Oddział nefrologiczny przy szpitalu im. dra A. Sokołowskiego świętował swój jubileusz - 40 lat istnienia. Były nagrody dla pracowników, kwiaty i okazja do wspomnień.

Jak mówiła dyrektor oddziału, Dorota Radziszewska, jest przepaść cywilizacyjna pomiędzy skromnymi początkami wałbrzyskiej nefrologii, a jej stanem obecnym. Wielu z nas już nie pamięta, w jakim stanie była polska medycyna w latach 80-tych czy 90-tych. I jak się zmieniał Wałbrzych i sam szpital przez te lata.

 
Stację dializ pozaustrojowych otwarto uroczyście w ówczesnym Szpitalu Górniczym w 1976 roku. Była drugim ośrodkiem na Dolnym Śląsku po klinice neurologii Akademii Medycznej we Wrocławiu. Powstała ze względu na tak zwane dializy ostre, z powodu licznych wypadków w wałbrzyskich kopalniach. Potem się okazało, że jest duże zapotrzebowanie na dializy w związku z chorobami nerek. Pierwsza sztuczna nerka, firmy Travenol, przyjechała do Wałbrzycha z USA w 1976, druga dwa lata później z włoskiej firmy Belco. W 1979 roku było już 6 stanowisk do dializy. W 1985 stacja dializ odłączyła się od oddziału anestezji i intensywnej terapii, stając się samodzielną jednostką. Nie było jednak różowo.

 
- Kwalifikacja chorych była ograniczona wiekiem – dializy przeprowadzano tylko do 46 roku życia. Dopiero, kiedy liczba stanowisk wynosiła osiem, mogliśmy podnieść wiek do 55 roku życia. Po 1990 roku było już 10 stanowisk i pierwsze nowoczesne nerki typu HD 100, ale wciąż była tak zwana „kolejka po życie”. Osoby do dializy były kwalifikowane przez specjalną komisję złożoną z ordynatorów ościennych oddziałów, lekarzy internistów i tak zwanych czynników społecznych. I ta grupa decydowała, kto może żyć, a kto może umierać, bo ze względów finansowych nie można było ratować wszystkich – wspomina dyrektor Dorota Radziszewska.

 
Wałbrzyska stacja dializ wyglądała wtedy bardzo ciekawe, bo każda sztuczna nerka pochodziła od innego „dawcy”.

 
- Mieliśmy nerki głównie z darów, na przykład ze zlikwidowanej stacji dializ w Niemczech, bardzo proste i prymitywne w porównaniu z dzisiejszymi czasami. A czasy były wtedy bardzo ciężkie, w całej Polsce. Nie było funduszy w ministerstwie, więc powołaliśmy w Wałbrzychu Fundację Życiu na Ratunek i stowarzyszenie chorych wymagających dializoterapii, by ratować tych ludzi z kolejki. Na oddziale był problem z miejscem, prywatnymi kontaktami ściągaliśmy potrzebne rzeczy – mówi dyrektor.

 
W końcu w 1995 roku powstał nowy oddział nefrologiczny ze stacją dializ. Jak mówi Dorota Radziszewska, niektóre wydarzenia z tamtego czasu przypominają słynny film „Bogowie” o profesorze Relidze i dziejach polskiej kardiologii.

 
- Nerki przywoziliśmy w bagażniku Fiata 125 P. Wciąż trzeba się było posiłkować darami zza granicy, Pamiętam, jak tirami przyjechały do nas łóżka ze zlikwidowanego szpitala w Holandii. Ale wreszcie skończyły się kolejki po życie i przestała działać komisja do spraw życia i śmierci. To był największy dramat tamtych czasów – mówi dyrektor.

 
Jednak nie był to koniec problemów wałbrzyskiej nefrologii. Około roku 2000 nastąpił krach kadrowy – wielu lekarzy odeszło do prywatnych klinik, gdzie mieli lepsze warunki zatrudnienia. W lipcu 1997 roku do Wałbrzycha ze wszystkich stron zwożono pacjentów z zalanych przez wielką powódź i ewakuowanych szpitali. Trzeba było wyciągać stary sprzęt z piwnicy. Około 2002 roku finanse szpitala były w takim stanie, że pojawił się komornik i rosła presja na szpital, żeby oddział sprzedać jakiejś prywatnej firmie. W 2004 roku ministerstwo zdrowia w ramach „mody” na likwidację szpitalnych oddziałów specjalistycznych omal nie doprowadziło do zamknięcia wałbrzyskiej nefrologii. Tymczasem liczba pacjentów wciąż rosła, bo co czwarty Polak ma problemy z nerkami. W następnych latach starzejący się sprzęt zaczął definitywnie zasługiwać na wymianę – sztuczne nerki były nadal z różnych firm, ponieważ każdego roku inna firma zdobywała kontrakt na zaopatrzenie szpitali.

 
- Na szczęście mieliśmy technika, który potrafił zrobić z pralki telewizor i z trzech zdekompletowanych używanych nerek stwarzał jedną, świetnie funkcjonującą – żartuje dyrektor.

 
Jak oceniła dyrektor Radziszewska, w związku ze starzeniem się polskiego społeczeństwa, pacjentów nefrologii będzie przybywać z każdym rokiem i dlatego szczęściem jest, że od maja 2014 roku oddział mieści się w nowo wybudowanym szpitalnym budynku, gdzie warunki nie przypominają tych z lat 90-tych. I może być jednym z najnowocześniejszych w Polsce. W tej chwili jest tam 20 łóżek dla pacjentów nefrologicznych,  20 stanowisk do wykonywania dializy otrzewnowej i 30 stanowisk do hemodializy.

 
Podczas obchodów jubileuszu nagrodzono personel szpitala, a dyrektor otrzymała Złotą Nerkę od Dolnośląskiej izby Lekarskiej.

 Zapoznaj się z naszym działem ZDROWIE

Tekst i foto: Magdalena Sakowska