYTKACH

Magdalena Sakowska
Foto użyczone: Fundacja Księżnej Daisy von Pless (Daisy na tle Książa, Daisy z synami Hanselem i Lexelem)