To było prawdziwe wałbrzyskie „wejście smoka”. Weronika Grzelak, pięcioboistka z LKS-u Górnik Wałbrzych, zdobyła złoty medal Halowych Mistrzostw Polski w Toruniu. Niespełna 20-letnia wałbrzyszanka wygrała rywalizację w swoim debiucie wśród seniorów!

Grzelak zgromadziła najwięcej punktów w klasyfikacji generalnej pięcioboju. Zawodniczka Górnika była druga w skoku wzwyż, druga w biegu na 800 m i czwarta w pchnięciu kulą. Wygrała za to w biegu na 60 m przez płotki, ustanawiając rekord życiowy oraz nie dając żadnych szans rywalkom w skoku w dal, gdzie wyprzedziła kolejną w zestawieniu zawodniczkę o aż 24 centymetry!

Podopieczna Grzegorza Banaszka to trzykrotna halowa mistrzyni Polski w zawodach juniorskich, ostatnio powołana także do kadry narodowej, gdzie często widuje się z najgorętszymi nazwiskami polskiej lekkoatletyki tj. Ewa Swoboda, Piotr Lisek czy Adam Kszczot.

Naszemu portalowi opowiada o swojej karierze, sukcesach i marzeniach, stąpając przy tym twardo po ziemi.

 



Jak to jest być mistrzem Polski?

To dobre pytanie (śmiech). Czuję się dokładnie tak samo jak dzień przed zdobyciem złotego medalu. Dla mnie to nie jest coś niesamowitego, mam jeszcze sporo pracy przed sobą, a to jest tylko jeden mały sukces w mojej sportowej drodze. Pewnie, że ten tytuł cieszy, ale nie można spocząć na laurach.

 

Z jakim celem jechałaś do Torunia?

Przede wszystkim to miała być walka z samą sobą. Czasami dobrze jest sie skupić na sobie, a nie rywalkach, szczególnie na większych imprezach. Jechałam tam z nastawieniem na rekordy życiowe i walkę do końca o jak najlepszy rezultat.

 

Zawodniczka Górnika pokonuje rywalki z Akademii Wychowania Fizycznego. Wielu na pewno sie zastanawia jak to możliwe. Jak wygląda dzień treningowy Weroniki Grzelak?

Teraz, ze względu na to, że studiuję mój dzień jest trochę cięższy niż dotychczas. Jestem na zajęciach zazwyczaj od 8 do 15, potem szybko na trening, który zaczyna się o 16, dwie godzinki i wracam do domu. Nauka wzywa! Zdaję sobie sprawę, że dwie godziny dziennie to nie jest dużo. Jedynie na zgrupowaniach możemy sobie pozwolić na więcej. Właściwie cieszę się z tego - przynajmniej wiem, że mam spore rezerwy w treningu i wydłużenie czasu tylko pozytywnie wypłynie na moje wyniki. Ale wszystko w swoim czasie.

 

Co studiujesz i dlaczego akurat ten konkretny kierunek?

Studiuję filologię angielską na PWSZ w Wałbrzychu. Wybrałam właśnie ten kierunek, bo uważam, że daje mi największe szanse na rozwój. Sport to sport, wiadomo, różnie może być, dlatego chciałam mieć „plan B” w razie gdyby coś poszłoby nie po mojej myśli. Poza tym uważam, że język angielski zawsze się przyda i pomoże, chociażby na zawodach czy zgrupowaniach zagranicznych. Jestem na pierwszym roku, jest mi ciężko, z powodu zgrupowań muszę często opuszczać zajęcia, ale wszystko udaje mi się jak na razie ogarnąć.

 

Co cię skłoniło do trenowania lekkiej atletyki? To przecież wyjątkowo wymagająca dyscyplina sportu.

W podstawówce miałam dobrego nauczyciela od WF-u. Nie graliśmy tylko w gry zespołowe, jak to zwykle bywa. Raz w tygodniu, na dwie godziny, wychodziliśmy na halę lekkoatletyczną na Nowym Mieście i biegaliśmy, skakaliśmy w dal. Juz wtedy bardzo mi się to podobało, dlatego przy wyborze gimnazjum postawiłam właśnie na sport. Wybrałam Gimnazjum Sportowe nr 11 przy 4 LO, bo właśnie tam była klasa lekkoatletyczna. Tam wszystko sie zaczęło...Teraz wiem, że to była najlepsza decyzja z moim życiu.

 

Wałbrzych ma szczęście do pięcioboistek. Z naszego miasta wywodzi się rekordzistka Polski, mistrzyni Europy i wicemistrzyni świata, Urszula Włodarczyk. Biorąc pod uwagę wynik z Torunia, do jej rekordu brakuje ci jeszcze prawie 800 punktów. Planujesz pościg po rekord Włodarczyk?

To dopiero mój pierwszy rok w seniorskich zawodach, nie myślałam jeszcze o tym. Nie mam planu, ale nie wykluczam że w przyszłości rekord Pani Włodarczyk może być zagrożony (uśmiech). Pożyjemy, zobaczymy.

 

Masz jakiegoś sportowego idola?

Mam bardzo dużo osób, które bardzo mnie inspirują, jeśli chodzi o wielobój to na pewno Ashton Eaton (Amerykanin, dwukrotny mistrz olimpijski w dziesięcioboju, trzykrotny mistrz świata w siedmioboju – przyp. red.), Jessica Ennis-Hill (Brytyjka, m.in. mistrzyni olimpijska, mistrzyni Europy, trzykrotna mistrzyni świata w siedmioboju – przyp. red.), czy Belgijka Nafissatou Thiam, która mimo młodego wieku wywalczyła złoto na Igrzyskach Olimpijskich w Rio. Bardzo mi imponują, ale staram się nie naśladować ich, chciałabym przy tym wszystkim przede wszystkim być sobą.

 

Lekkoatletka musi dbać o dietę i dobrą formę fizyczną. Co lubisz jeść, gdy możesz sobie pozwolić na więcej?

Pizza mojej mamy to zdecydowanie najlepsza rzecz pod słońcem! Do tego dobre waniliowe lody i niczego więcej mi do szczęścia nie trzeba. No chyba, że karmelowej czekolady (śmiech).

 

Jakie są twoje zainteresowania poza uprawianą dziedzina sportu?

Uwielbiam malować i myślę, ze wychodzi mi to całkiem nieźle. Od dziecka chciałam pracować jako charakteryzatorka czy ilustratorka. Sztuka to poza sportem coś, co zawsze mnie kręciło.

 

Wspomniana przez ciebie Jessica Ennis-Hill to jedna z najpopularniejszych sportsmenek na Wyspach. Jej bestsellerowa autobiografia nosi tytul: „Unbelievable. From Childhood Dreams To Winning Olympic Gold” (pl. „Nieprawdopodobne. Od dziecięcych marzeń do olimpijskiego złota"). Swoje sportowe marzenia już spełniasz. Pozostaje życzyć złota na Olimpiadzie!

Dziękuję bardzo!


Czytaj więcej:

WAŁBRZYSZANKA MISTRZEM POLSKI!

 
Foto: Tomasz Kasjaniuk, Weronika Grzelak