Dziesięciu pracowników Przedsiębiorstwa Badań Geofizycznych dołączyło do grupy szukającej ukrytych pod ziemią obiektów na 65-tym kilometrze. Jak mówią, nie szukają pociągu, ale podziemnego tunelu, bo tym się zawodowo zajmują. Niedawno odnajdowali podziemne pozostałości wyburzonych budowli w dawnym niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz. Znaleźli też wiele zapomnianych sztolni na Górnym Śląsku.

Wałbrzych będzie miał swoją specyfikę i badacze są na to przygotowani. - To złożony temat i będziemy się posługiwać różnymi metodami. Na razie sprawdzamy, jak się zachowuje aparatura, od dziś zaczynamy pomiary metodą grawimetrii i magnetyki – mówi inżynier Marcin Krupa z krakowskiego oddziału Przedsiębiorstwa Badań Geofizycznych.

 
Specyficzne miejsce rodzi problemy. – Nie tylko linia wysokiego napięcia może zakłócać pomiary. Jak jedzie pociąg, to są drgania, musimy wszystko wyłączać i po przejeździe czekać chwilę, aż się uspokoi. Dzieje się tak nie tylko z powodu pracujących silników elektrycznych, ale także jego masy, więc mamy nadzieję, że jeśli tu pod ziemią jest jakiś pociąg, to też nam mocno zakłóci pracę aparatury. Dlatego na początek używamy metody grawimetrycznej, bo na nią nie ma wpływu lokalna infrastruktura energetyczna. To mierzenie przyciągania ziemskiego – mówi Marcin Krupa.

 
Żeby pomiar był dokładny, przeprowadza się go dwa razy i dopiero, jeśli wynik się powtórzy, uznawany jest za wiarygodny. Wczoraj i dziś rano grupa zajmowała się kalibrowaniem sprzętu i sporządzaniem tła. Wyniki z danego miejsca zawsze porównywane są do budowy geologicznej dookoła i dlatego można wychwycić każdą anomalię. To metoda długotrwała i droga, ale przynosi efekty.


- Przez najbliższe 10-12 dni będziemy zbierać dane, wysyłamy na bieżąco do biura i tam skrupulatnie są sporządzane profile geologiczne tego miejsca. Potem zgramy to ze sobą i powstaną dwie mapy, grawitacyjna i magnetyczna, które będą się uzupełniać – lub nie. Na podstawie map zobaczymy, czy mamy miejsca, gdzie są jakieś pustki. Wtedy będzie drugi etap pomiarów – dysponujemy bardzo precyzyjnymi georadarami i przyrządami do badań geoelektrycznych. Zastosujemy je dopiero wtedy, bo nie chcemy szukać igły w stogu siana. Dokładniej, jeśli mamy szukać takiej igły, chcemy mieć magnes – tłumaczy inżynier. – Jeśli tylko pokażą nam się miejsca wątpliwe, inne niż pozostałe, a nie będzie ich dużo - i drugi etap to potwierdzi, dopiero wtedy będzie czas na metody inwazyjne.


Marcin Krupa zapowiada, że pod koniec lipca mają już być wyniki obecnych badań, ale to będzie dopiero początek. – Im częściej będziemy tu wracać i im dłużej będą trwały pomiary, tym lepiej, bo zwiększy to szansę na efekt. Nastawiamy się na całą jesień. To trochę tak, jak z lekarzem, który posyła pacjenta na różne badania i dopiero, kiedy rezultaty potwierdzą podejrzenia, decyduje się na operację.

 
Jak mówi przedstawiciel PBG, metoda grawimetryczna pomogła już odkryć liczne zlikwidowane szyby i sztolnie górnicze na Górnym Śląsku, co jest szczególnie istotne podczas budowy i remontów dróg, ale także przy budownictwie. – Robi to wrażenie, jak się znajduje szyb górniczy na własnym podwórzu. – A czy coś znajdzie się na 65-tym kilometrze? - Jeśli tam cokolwiek jest, jesteśmy w stanie to znaleźć – deklaruje Marcin Krupa.

 
Czytaj też:
ZŁOTY POCIĄG: RUSZYŁA DRUGA TURA POSZUKIWAŃ

Tekst i foto: Magdalena Sakowska