Wałbrzyszanie mogli dziś podziwiać na niebie rzadkie, a piękne zjawisko optyczne - słońce poboczne, czyli parhelion. Kto widział?


Jest to jedna z form przejawiania się fenomenu zwanego "halo" (gr. hálos - „tarcza słoneczna”) zachodzącego w ziemskiej atmosferze wokół tarczy słonecznej lub księżycowej. Widać je jako świetlisty pierścień, biały lub zawierający kolory tęczy (wewnątrz czerwony, fioletowy na zewnątrz), ukazuje się rzadko w całości, częściej we fragmentach. 



Zjawisko wywołane jest załamaniem się światła na kryształach lodu i odbiciem wewnątrz kryształów lodu znajdujących się w chmurach pierzastych piętra wysokiego (cirrostratus) lub we mgle lodowej. Różne rodzaje kryształów lodowych, możliwych ustawień w powietrzu i dróg optycznych w kryształach sprawiają, że występuje wiele efektów halo - słońce poboczne, słup słoneczny, krąg parheliczny, łuk okołozenitalny, łuk styczny i halo opisane lub podsłońce. Wszystkie są bardzo interesujące.


Najczęściej występuje tzw. małe halo o rozmiarze kątowym 22°, powstające przez załamanie na powierzchniach kryształów o kącie łamiącym 60°. W atmosferze polarnej lub w przypadku atmosfer planetarnych możliwe są okręgi halo o innych promieniach, jeżeli kryształy lodu mają kształt inny niż sześciokątne kolumny lub płytki (np. sześciany). Rzadziej widoczne bywa duże halo o rozmiarze kątowym 46°, powstające podczas załamania światła na krawędziach kryształów do siebie prostopadłych (kryształy lodu mają budowę graniastosłupa prostego o podstawie sześciokątnej). Halo nie można obejrzeć z bliska, podobnie jak tęczy, bo jest ono specyficznym obrazem Księżyca lub Słońca. Pozorna odległość do halo wynosi więc odpowiednio: ok. 400 000 km albo ok. 150 mln km...



Nad Wałbrzychem około godz. 14.00 we wtorek 13 lutego można było zobaczyć słońce poboczne, czyli parhelion - niewielki jasny obszar na przecięciu kręgu parhelicznego i halo. Świecił jednak tak mocno, że niemal jaśniej od przysłoniętego nieco chmurą słońca i zmieniał się, ciemniejąc w tęczowy punkt na niebie. Miejmy nadzieję, że to dobry znak!

Foto: Magdalena Sakowska