Mirosław Lech, wójt gminy Stare Bogaczowice i Bogdan Stochaj, zastępca wójta, 12 października zostali zatrzymani przez Policję i usłyszeli zarzuty w Prokuraturze Rejonowej w Wałbrzychu. Dziś, czyli 16 października włodarze podwałbrzyskiej gminy spotkali się z dziennikarzami i wydali oświadczenie.

Zakuci, widowiskowo wyprowadzeni

- Jesteśmy niewinni, dlatego proszę, aby nasz wizerunek, nasze nazwiska i imiona publikować w całości, ponieważ nie widzimy potrzeby używania skrótów, czy zamazywania wizerunku. Nie jesteśmy przestępcami i nie mamy nic do ukrycia - mówi Mirosław Lech, wójt Starych Bogaczowic. Wójt uważa, że on i jego zastępca zostali przez organy ścigania potraktowani jak najgroźniejsi przestępcy w kraju. 
- 12 października około godz.12.10 do mojego gabinetu weszło czterech uzbrojonych funkcjonariuszy KW Policji we Wrocławiu z wydziału walki z korupcją. Oświadczyli o postanowieniu Prokuratora Rejonowego, że jestem zatrzymany i muszę być przymusowo doprowadzony do prokuratury - wspomina wójt i dodaje, że choć wszystkie polecenia wykonał bez obiekcji i nie stawiał oporu, to pomimo wszystko został zakuty w kajdanki i wyprowadzony w obecności pracowników urzędu i jego interesantów.
Zastępcę wójta Policja zastała w domu - tego dnia wziął dzień urlopu i opiekował się dzieckiem. - Trzech umundurowanych funkcjonariuszy przyjechało do domu gdzie sprawowałem opiekę nad moim 9-miesięcznym synem. W asyście chodzących za mną krok w krok policjantów KW Policji we Wrocławiu oczekiwałem na powrót małżonki i 6-letniej córki. Na ich oczach zostałem wyprowadzony z domu, zakuty w kajdanki i doprowadzony do prokuratury - opowiada Bogdan Stochaj, zastępca wójta Starych Bogaczowic.
Włodarze znaleźli opiekę prawną, uważają że działanie Policji na wniosek Prokuratora Rejonowego stanowi naruszenie prawa w zakresie podstaw formalnych i faktycznych dotyczących zatrzymania i przymusowego doprowadzenia. Prokuratura podczas zatrzymania zabezpieczyła też dokumentację inwestycyjną dotyczącą procesu inwestycyjnego, którego miały dotyczyć naruszenia prawa ze strony włodarzy gminy. Włodarze twierdzą, że dowody ich winy nie zostały im okazane.


Wszystko przez ten chodnik... i konflikt?

Źródłem dzisiejszych problemów wójta i jego zastępcy jest nieduża ubiegłoroczna inwestycja - budowa chodnika przy drodze powiatowej w Starych Bogaczowicach. - Ten chodnik miał niespełna 250 metrów, a wartość inwestycji oszacowano na ok. 57 tys. zł. Zgodnie z zarzutami przedstawionymi nam przez prokuraturę mieliśmy przyjąć korzyść majątkową - łącznie 12 tys. zł. Wykonawca, który miał nam tą korzyść wręczyć, nigdy nie dokończył tej inwestycji - wyjaśnia Lech. Inwestycję dokończył inny wykonawca.

Według samorządowców zaistniała sytuacja jest absurdalna, a sami czują się jak Kafkowski Józef K. Stochaj zaś podnosi kwestię skonfliktowania wójta z byłą dyrektor bogaczowickiej szkoły. - Zastanawia nas jedno. Prokuratura Rejonowa w Wałbrzychu, która prowadzi sprawę, w swoim zespole ma Prokuratora Rejonowego blisko spokrewnionego z byłą dyrektorką Zespołu Szkół w Starych Bogaczowicach, która została przez obecnego wójta odwołana ze stanowiska. Jest ona w wieloletnim konflikcie z władzami gminy - mówi zastępca wójta.
Zgodnie z relacją wójta wzmiankowany skór trwa, jego przejawem są postępowania sądowe w Sądzie Pracy, składane też były pozwy cywilne. - Mamy cztery sprawy, część wyroków zapadła, jedna sprawa jeszcze jest w toku. Rozstrzygnięcia były zarówno na korzyść gminy, jak i na korzyść byłej pracownicy - dodaje Lech.
Włodarze nie dopatrują się w wynikłej sytuacji działania o podłożu politycznym.

Przeczytaj też: STARE BOGACZOWICE - WÓJT I ZASTĘPCA PODEJRZANI O KORUPCJĘ

Elżbieta Węgrzyn