Wyobraźcie sobie połączenie Mariusza Pudzianowskiego i Roberta Burneiki. A do tego dodajcie zwinność Tarzana. Wiecie już, o kim mówimy? Tak można bez zbędnej przesady scharakteryzować Rajmunda „Paprzycę” Niwińskiego. Gościa, który posiadał wręcz nadludzką siłę, a jego historia to gotowy scenariusz do filmu.



Doskonałym pretekstem do napisania historii o tym byłym mieszkańcu Boguszowa-Gorc jest 107. rocznica jego urodzin, która przypadła na 5 stycznia 2021. Tego właśnie dnia 1914 roku w rodzinie szlacheckiej przyszedł na świat Rajmund Niwiński. Od dziecka miał wpajaną miłość do ojczyzny. Zresztą nie mogło być inaczej skoro jego dziadek był uczestnikiem Powstania Styczniowego w 1863 roku, a ojciec legionistą u Józefa Piłsudskiego. Obaj za swoje zasługi otrzymali ordery Virtuti Militari.

Rajmund Niwińskie początkowo był cherlawym chłopakiem, ale dzięki morderczym treningom i niesamowicie silnej woli w połowie lat. 30 ubiegłego wieku rozpoczął boksować w wadze ciężkiej. Jego doskonale zapowiadającą się karierę pięściarską przerwał wybuch II wojny światowej. Podczas kampanii wrześniowej Niwiński stanął w obronie ojczyzny. Walczył m.in. w oddziale legendarnego majora „Hubala”. Potem wstąpił do Armii Krajowej. Został uhonorowany srebrnymi Krzyżami Walecznych i Zasługi oraz orderem Virtuti Militari, podobnie jak jego przodkowie.

Rajmund „Paprzyca” Niwiński miał nadludzką wręcz siłę

Dotąd historia naszego bohatera pięknie się układa, ale jak to w życiu, przyszły problemy. Jako akowiec zaczął być szykanowany przez komunistyczne władze i ostatecznie zmuszony do opuszczenia rodzinnych stron i przeniesienia na Ziemie Odzyskane. W Leszczyńcu, dokąd trafił wraz z rodziną (żoną, łączniczką AK i dwoma synami), objął gospodarstwo rolne. Po 5 latach musiał je opuścić, bo nagonka „czerwonych” na byłych żołnierzy AK wcale nie była mniejsza niż tuż po wojnie. Nie dość, że na każdym kroku musiał udowadniać, że nie jest wielbłądem, to jeszcze spotkała go rodzinna tragedia. Zmarła żona. Wtedy Rajmund Niwiński zdecydował, że przeniesie się do Boguszowa-Gorc, gdzie w fabryce odzieżowej otrzymał pracę. Nie zaznał jednak spokoju. Nie godził się, by donosić, a że ciągnęła się za nim przeszłość AK, również stracił i to zatrudnienie.

Boguszowscy znajomi Niwińskiego jako cenne pamiątki przechowują gwoździe, które siłacz w łatwością wyginał.


Zaszczuty i prześladowany przez komunistów musiał zarabiać jako siłacz, a że od zawsze miał nadludzką moc jako Rajmondo Aldini, król stali i żelaza darł arkusze blachy, skręcał w palcach gwoździe, robił na karku podkowy z żelaznych sztab. Występował w spektaklach w domach kultury, teatrach i na arenach cyrkowych w całej Polsce. Gdyby wtedy organizowano konkursy strongmanów z pewnością niejeden by wygrał. Występował tak zarabiając na życie przez 18 lat. Łącznie dał ponad 1200 pokazów siły.

Występy nie pozostały bez wpływu na jego zdrowie. Niwińskie zaczął narzekać na problemy z kręgosłupem. Uszkodzone zostały stawy biodrowy i kolanowe. W końcu nie mógł chodzić po schodach i na kilkanaście lat został przykuty do fotela. Zmarł nad ranem 3 października 1995 roku.

Mural upamiętniający siłacza powstał na jednym z garaży w Boguszowie


Niedawno powstał mural upamiętniający „Paprzycę”, w końcu wybitnego mieszkańca Boguszowa. Wykonali go Anna Nelke i Marcin Mielcarek, a podobizna atlety zdobi prywatny garaż usytuowany w centrum miejscowości. Szczęście mieli natomiast ci, którzy mogli go poznać i zobaczyć w akcji.



Tomasz Piasecki

Fot. współczesne Elżbieta Węgrzyn, archiwalne - użyczone przez CKK Witold


Polecamy:
Rajmund Niwiński - wielka osobowość Boguszowa doceniona [ZDJĘCIA]
Najsilniejszy człowiek w kraju mieszkał w regionie wałbrzyskim
Jak będzie wyglądał pomnik upamiętniający Rajmunda Niwińskiego?
Masz pomysł na pomnik sportowców, w tym Rajmunda Niwińskiego?
Boguszów-Gorce: Co trapi mieszkańców Gorc? [ZDJĘCIA]



Tekst ten ukazał się w ostatnim numerze bezpłatnego tygodnika "Wiesz Co"