Ten tydzień dla rodziców w naszym mieście, regionie i kraju rozpoczyna się trudnym wyzwaniem - to pierwszy pełny tydzień nauczania przez internet objętego obowiązkiem szkolnym. Z jakimi problemami spotykają się rodzice i dzieci?


W związku z ogłoszeniem stanu epidemii Minister Edukacji Narodowej wydał rozporządzenia, które umożliwiają "organizację oraz realizację procesu kształcenia z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość". Nowe regulacje obowiązują od 25 marca, ale poprzednie dni miały charakter rozbiegu i skończyły się zawieszeniem się platformy edukacyjnej Librus. Od dziś, od poniedziałku 30 marca, wszystko ma już działać tak, jak powinno - zdalne nauczanie obowiązuje na razie do Wielkanocy. Dziś też od języka polskiego rozpoczyna się egzamin próbny dla ósmoklasistów.

W praktyce zapewne w wielu szkołach wciąż będzie jak do tej pory, czyli nauczanie będzie się ograniczało do wysyłania dzieciom opracowań i dodatkowych zadań pocztą e-mail oraz przez dziennik elektroniczny. Jednak obecnie nauczyciele mogą już oceniać pracę uczniów na odległość. Rodzice obawiają się regularnych lekcji o danych godzinach, tak jak to jest w szkole. Często mają przecież tylko jeden komputer w domu, a muszą pracować zdalnie. Na szczęście ministerstwo nie nakłada takiego obowiązku. O formie pracy z uczniami decydują w dużej mierze sami dyrektorzy szkół, nie ma ścisłego sprawdzania obecności, uczeń ma się rozliczać z zadanego materiału.

O wyzwaniach, z jakimi się spotkała, opowiada nasza Czytelniczka, pani Beata, mama 9-letniej Juli. Jej szkoła od 9.00 rano 30 marca realizuje nauczanie zdalne za pomocą wirtualnych lekcji.

- Ja nie pracuję zdalnie z domu, chodzę do pracy i cieszę się, że jeszcze ją mam, ponieważ kilku moich znajomych straciło pracę w ostatnich dniach albo nie może jej wykonywać. Dzisiaj jednak wzięłam wolne, żeby zostać z moją córką, sprawdzić, czy poradzi sobie z komputerem, wchodzeniem na strony, realizowaniem zadań. Ale jutro będę już musiała iść do pracy, a ona zostanie sama. Martwię się, czy jeszcze nie jest za mała, żeby sobie dawać radę w takiej sytuacji. Ona natychmiast musi się wszystkiego nauczyć. Nie mogę jej przekazać babci, bo musiałaby się do niej całkiem przeprowadzić i nie mogłabym mieć z nimi kontaktu, a to dla babci za duże obciążenie, ona mieszka ze swoimi rodzicami - mówi nasza Czytelniczka.

Pierwsze dni internetowej edukacji nie napawają optymizmem. Jak mówi mama Juli, zadań jest bardzo dużo.

- W poprzednim tygodniu ona robiąc je do południa nie była w stanie skończyć, ja siadałam z nią po południu i w piątek skończyłyśmy o 22.00. Robię z nią to, co na ogół robi rodzic w domu i do tego jeszcze to, co nauczyciel w szkole. W dodatku wiem, że w piątek Librus się zawieszał i nie można było wejść. Teraz panie piszą, że będą lekcje on-line, nawet lekcja WF. Rozumiem, że nauczyciele chcą się wykazać, biorą przecież pensje, ale to na rodzica, który pracuje, spada przerobienie lekcji z dzieckiem, a potem odrobienie z nim zadań domowych. Starsze dzieci są bardziej samodzielne, same wchodzą na Librus i same sobie ze wszystkim radzą - mówi pani Beata.

Cała nadzieja w tym, że lekcje mają być nagrywane na You Tube, tak, żeby i rodzic po powrocie z pracy mógł je sobie obejrzeć i wytłumaczyć dziecku to, czego nie zrozumiało. To rozwiązałoby wiele problemów, bo mama czy tata pracujący zdalnie z domu często dopiero kiedy skończy swoją pracę, może przekazać dziecku komputer.

- Nauczyciele muszą zostać prawie youtuberami, czy chcą, czy nie chcą, czy mają do tego dryg. Najpierw byłam zła, że muszę odrabiać za nauczyciela, ale może wszystko jakoś się poukłada. Zobaczymy, jak to będzie dzisiaj i jutro, czy znowu się wszystko nie zawiesi - mówi Czytelniczka.

I wiadomość z ostatniej chwili:

- Jesteśmy już po pierwszej lekcji angielskiego o 9.00, niestety nie udało nam się włączyć głosu, widziałyśmy tylko nauczycielkę. Nie umiałam tego obsłużyć, wszystko jest po angielsku, a ja znam niemiecki. Wreszcie udało mi się uruchomić z głosem na tablecie, ale w połowie lekcji. Myślę, że to musi być nagrywane. Bardzo się zdenerwowałam, gdybym była w pracy, córka nie poradziłaby sobie sama. O 10.00 zaczyna się kolejna lekcja i nie wiem, jak będzie - mówi pani Beata.

Rodzicom, dzieciom i nauczycielom życzymy powodzenia. Nikt nie był przygotowany do masowego uczenia przez internet i pojawiło się wiele problemów, takich jak dzieci bez dostępu do komputera, kilkoro dzieci w różnych klasach z jednym komputerem, pracujący zdalnie rodzice, słabe łącza. Ministerstwo Edukacji Narodowej przekazuje komunikaty i zachęca do wchodzenia na podstrony swoje i Ministerstwa Cyfryzacji, dotyczące planowania i realizacji nauki zdalnej:

- https://www.gov.pl/web/edukacja/nauka-zdalna
- https://www.gov.pl/web/edukacja/lekcje-z-internetu
- https://www.gov.pl/web/cyfryzacja/nauczycielu-poprowadz-lekcje-online.

- Apeluję do dyrektorów szkół oraz nauczycieli i proszę ich o zwrócenie szczególnej uwagi na równomierne obciążenie ucznia zajęciami w danym dniu, a także uwzględnienie możliwości psychofizycznych dzieci. Proszę również wszystkie organy prowadzące oraz samorządy o okazanie niezbędnego wsparcia materialnego i organizacyjnego. Rodziców proszę o wyrozumiałość i cierpliwość. Zdaję sobie sprawę z tego, ile trudu wkładają oni w wychowywanie i edukację swoich dzieci, szczególnie teraz, kiedy wielu z nich łączy swoją pracę zawodową ze wsparciem dzieci w zdalnej nauce - czytamy we wstępie do poradnika dotyczącego kształcenia na odległość. Można go znaleźć tu, składa się głównie z zaleceń:

https://www.gov.pl/web/edukacja/ksztalcenie-na-odleglosc--poradnik-dla-szkol

A jak sobie radzą rodzice innych uczniów w Wałbrzychu i regionie? Czekamy na sygnały.


Nasze na bieżąco aktualizowane informacje na temat koronawirusa:
KORONAWIRUS: CZTERECH PACJENTÓW W SZPITALU W WAŁBRZYCHU (AKTUALIZACJA)


Magdalena Sakowska
Foto: ilustracyjne