Mawiają, że dobry sędzia koszykówki to taki, którego nie widać. Przyglądamy się ich wymagającej pracy oraz zastanawiamy się, dlaczego jednak czasem są w centrum wydarzeń. O komentarz poprosiliśmy dwie lokalne postacie ze środowiska sprawiedliwych.


„Sędzia, weź sznur i powieś się, od Górnika o*****l się!”

Entuzjaści wałbrzyskiej koszykówki doskonale znają to zawołanie. Gdy w hali robi się gorąco, a wynik dla biało-niebieskich niekorzystny, obrywa się temu, kto ani razu nie oddał rzutu, nie postawił żadnej zasłony, nie zbierał i nie asystował. Pomimo tego zdarza się, że jest w centrum boiskowych wydarzeń. Sędzia koszykówki. Sprawiedliwy. Nierzadko obiekt ataków i niewybrednych docinek, w opiniu wielu człowiek szalony, niespełna rozumu. No bo kto o zdrowych zmysłach wystawia się na ciągły hejt nie tylko od kibiców, ale i zawodników?

Równo pięć lat temu zapisałem się na kurs sędziego stolikowego. Postanowiłem zejść z trybun i choć w odrobinie posmakować świata sprawiedliwych, przeprowadzić studium ich szaleństwa. Górnik zorganizował kurs, bo pod Chełmcem brakowało boiskowych rozjemców – i tych na parkiecie, i tych przy stoliku. Zyskać mieli wszyscy. Klub szukał możliwości skorzystania z usług wałbrzyszan, co wiązałoby się ze sporymi oszczędnościami – sędziowie spoza regionu kosztują więcej, należy im wypłacać delegacje. Lokalni mogli za to dorobić, bo meczów w weekend jest wiele, same grupy młodzieżowe to pięć, sześć lig. Sędzia stolikowy, w zależności od rozgrywek, otrzymuje od organizatora zawodów (klubu gospodarza) należność w wysokości kilkudziesięciu złotych za mecz. Sędzia boiskowy może liczyć na ok. dwukrotność tej stawki (im wyższe rozgrywki, tym kwoty rzecz jasna rosną).

Moja przygoda z sędziowaniem trwała jedynie przez dwa turnieje: turniej studencki i Półfinał Mistrzostw Polski U-16. Jako odpowiadający za obsługę zegara 24 sekund spisałem się chyba nieźle, choć nie obyło się bez zabawnych historii. W meczu kadetów Górnika ze Stalą Stalowa Wola nieudolnie podniosłem się z siedziska i niemrawym machnięciem nogą przypadkowo odłączyłem kable tablicy świetlnej. W wypełnionej kibicami hali zgasła tablica, straciliśmy na moment wynik.

Przed pięcioma laty na kursie szkolił Mirosław Wysocki, sędzia pierwszo- i drugoligowy, prowadzący obecnie także zawody Energii Basket Ligi Kobiet. Kurs odbywał się w hali przy ul. Wysockiego, w ciasnej sali na piętrze. Pomieszczenie już nie istnieje, przerobiono je na potrzeby internatu „Julia”. Spotkań było kilka, w tym te na hali (obiekt przy pl. Teatralnym, zamknięty latem 2013 roku). W kursie udział wzięli pasjonaci basketu: kibice, koszykarki i doskonale znany w regionie zawodnik, Kuba Kołodziej. Jedyny warunek? Skończone 15 lat.

Po pięciu latach z kilkunastu kursantów bliski kontakt z basketem mają cztery osoby. Wspomniany Kołodziej gra w Polonii Świdnica, Wiktoria Hałubek, wciąż ledwie 20-letnia, rozwija się w drugoligowym One Team Ostrów Wielkopolski, a Monika Sołtysiak (na zdjęciu głównym, dalej jako M.S.) oraz Monika Dubarek (niżej jako M.D.) sędziują przy stoliku do dziś.

Obie Moniki przeszły przez kurs jak burza. Obie wywodzą się z Boguszowa-Gorc, występowały w przeszłości w tamtejszym Mniszku, więc zasady gry nie były im obce.

M.D.: Moja przygoda sędziowska zaczęła się zaraz po tym, jak podjęłam decyzje o rezygnacji z gry w klubie. Początkowo uczestniczyłam w meczach młodszych koleżanek z drużyny Mniszka.  Wtedy nie przypuszczałam, że mogłabym zostać w tym na dłużej. Po jakimś czasie dowiedziałam się , że w Wałbrzychu organizowany jest kurs sędziowski. Skorzystałam z okazji i nie żałuję.

M.S.: Rozpoczęłam grę w koszykówkę w piątej klasie szkoły podstawowej, lecz po paru latach moja przygoda z nią się zakończyła. Dalej jednak chciałam robić coś związanego z koszem więc postanowiłam zostać sędzią.

Tylko dwie osoby z kursu w 2013 roku związały się na dłużej z sędziowaniem. Jak na kilkunastu kursantów, wynik mizerny. Czy aby na pewno?

Przepisy do gry w koszykówkę to wątpliwej grubości książeczka z logiem PZKosz. W środku prawny, brzmieniem przypominającym ustawy język opowiadał od podstawach reguł gry pod egidą międzynarodowej federacji koszykówki FIBA. Książeczka jest do przejścia, wiele zagadnień wydaje się oczywistych. Problem pojawia się przy kontakcie z interpretacjami sędziowskimi, czyli hipotetycznymi sytuacjami, które mogą wydarzyć się na parkiecie. Interpretacje to setki nieoczywistych przypadków, skumulowanych na ok. 200 stronach (tak było w 2013 roku). Przyswojenie tych zasad jest absolutnie kluczowe do prowadzenia zawodów. Nie wszystkim udało się przez nie przebrnąć.


Monika Dubarek, czwarta od prawej

W przeszłości niejednokrotnie zdarzyło mi się krytykować decyzje sędziów, ba, wciąż to robię. Po kursie sędziowskim, przy kontrowersyjnych decyzjach sędziowskich, biorę jednak głęboki oddech, bo zdaję sobie sprawę, jak wielkim wyzwaniem jest praca arbitra. Sędzia musi być przygotowany na kilkaset różnych wariantów zachowań „zawodnika drużyny A” względem „zawodnika drużyny B”.  Koszykówka to bardzo dynamiczna gra, której przepisy zmieniają się często. Dlatego też sędziowie co roku we wrześniu uczestniczą w konferencji w stolicy regionu, gdzie muszą potwierdzić znajomość reguł podczas testu. Ciężki kawałek chleba, nawet siedząc przy stoliku:

M.D.: To prawda, ta praca nie należy do najłatwiejszych, ale gdy wykonywana jest z pasją, to choćby była najtrudniejsza, jest to zupełnie nieodczuwalne.  Koszykówka towarzyszy mojemu życiu od dziecka. W klubie z Boguszowa-Gorc spędziłam najmłodsze lata mojego życia i mogę powiedzieć jedno – koszykówka mnie wychowała, ukształtowała mój charakter i wolę walki. Kurs sędziowski zrobiłam  z wielką przyjemnością, ponieważ dzięki temu mam nieustanny kontakt z tym sportem. Powiem szczerze, że dopiero po kursie zrozumiałam jakie miałam luki w tym zakresie będąc zawodniczką (śmiech)

Praca sędziego stolikowego dostarcza adrenaliny, bo każdy mecz jest inny, na parkiecie dzieją się różne rzeczy, czasem zawodzi sprzęt. Dobry sędzia stolikowy musi zachować zimną krew i koncentrację oraz być zdyscyplinowanym:

M.S.: Na mecz musimy stawić  się określoną ilość czasu przed rozpoczęciem, zależy to od poziomu rozgrywek. W tym czasie sekretarz powinien wypisać protokół, mierzący czas gry ustawić tablicę, a mierzący czas akcji sprawdzić czy zegar 24s działa. Musimy stosować się do wytycznych sędziów stolikowych, które są ustalone przez związek. Podczas meczu liczy się współpraca, najważniejsza jest komunikacja pomiędzy nami jak i sędziami boiskowymi. Każdy z sędziów na dany mecz ma wyznaczoną funkcję, na której musi się skupić, by nie popełnić błędu.

Obie Moniki zaczynały od rozgrywek młodzieżowych, w których wciąż uczestniczą. Ich kilkuletnie doświadczenie pozwala już prowadzić zawody na poziomie ligowym (drugoligowy Górnik, trzecioligowy MKS Szczawno-Zdrój). Dziewczyny pracowały także przy meczach reprezentacji Polski w Aqua Zdroju.

Funkcje przy stoliku różnią się od siebie specyfiką. Choć sędziowie są przeszkoleni we wszystkich, mają też swoje preferencje:

M.D.: Najbardziej lubię prowadzić zegar czasu akcji. Funkcja ta wiąże się z koniecznością dużego skupienia przez cały czas trwania spotkania. Chwila nieuwagi i łatwo popełnić błąd. Myślę, że ta funkcja należy do moich ulubionych, ponieważ była pierwszą którą wykonywałam. Najtrudniejsze zadanie przy stoliku wypełnia sekretarz zawodów, ponieważ ma on przypisane najwięcej obowiązków.

Sekretarz wypełnia protokół meczowy, wpisuje nazwiska zawodników, faule, punkty, informuje sędziego boiskowego o przewinieniach oraz o przerwach na żądanie. Do tego często musi wysłuchiwać pretensji impulsywnych trenerów. Do pracy używa kilku kolorów długopisów (kwarty różnią się kolorami), korzysta z linijki, brudnopisu. Trochę jak w szkole na stresującej klasówce, trochę jak podczas znanego z korporacji „multitaskingu”, czyli robienia kilku czynności na raz. Protokół jest najważniejszym sprawozdaniem z meczu i to wynik w nim zawarty jest wiążący. Na ogromnym arkuszu podpisują się trenerzy obu zespołów, to właśnie tam mogą znaleźć się też ich zastrzeżenia. Po meczu otrzymują kopie sprawozdań, kolor różowy przeznaczony jest dla drużyny wygranej, żółty dla pokonanych.

Dla drugiej Moniki to nie protokół meczowy stanowi największe wyzwanie:

M.S.: Najbliższa jest mi funkcja mierzącego czas gry, ponieważ od niej zaczynałam swoje sędziowanie. Najbardziej wymagające jest dla mnie mierzenie czasu akcji, gdyż nie zawsze jest łatwo ocenić ile sekund powinno zostać na zegarze 24 sekund (np. czy piłka dotknęła obręczy, albo czy przeciwnik wszedł w oczywiste posiadanie).

Prowadzenie zawodów koszykówki to nieustanne wyzwanie. W ostatnich latach zmiany przepisów przez FIBA doprowadziły do redefinicji tego sportu. Od 1 października 2010 roku łuk rzutu za trzy punkty  przesunięto z 6,25 m na 6,75 m, „pochowano” także słynną „trumnę”, czyli pole trzech sekund, które zmieniło kształt i swoje właściwości (pod koszem wprowadzono półkole szarży). Najbardziej dyskusyjną zmianą w europejskich przepisach pozostaje jednak intepretacja rzutu sędziowskiego. Obecnie o posiadaniu w sytuacji spornej decyduje umieszczona przy stoliku sędziowskim strzałka. Obie Moniki mają co do tego bardzo kontrowersyjnego przepisu odmienne zdania.

M.D.: Przepis jest jak najbardziej w porządku. Nie przychodzi mi do głowy inny rozsądny sposób na ustalenie posiadania piłki w sytuacji spornej. Według mnie przepis mówiący o strzalce jest fair play dla obu drużyn i nie pozostawia żadnej z nich w sytuacji niekorzystnej.

M.S.: Moim zdaniem ciekawiej by było, gdyby przy piłce spornej wykonywany był rzut sędziowski, a nie decydowała strzałka o posiadaniu piłki.

Sędziowie to normalni ludzie, im też zdarza się popełniać błędy. Nawet tym najlepszym. Przykład?

Półfinał Mistrzostw Świata 2010 w Stambule. Kerem Tunceri wchodzi pod kosz i po dwutakcie daje Turcji prowadzenie 83:82 w meczu z Serbią, gdy do końca pozostało 0.5 sekundy. Na dokładnych powtórkach widać, że rozgrywający gospodarzy po złapaniu piłki przekroczył linię końcową boiska, czego arbitrzy nie zauważyli. Na 0.5 sek Serbowie próbują zagrania pod kosz. Pomiędzy zawodnikami jest kontakt w powietrzu, ale stojący przed szalenie trudną decyzją sędziowie nie odgwizdali faulu. Turcja, ku uciesze miejscowych kibiców, awansowała do finału.

Koszykówka, ze swoimi modyfikacjami reguł gry, jest jak rozpędzone, przechodzące częste przeglądy pendolino. Sędziowie co roku zdają testy, by załapać się do wagonu i nie pozostać na stacji. Również przed tym sezonem doszło do istotnych zmian, o których trzeba pamiętać – nawet z perspektywy trybun.

M.S.: Zmieniła się interpretacja celowego zatrzymania kontrataku, dawniej było to traktowane jako przewinienie taktyczne, a teraz jest to faul niesportowy. Kibicom dużo problemów sprawia także ocena błędu kroków, ponieważ zawodnicy mogą wykonać tzw. krok zerowy.

Czym jest krok zerowy? Za probasket.pl:

W teorii wygląda to tak, że zawodnicy nadal mogą wykonać tylko dwa kroki, kiedy nie kozłują piłki. W praktyce są to jednak trzy kroki. Dlaczego? Bo jeśli gracz biegnie do kontry i dostanie podanie od kolegi z drużyny, to pierwszy krok, kiedy łapie piłkę, jest nazywany krokiem „zerowym”. Kolejne dwa to odpowiednio „pierwszy” i „drugi”.

M.D.: Znajomość przepisów to podstawa. Według mnie nie tylko sędziowie powinni znać przepisy. Trenerzy oraz kibice często wytykają błędy sędziom, niekoniecznie znając reguły gry. W przepisach jest dużo różnych ciekawostek, których nie sposób opisać w kilku zdaniach.

Percepcję utrudnia na pewno oglądanie NBA, gdzie zasady są w wielu miejscach zupełnie inne od tych stosowanych przez organizację FIBA. Znajomość wszystkich niuansów gry dla kibica jest niemożliwa. To, co mogą zrobić, to zweryfikować swoje boiskowe reakcje, bo sędzia też człowiek i na sznur nie zasłużył.

Foto: Dawid Wójcikowski

Czytaj także w serii "Kontra":