Po wielu latach nieobecności gniazdujących bocianów w naszym mieście mamy wreszcie pierwszą parę, która założyła gniazdo kilkaset metrów od jego granicy i wygląda na to, że już wkrótce doczeka się potomstwa. "Wojtusie" trafiły bowiem na gościnne podwórze.


Nie jest łatwo być bocianem

Historia gniazda na jednej z posesji w Starym Julianowie, nieopodal ronda łączącego ul. Uczniowską z drogą wojewódzką nr 379, kształtowała się dość dramatycznie.

- Przyleciały rok temu na wiosnę i zrobiły nam gniazdo na kominie. Ciężko było, palić się nie dało, w domu dym, ile ja wykonałam telefonów do gminy i różnych innych instytucji – i nic, poradzili nam tylko, żeby rzucać kamieniami, to odlecą. Jeden był mocno poharatany, jakby miał zranioną nogę. Kiedyś sąsiad świętował, strzelał fajerwerkami i one uciekły. Już nie wróciły – relacjonuje pani Ewa, mieszkanka domu wybranego przez bociany.

Jak mówi pani Ewa, pomocy doczekała się dopiero od firmy Tauron, która na słupie energetycznym obok budynku sporządziła specjalną platformę z metalową ramą. Było z tym dużo zachodu, bo zgodzić się musiał zarząd firmy w Katowicach, ale przyszedł dzień, kiedy pracownicy i mieszkańcy wspólnie zgarnęli porzucone gniazdo na stare drzwi i umieścili na platformie, kiedy była już gotowa.

- To bardzo dobrze, bo populacja bociana białego w Polsce stale spada i trzeba walczyć o każde gniazdo. Do niedawna najwięcej bocianów na świecie było właśnie u nas, mówiło się, że co szósty bocian jest Polakiem. Teraz więcej tych ptaków gniazduje w Hiszpanii. Wpływ na to na pewno ma chemizacja środowiska – mówi Krzysztof Żarkowski, przyrodnik, fotograf, miłośnik ptaków.



Stary Julianów - mała ojczyzna bocianów

Do Julianowa bociany mogą przyciągać tamtejsze stawy, choć wbrew potocznym poglądom mając do wyboru żabę i mysz, wybrałyby mysz. Ptaki – być może te same, co w zeszłym roku, tylko jeden wyleczył się z kontuzji – pojawiły się ponownie w marcu. - Najpierw był tylko jeden, przyleciał przed Świętami Wielkanocnymi, potem nie było go 2 tygodnie, następnie wrócił i robił gniazdo, potem znowu uciekł na 2 tygodnie, wrócił z samicą i budowali dalej. Na początku maja przyleciały tu do nich dwa inne bociany, ale nie biły się, tylko wszystkie bardzo głośno klekotały. Nikt nie wpadł na pomysł, żeby zdjęcie zrobić, bo to krótko trwało i ta druga para odleciała. Ten trzeci bocian jest tu podobno widywany na łąkach, a czwarty nie – relacjonuje pani Ewa.

Okazało się, że obecność bocianów na tej właśnie posesji w Starym Julianowie ma charakter historyczny – już w 1996 roku na tym samym kominie para zaczęła robić gniazdo, znosić patyki. - Niestety było tu obok boisko, chłopcy grający w piłkę rzucali w nie kamieniami i uciekły – wspomina mieszkanka. I dodaje, że kiedyś bocianów w tej okolicy pojawiało się dużo, bo pola były uprawiane i ptaki miały łatwy dostęp do pożywienia.

- Kiedy było koszenie łąk, to one chodziły krok w krok za maszynami – mówi pani Ewa. - My nasze bociany bardzo lubimy. Nazywam je "Wojtusiami" i czasem przez okno pytam, jak się miewa pani Wojtusiowa. Chcieliśmy ustawić jakiś słup w ogrodzie, albo na drzewie przygotować miejsce, gdyby chciała tu gniazdować jeszcze jedna para.

- To się raczej nie zdarzy, bociany na ogół są terytorialistami i przeganiają inne osobniki ze swojego terenu – komentuje Krzysztof Żarkowski. - Ale to prawda, że się je tu często widuje. Sam pamiętam, że kiedyś na polach w pobliżu strefy ekonomicznej doliczyłem się jednorazowo 20 żerujących ptaków.



Już niedługo powinny być młode

Obserwowanie "Wojtusiów" okazało się świetną rozrywką dla wszystkich mieszkańców. Ptaki nie boją się ludzi i nie reagują na ich obecność. Najpierw były godowe tańce i klekoty, potem przynoszenie dużych gałęzi, w kolejnym etapie mchu i suchych źdźbeł jako wyściółki. Teraz, po zniesieniu jaj, bociany nie schodzą z gniazda, zmieniają się co dwie, trzy godziny i zawsze witają się klekotem. Obserwowaliśmy być może samicę, znużoną przedłużającą się nieobecnością partnera, jak się przeciąga, poprawia coś w gnieździe i wyrzuca przeszkadzające jej gałązki. Czasem któreś usiądzie na dachu domu i tam porządkuje sobie pióra. - Gdyby w budynku był ktoś młody, to może by pomyślał o jakiejś kamerce internetowej na kominie? Może da się taką zrobić? - zastanawia się mieszkanka.

W naszym regionie mamy też gniazdujące pary w Mieroszowie, w Grzędach, Golińsku, ale dużo więcej bocianów mieszka na równinach – w Milikowicach, w Dobromierzu, w okolicach Świdnicy, po stronie czeskiej. Lata temu jedna z par regularnie wędrowała po książańskich łąkach. Podczas bardzo długiej i ostrej zimy w marcu 2013 roku mieszkańcy ulicy Nowy Świat dokarmiali wyczerpanego bociana, który wylądował w śniegu w okolicach przystanków na ul. Sikorskiego. Po kilku dniach doszedł do siebie i odfrunął.

Jedyna znana lęgowa para na terenie naszego miasta wybrała sobie za siedzibę ogrodnictwo na Poniatowie przy ul. Orkana, ale było to ponad 20 lat temu i od tamtej pory bocianów-wałbrzyszan już się nie widywało. Może para ze Starego Julianowa zagości u nas na dłużej?



O bocianach czarnych i białych w naszym regionie:

BOCIAN BIAŁY MA TU SWOJE STOŁÓWKI
NAJWIĘKSI SKRZYDLACI MIESZKAŃCY NASZEGO REGIONU (FOTO)

Magdalena Sakowska
Foto: Krzysztof Żarkowski