Podczas kolejnego spotkania z historią na żywo w Zamku Książ Doris Stempowska, ostatnia żyjąca mieszkanka zamku, która pamięta czasy Hochbergów, opowiadała o II wojnie światowej. Co jej ojcu powiedzieli pracownicy Organizacji TODT, jak rozdzielały się tory książańskiej kolejki, jaki los spotkał cenne gobeliny i trumnę księżnej Daisy?


Doris (Dorota) Stempowska raz już opowiadała w ramach cyklu o swoim dzieciństwie w otoczeniu zamku, o ostatnim spotkaniu z księżną Daisy von Pless i innych wydarzeniach (KSIĄŻ TO MÓJ DOM - MÓWI DORIS STEMPOWSKA (FOTO)). Tym razem przyszedł czas na wspomnienia związane z II wojną światową i z czasem po niej.



- Miałam 8 lat, kiedy kazano nam zamek opuścić. Komisarz mieszkaniowy proponował nam mieszkania w Szczawnie-Zdroju i na Szczawienku. Było nas tam 25 rodzin, pracownicy Hochbergów. Nie mogli nas z dnia na dzień wyprowadzić, bo brakowało mieszkań. Przyjechało tu mnóstwo ludzi z zachodnich Niemiec, bo tam były bombardowania, a u nas nie. Były alarmy lotnicze, widziałam samoloty nadlatujące od strony Wałbrzycha i Świebodzic, ale bomby nie spadały. Więc mieszkaliśmy tu do końca wojny, 12 rodzin, bo połowa wyprowadziła się do Szczawna i innych miejsc. 4 maja 1945 otrzymaliśmy zawiadomienie, że jest już dla nas mieszkanie, ale nikt nie poszedł go oglądać, bo front był już w Świebodzicach - wspominała Doris Stempowska.



A jak wojna wkraczała do Książa? Na początku nic się nie zmieniło, nadal należał do książęcej rodziny, tylko nie otwierano go już dla turystów.

- W 1943 roku powiedziano nam, że zamek wynajmują koleje państwowe. Było tu wtedy mało przyjezdnych, głównie cywilów. Zakazano nam wchodzić na dziedziniec honorowy, wyjście mieliśmy przez parking hotelowy. Wszystko było owiane tajemnicą. Działała tu organizacja TODT, pamiętam, jak ci z organizacji mówili ojcu: "My już chyba tego nie skończymy, to Rosjanie skończą". Bardzo dużo dzieł sztuki i kultury zniszczyli. Wycierali posadzki zdartymi ze ścian gobelinami, a freski zamalowywali gipsem, na przykład w Sali Krzywej, gdzie był gotycki sufit z freskami - mówiła pani Doris.



Najstarsza mieszkanka zamku pamięta kolejkę wąskotorową (INFRASTRUKTURA KOLEJOWA KSIĄŻA - O CZYM WIADOMO, O CZYM NIE?)- jak mówi tory prowadziły od dworca za Palmiarnią, który nie był jeszcze wtedy gotowy, a potem wprowadzili się tam ludzie i dziś jest to budynek mieszkalny przypisany do ul. Wrocławskiej.

- Kolejka się rozdwajała, jedna część szła przez dziedziniec, a druga koło basenu przeciwpożarowego, tam, gdzie dzisiaj jest szlaban (okolice bramy przy Stadzie Ogierów - przyp. red.). To był wielki plac budowy, wybuchy były co dwie godziny, także nocą, nie było już przyjemnie mieszkać w Książu, rodzice chcieli się wyprowadzić - wspominała bohaterka spotkania.



W 1944 roku w zamku pojawili się więźniowie obozu pracy Fürstenstein, filii niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen.

- Pamiętam, że w zimie nie mieli skarpet i zmarznięte pięty wystawały z drewniaków. Mieli tylko te pasiaki. Strażnicy mówili, że to są Żydzi węgierscy, tak mogło być, bo śpiewali dla nas niezrozumiale, a musieli śpiewać, jak szli. Oficjalnie kontakt z nimi był niemożliwy, ale kiedy kopali na podwórku, chodzili po domach i prosili o chleb, przeważnie każdy coś dał. Na osobę mieliśmy pod koniec wojny po półtora kilo chleba na tydzień, nie było tłuszczu, kombinowało się mąkę i mama piekła chleb w domu. I zawsze się znalazł ktoś, kto zadenuncjował. Pamiętam syrop z buraków cukrowych, mama pojechała do gospodarza do Lubiechowa i przywiozła dwa worki, czyściło się je i kroiło w pralni. Raz więźniowie przeszli i jeden wziął burak, drugi, trzeci, mama mówiła, przecież nie będę na nich skarżyć, ale już po burakach. I następne kroiła już w kuchni, żeby dla nas ten syrop zrobić - mówiła pani Doris.



Wreszcie nadszedł 8 maja 1945. Książ stał otworem, nikt go nie pilnował, państwo Wawrzyczek, rodzice pani Doris wraz z jej ciocią chodzili po zamku i go nie poznawali. Wraz z nimi chodzili po nim wyzwoleni robotnicy przymusowi, Ukraińcy i Ukrainki. O godz. 12.00 Rosjanie zaczęli ostrzeliwać zamek i mężczyźni zwołali kobiety i dzieci do piwnic w budynkach otaczających hotelowy parking.



- Przyszli o 15.00, grupa szturmowa, baliśmy się strasznie, ale kazali nam iść do mieszkań i normalnie pracować. Jednak na drugi, trzeci dzień to już inaczej wyglądało. Rosjanie razem z Ukraińcami szabrowali po mieszkaniach. Nic nam nie zrobili, ale po tygodniu zjawiło się na parkingu kilku oficerów i kazali nam się wyprowadzić w ciągu dwóch godzin, bo tu będą kwatery wojskowe. W zamku nie mogli mieszkać, bo był w przebudowie. Więc wyprowadziliśmy się do domów wybudowanych przez księcia na Szczawienku (dziś ul. Nowa). 19 maja zobaczyliśmy dym nad Książem i pobiegliśmy wszyscy przez pola, bo pomyśleliśmy, że wygonili nas, a teraz palą wszystko. Ale dym był z lewej strony, to palił się Stary Zamek. Mieszkania były splądrowane. Już tam zostaliśmy. Potem wyprowadzili nas do budynku z drewnianą bramą przy parkingu hotelowym, a w naszym budynku zamieszkali oficerowie. W Stadzie Ogierów stacjonowała jednostka pancerna. Żołnierze byli wysocy, ciemnowłosi, mówiono, że to Gruzini. Widziałam, jak z balkonu biblioteki rzucali książki na samochód, ale to nie było w zorganizowany sposób, resztki zniszczonych książek zostały - wspominała mieszkanka Książa.



Tuż po wojnie mała Doris była też świadkiem rabunku Mauzoleum Hochbergów. Nieznani sprawcy rozbili trumny, szukając biżuterii. Dawni pracownicy Książa wzięli konną platformę i przewieźli zbezczeszczone trumny ze zwłokami na ewangelicki cmentarz na Szczawienku.

- Została tylko trumna księżnej Daisy, bo ona bardzo kochała Książ, ale po tygodniu ktoś się zorientował i rozgrzebano ziemię w miejscu, gdzie była ukryta. A na tym cmentarzu jeszcze podczas wojny kupiec nazwiskiem Scholz wybudował grobowiec, który był pusty, tam trumny złożono. My chodziliśmy do katolickiego kościoła (p. w. św. Anny - przyp. red.). Koło ewangelickiego kościoła było ogrodnictwo Lorenzów, przyjaźniłam się z ich córką i dlatego wiem, że jej ojciec razem z pracownikami z Książa pod osłoną nocy przewozili tę trumnę - snuła wspomnienia Doris Stempowska.



A następne spotkanie z historią na żywo w Książu już w ten poniedziałek: ZAMEK KSIĄŻ: POZNAJCIE KSIĄŻAŃSKIE PORTRETY HOCHBERGÓW (FOTO).


Cykl "Historia na żywo":
ZAMEK KSIĄŻ: CESARZOWA ANNA Z PIASTÓW I NIEZNANA CÓRKA BOLKA II?
WAŁBRZYCH: PIONIERSKIE OSIEDLA HOCHBERGÓW WCIĄŻ NAM SŁUŻĄ (FOTO)
KSIĄŻ, KSIĄŻĘ, KSIĘŻNA I NOWA KSIĄŻKA O HOCHBERGACH (FOTO)
ZAMEK KSIĄŻ: TAKIE BYŁY JEGO KSIĘŻNE I HRABINY (FOTO)
SARKOFAG HRABINY ZUZANNY – HISTORIA DOŚĆ MAKABRYCZNA (FOTO)
KSIĘŻNA DAISY NOSIŁA NA SOBIE MAJĄTEK - I LEGENDĘ (FOTO)
WAŁBRZYCH: WICEPREZYDENT O ZAMKU - PAŁACU W ŚRODKU MIASTA (FOTO)
GDY ZAMEK KSIĄŻ BYŁ NAZISTOWSKIM OBOZEM PRACY
TRZY DEKADY WIELKIEGO SZABRU (FOTO)


Magdalena Sakowska
Foto: MS, JK
Zdjęcia archiwalne pochodzą z archiwum domowego Doris Stempowskiej, udostępnione dzięki Fundacji Księżnej Daisy.