W sezonie 2017/18 zobaczymy kompletnie odmienioną drużynę Górnika. W odmłodzonym składzie dużą rolę będzie spełniał Damian Durski. Zbliżające się rozgrywki mogą być dla 19-letniego wychowanka przełomowe. Świadczą o tym jego dobra postawa w sparingach oraz doświadczenie w przebijaniu się do świadomości niedowiarków.



„Hawajska” znajduje się przy ul. Dereniowej. Południe stolicy, blisko „wylotówki” na Piaseczno. „Hawajska”, czyli nieduża hala będąca częścią Ursynowskiego Centrum Sportu i Rekreacji, niemal sąsiaduje z Kościołem Św. Tomasza Apostoła. W „Hawajskiej”, w kwietniu 2015 roku, juniorzy Górnika Wałbrzych grali o awans do finałów Mistrzostw Polski U-18 z Treflem Sopot.

Dwa lata wcześniej biało-niebiescy nie dali sopocianom rady w MP U-16, przegrywając przed wałbrzyską publicznością aż 62:88. Po pierwszych minutach starcia w stolicy wydawało się, że trzeba podejść do pobliskiego kościoła i złożyć ręce do modlitwy. Trefl zaczął bowiem od mocnego 9:0, po dziesięciu minutach prowadził już 31:11. Wałbrzyszanie pokazali jednak charakter i stopniowo odrabiali straty w drugiej kwarcie. W trzeciej grali koncertowo, wygrywając ją 27:15. W ostatniej też byli lepsi, pokonali Trefl 84:74. Ojcem zwycięstwa był Damian Durski – autor 27 punktów, 7 zbiórek i 7 asyst. W kolejnym meczu, z gospodarzami, notuje triple-double (13 pkt, 15 zb i 13 as), z Siarką Tarnobrzeg rzuca 20 punktów, jest najlepszym strzelcem Górnika. Wałbrzyszanie niespodziewanie wygrywają grupę i meldują się w finałach. W sześciu meczach fazy centralnej MP U-18 obrońca biało-niebieskich notuje śr. 19 pkt, 10 zb i 6 as, trafiając 40% rzutów za 2, 30% za 3 i 83% z linii rzutów wolnych. W kwietniu 2015 roku juniorski Górnik był drużyną Durskiego.

Nie zawsze jednak tak było.

Dotarcie juniorów do finałów U-18 było niespodzianką, ale co dopiero powiedzieć o sukcesie tej samej drużyny w czempionacie U-14, gdy to sensacyjnie dotarła aż do strefy medalowej i meczu o brązowy medal? Był czerwiec 2011 roku, Górnik przegrał z Pyrą Poznań 40:57, a Damian Durski był niczym niewyróżniającym się zmiennikiem. W spotkaniu o medal nie zdobył punktów, w całej fazie centralnej zagrał w pięciu meczach zdobywając w sumie… trzy punkty. Niewysoki, nie wpisywał się w żadne schematy, tak dobrze „oklepane” w młodzieżowym baskecie terminy zawodnika wczesno- i późnorozwojowego.

Durski rozwinął się w kadetach, ale nawet jego koledzy z drużyny nie byli przekonani, że to wystarczy na odgrywanie ważnej roli w seniorach:

Za czasów młodzika i kadeta chyba mało kto się spodziewał, że Damian ma szanse grać w pierwszej drużynie. Na tle zespołu nie wyróżniał się jakoś szczególnie. Dopiero w juniorach było widać, że wszedł na wyższy poziom. Zaczął robić dużą różnicę, na tle rówieśników przeważał dynamiką i chęcią wygrywania, dlatego na treningach wolałem być z nim w drużynie (śmiech)  – wspomina Marcin Jeziorowski, kolega z zespołów młodzieżowych, a obecnie z drugoligowej ekipy Górnika.

To w rozgrywkach juniorów Durski na dobre dołączył już do Łukasza Kołaczyńskiego i Macieja Krzymińskiego, którzy nadawali ton rocznikowi 1997 od początku. Jak do tego doszło? Michał Borzemski, który pracował z Durskim w grupach młodzieżowych Górnika, nie ma wątpliwości:

Damian to chłopak, który od początku istnienia rocznika ’97 był troszkę w cieniu innych, nie wyróżniał się niczym specjalnym. Dzięki swojej zaciętości w dążeniu do bycia lepszym koszykarzem ciężko pracował na ten moment, w którym znajduje się obecnie. Przykład? Kilka lat temu trenowaliśmy razem indywidualnie w okresie wakacji. Damian przede wszystkim słucha, chce się rozwijać, współpraca z takim zawodnikiem jest profesjonalna. Często musiał przyjmować krytyczne uwagi w celu poprawienia swojej gry, ale to nie miało dla niego znaczenia, brał wszystko na przysłowiową klatę i zawsze był chętny do pracy.



W pierwszym zespole na gwiazdę rozgrywek młodzieżowych, jaką był Durski, nikt nie czekał jednak z otwartymi ramionami. Zadebiutował w nim już w sezonie 2014/15, ale duża konkurencja, bardziej doświadczeni rywale o miejsce w składzie i wysoko postawiony cel dla klubu, oznaczały dla niego epizody na parkiecie. Na dobre do zespołu Arkadiusza Chlebdy wszedł dopiero w ubiegłych rozgrywkach, ale w walczącym o awans Górniku był w cieniu Rafała Niesobskiego. Przed rokiem, w rozmowie z naszym portalem, zapowiadał walkę o minuty gry:

Przede wszystkim muszę zbudować zaufanie u trenera, które pozwoli mu na mnie postawić. Muszę go przekonać, że warto to zrobić, że dam radę nie tylko, gdy wynik jest przesądzony, ale gdy jest jeszcze otwarty. Wierzę, że jest taka szansa, że w 2. lidze będę znaczył więcej.

Na swoją szansę musiał czekać jednak aż do końca listopada. Dopiero wtedy, w starciu z Obrą Kościan, zagrał dłużej niż 11 minut. W 29 minut zdobył 7 punktów. Jego rekord sezonu to 11 puntków w 9 minut, w starciu z Sudetami Jelenia Góra. Decydował o obliczu Górnika, ale tego trzecioligowego, gdy to rzucił 40 punktów Polonii Świdnica oraz poprowadził biało-niebieskich do prestiżowej wygranej w Szczawnie-Zdroju z Basketem, choć w jego kierunku kierowano nieustanne gwizdy i buczenie. W kontekście całego drugoligowego sezonu był tylko zadaniowcem, niczym się nie wyróżnił. W decydującej o awansie do półfinału serii z R8 Politechniką Kraków na parkiecie spędził ledwie dwie minuty.

Teraz ma być wreszcie inaczej.



Odmłodzony, obudowany juniorami Górnik ma się opierać między innymi na wychodzącym w pierwszej piątce Durskim. Pierwszy sparing miał być dla tej koncepcji ostrzeżeniem – wałbrzyszan rozniósł mocno przeciętny MKS Otmuchów, a grający jako rzucający obrońca wychowanek spudłował wszystkie rzuty z gry. Później było już tylko lepiej. Z Koszem Pleszew się pokazał, w starciu z Sudetami Jelenia Góra był trzecim strzelcem zespołu (14 pkt), z Oleśnicą i Polkątami drugim (po 18 pkt), a z Tarnovią liderem tej klasyfikacji (18 „oczek”). Durski korzysta ze swojej dynamiki i zdecydowania, będąc urzeczywistnieniem pomysłów nowego trenera, Marcina Radomskiego. Postępy wychowanka docenia sam kapitan zespołu, Rafał Glapiński:

Damian to zawodnik, który sumiennie trenuje i jeśli skoncentruje się na baskecie ma dużą szansę aby wejść na wyższy poziom. Jest silny i dobrze broni na piłce. Przez swój atletyzm daje zawsze ponowienia w ataku, co jest nieocenione. Jako młody zawodnik ma ciąg na kosz i w tym także upatruję jego szansę (…) Osobiście mam nadzieję, że da nam dużo dobrego w tym sezonie, trzymam za niego kciuki.

Durski dopiero w grudniu skończy 20 lat i jego ciągły rozwój i dobra postawa w meczach testowych rzecz jasna nie oznaczają spoczęcia na laurach. Młody obrońca ma jeszcze sporo do poprawienia w swojej grze.

Raz jeszcze Glapiński:

Aby zrobić duży postęp musi pracować nad wachlarzem ofensywnym, tzn. nad rzutem po zatrzymaniu lub po zasłonach, penetracją na słabszą rękę oraz, jako niski gracz, nad organizacją gry.   




Durskiego czeka kolejny rok kruszenia ligowego muru, następna, ale tym razem oparta na minutach gry, próba zadomowienia się w dorosłym baskecie. Nadszedł czas by przebojowy chłopak z ciasnej hali na Ursynowie odrodził się w dorosłym baskecie. Damian jest w tym samym wieku, co jego imiennik, Damian Pieloch, gdy ten w 2009 roku dostał większą szansę gry w Górniku. Osiem lat od tamtych wydarzeń Pieloch ma opinię bardzo solidnego pierwszoligowca, który w zbliżającym się sezonie na dobre zadebiutuje w ekstraklasie.

Jednym z ulubionych filmów Durskiego jest oparta na książce Stephena Kinga „Zielona Mila”. Zamiast znanej z tego obrazu mrocznej drogi ku kresom egzystencji, Damianowi życzymy mili usłanej różami, prowadzącej na sam koszykarski szczyt.

Foto: Wałbrzych dla Was/Krysia Lemańska

Także w serii "Kontra":

POCZTÓWKA Z KALIFORNII, CZYLI CZY PAMIĘTACIE ARCHIEGO?

DEFENSOR Z JAJAMI. HISTORIA MICHAŁA SARANA

(NIE)ZGODNE WSPÓŁISTNIENIE. GÓRNIK VS ŚLĄSK