Ponad wiek temu amerykańskie media obiegła informacja o wywodzącej się z regionu wałbrzyskiego kobiecie, która zjadła swojego ojca. Historia ta, choć bardzo nieprawdopodobna, do dziś elektryzuje media i... inspiruje czołowych pisarzy. Wkrótce prawdopodobnie poznamy fabularyzowaną opowieść na ten temat, a dziś prezentujemy informacje o XIX-wiecznej z smakoszce kiełbasy z ludziny z Unisławia Śląskiego.


Uśmiechnięty potwór wiecznie żywy


Anna Jungnitsch z Langwaltersdorfu, identyfikowanego z dzisiejszym Unisławiem Śląskim w gminie Mieroszów, stała się prasową sensacją jesieni 1895 roku. Informacje o niej pojawiały się przez kilka tygodni w poczytnych tytułach amerykańskiej prasy, w tym w „St. Louis Post-Dispatch”, „Los Angeles Herald”, „Sausalito News” i w „San Francisco Examiner”.

Wracamy do tej historii z uwagi na to, że stała się ona inspiracją kolejnej powieści Joanny Bator. Wywodząca się z Wałbrzycha pisarka, zdobywczyni nagrody literackiej NIKE, w swojej najnowszej książce chce opowiedzieć o postaci, która popełniła podobną zbrodnię - i jej potomkach. (Piszemy o tym więcej - OLGA TOKARCZUK I JOANNA BATOR ALBO SOKOŁOWSKO I UNISŁAW ŚL.)

Kim była zwana przez gazety "miłym potworem" pani Jungnitsch z Langwaltersdorfu? Niewiele o niej wiadomo. Wedle amerykańskiej prasy bulwarowej to niewieście monstrum mieszkające na wsi należącej do majątku księcia z Waldenburga miało postać drobnej chorowitej kobiety, lubiło ogrodnictwo i mieszkało w schludnym domu z 70-letnim ojcem tkaczem. Na swoje nieszczęście mieszkanka Langwaltersdorfu zwykła czytać niemieckie tłumaczenia esejów Swifta o biedzie w Irlandii, które miały ją podżegać do zbrodni doskonałej. Lakoniczne informacje o morderczyni Amerykanie rekompensują krwistymi szczegółami relacji o strasznym czynie kobiety.




Zbrodnia, lincz i kaszanka

Pan Jungnitsch, krzepki staruszek przestał się nagle pojawiać w obejściu swojego domu od nocy z poniedziałku na wtorek, a jego córka przez kolejne dwa dni nosiła do gospodarstwa duże ilości wody w bańkach. - Kiedy Jungnitsch nie był widziany od kilku dni, córka pytana o niego odpowiadała, że odszedł do pobliskiej wioski i nie wiedziała, kiedy wróci - relacjonuje dziennikarz "Los Angeles Herald" w wydaniu z 22 października 1895 roku. W piątek po osadzie zaczęły krążyć pogłoski o poniedziałkowej kłótni w domu Anny i podejrzenia, że córka zabiła ojca. Kiedy do drzwi pomawianej przez sąsiadów kobiety zapukała policja, odwiedzany przez oficerów domek był sterylny. Zauważono torbę z narzędziami ojca, córka zaś była zapracowana. - Oficerowie zauważyli, że Anna zajmuje się produkcją kiełbas. Wyglądała na niefrasobliwą, oferując mężczyznom kilka smakowicie wyglądających skończonych kiełbas - snuje swoją relację ówczesna prasa.

Policja grzecznie odmówiła, ale zainteresowała się pochodzeniem prawdopodobnie wieprzowego mięsa użytego do wyrobu wędlin i marynowanego w sporej kadzi. Śledczym i sędziemu udało się ustalić, że ojciec z córką nie mieli własnych świń, a do najbliższego rzeźnika w miasteczku nie zaglądali od dawna. Grupa śledcza znalazła za krokwiami dachu Jungnitschów zakrwawione męskie ubrania, a jak przedstawili je podejrzanej, ta wpadła w szał. Nadludzkie siły wyniszczonej chorobą Anny szybko się skończyły, wówczas wyznała zaskakującą prawdę. - Zabiłam ojca, doskonale smakował - cytuje prasa.
Oświadczenie to podsłuchali mieszkańcy wsi i chcieli podejrzaną o ojcobójstwo i kanibalizm zlinczować. Dziennikarze ze szczegółami opisują jak kobieta z uśmiechem i opowiadała o tym jak zabiła śpiącego ojca toporem, a następnie oprawiła jego ciało i poćwiartowała starając się nie uronić żadnego "pysznego" kawałeczka, a nawet smalcu i krwi na kaszankę. Niebaczny staruszek wprowadził latorośl w tajniki rzeźnictwa, a po tym, jak zniszczył jej ogród, został zabity i kawałek po kawałku trafiał do garnka.

Najbardziej dumna ze swoich osiągnięć kobieta zachwalała królewski posiłek złożony z wątroby rodzica przyrządzonej z rzepą... i oczywiście kiełbasę. - Drobno zmieliłam trochę tłustego i chudego mięsa z lędźwi i ramion, nie zapominając o pieprzu, soli oraz innych przyprawach. Te kiełbasy są piękne. Najlepsze jakie kiedykolwiek jadłam - mówiła skrępowana przez śledczych więźniarka. Wspomniała również, że starczyłoby kilka tygodni, a dowody zbrodni ukryłaby ostatecznie, bo mięso przyprawiała i zjadała metodycznie. Z Jungnitscha zostało jeszcze siedem kiełbas i kadź przyprawionego mięsa, a przynajmniej 20 funtów córka już spożyła.

Co ciekawe, ojcobójczyni i kobieta kanibal w jednym nie miała problemów z zabiciem, ćwiartowaniem i jedzeniem rodzica. Pozbyła się też jego kości, a wydały ją... pokrwawiona koszula i skarpetki. Na tym relacja się kończy, ale uśmiechnięte monstrum z regionu wałbrzyskiego dalej żyje w mediach.                      


Kaczka dziennikarska?

Niezwykły przykład ludzkiej deprywacji inspirowany lekturą Jonathana Swifta obiegł Amerykę. Miał być też badany przez europejskich kryminologów. Fenomen Anny Jungnitsch zainteresował również badaczy z Zakładu Historii Literatury Poromantycznej Uniwersytetu Śląskiego. - Co ciekawe, to niemiecka prasa z tego samego okresu nic nie mówi o makabrycznej zbrodni, nie ma żadnych fotografii, doniesień z procesu. Wszystkie artykuły amerykańskie są niby niesłychanie dokładne, powtarzają się w nich detale i wypowiedzi morderczyni - piszą prasoznawcy 5 lutego 2017 roku na oficjalnym profilu ZHLP. Po przejrzeniu amerykańskich mediów sprzed ponad wieku poszukali dalszej historii zbrodniczej Anny i informacji o kanibalizmie w Europie Środkowej. - Po rozbudzeniu ciekawości czytelników nic więcej się nie dzieje, brak jest dalszego ciągu, co kieruje nas w stronę zakończenia „sezonu ogórkowego” w prowincjonalniej prasie Stanów Zjednoczonych. Nazwisko Anny Jungnitsch nie pojawia się także w żadnych opracowaniach dotyczących ludożerstwa w XIX wieku. Twórcy kaczki dziennikarskiej z XIX w. powinni jednak być z siebie dumni. Po 120 latach polska telewizja potraktowała poważanie ich „rewelacje” - dodają badacze. Mają oni na myśli m.in. tekst "Zabiłam swego ojca. Smakował doskonale". Anna - potwór z Langwaltersdorfu, z 18 lipca 2015 roku.

Nawet jeśli ta historia została wymyślona przez Amerykanów, by zszokować czytelników wizją drobnej kobiety potwora z nieznanej niemieckiej wsi, to nie sposób przyznać racji Joannie Bator, że relacja XIX-wiecznej prasy zapada w pamięć i chciałoby się poznać jej dalszy ciąg. Wszystko jedno, czy Anna żyła naprawdę, czy też była wymyślona, jej fabularna historia może stać się książkowym hitem. Jak doniesienia prasy o niemal doskonałej zbrodni serwowanej 123 lata temu w Ameryce.


Elżbieta Węgrzyn
fot. Magdalena Sakowska - Unisław Śl.