Halowa mistrzyni Polski z Wałbrzycha walczy z przeciwnościami losu.

W lutym 2017 roku Weronika Grzelak sięgnęła szczytu. W Halowych Mistrzostwach Polski zawodniczka LKS-u Górnik Wałbrzych sięgnęła po mistrzostwo kraju w pięcioboju (skok wzwyż, bieg na 800 m, pchnięcie kulą, skok w dal, bieg na 60 m przez płotki). W toruńskich zawodach przeszła samą siebie, w biegu na 60 metrów przez płotki pobiła rekord życiowy. Był to pierwszy turniej rangi mistrzowskiej w kategorii seniorów dla 20-letniej podopiecznej Grzegorza Banaszka!

Sufit Grzelak jest wysoko, ale by wciąż się rozwijać potrzebuje zdrowia. Tego jej ostatnio bardzo brakowało. Niedługo po założeniu na szyi złotego krążka lekkoatletkę Górnika dopadła koszmarna kontuzja:

Zmagałam się z przepukliną kręgosłupa w dwóch miejscach, z uciskiem na rdzeń kręgowy. Przestałam trenować w maju tego roku, ale jak się potem okazało kontuzja dawała o sobie znać już wcześniej, lecz nie bezpośrednio przez ból kręgosłupa, a lewej nogi. Leczenie i rehabilitacja trwały od maja do końca września.

Walka z problemami zdrowotnymi była cenną, ale surową lekcją w świetnie zapowiadającej się karierze Weroniki:

Wiadomo, to był ciężki czas, nie mogłam trenować i spędzać czasu z przyjaciółmi na zgrupowaniach i zawodach, których przecież w tym okresie nie było mało. Niestety nie wystartowałam na Mistrzostwach Polski w wielobojach ani na Mistrzostwach Europy (obie imprezy w randze młodzieżowej). Po tak długiej przerwie powrót do zdrowia był bardzo ciężki. Codzienna rehabilitacja, ćwiczenia. Psychicznie też było trudno zaczynać pracę od zera, ponieważ po pięciu miesiącach nieobecności na treningu z formy nic nie zostało.

Najgorsze jednak już za Weroniką, która z nową energią powraca do reżimu treningowego:

Aktualnie przebywam na zgrupowaniu w Zakopanem, naprawdę nie mogłam się go doczekać, bo taki powrót do mojej rzeczywistości był mi bardzo potrzebny. Jeszcze nie mogę robić niektórych ćwiczeń i dźwigać dużych ciężarów, ale mam nadzieję, że z czasem dojdę do siebie w stu procentach i wyniki w nadchodzącym sezonie wynagrodzą mi stracone miesiące.

Czytaj także:

GRZELAK: NIE MOŻNA SPOCZĄĆ NA LAURACH


Foto: Aleksander Atamańczuk