Na początku tygodnia pisaliśmy o tym, że Olga Tokarczuk wróciła do swojej zaplanowanej kilka lat temu powieści o Sokołowsku i spędza nad nią wieczory. Tymczasem po drugiej stronie Stożka Wielkiego osadzi akcję swojej najnowszej powieści Joanna Bator. Jeszcze tak literacko nie było na południe od Wałbrzycha.


Tyle się wydarzy między Suchawą a Dzikowcem

Przypomnijmy: Olga Tokarczuk pracuje obecnie nad projektem powieści, który ma już kilka lat, i który odłożyła, żeby napisać "Xięgi Jakubowe". To "horror mizogyniczny", dla którego punktem wyjścia będzie "Czarodziejska Góra" Tomasza Manna, dzieło, która zafascynowało, a potem zirytowało autorkę do tego stopnia, że postanowiła stworzyć jego feministyczny pastisz i osadzić akcję w sanatorium, które stanowiło wzór dla Davos, czyli w Gőrbersdorfie, znanym dziś jako Sokołowsko, gdzieś pod koniec XIX wieku. - Dzieją się tam bardzo dziwne rzeczy - zapowiada pisarka.



Natomiast inspiracją do powieści Joanny Bator „Gorzko, gorzko”, czy też raczej do jednego z jej wątków, będzie wyjątkowo wstrząsająca zbrodnia, która ponoć miała miejsce we wsi Langwaltersdorf (dziś Unisław Śląski) w 1895 roku, a dokonała jej kobieta. Ta właśnie postać odzwierciedli się na kartach powieści w jednej z bohaterek o imieniu Berta Koch. Berta również będzie mieszkała w Langwaltersdorfie, a grób matki będzie odwiedzać na starym cmentarzu, dziś przy ruinach kościoła ewangelickiego.



Pytając o początek

- To dość długa historia, bo właśnie sobie przypomniałam nasz pamiętny spacer z Mateuszem Mykytyszynem w marcu 2017 roku, podczas którego poznałam pewną lokalną opowieść. „Gorzko, gorzko” zaczyna się w Langswalterdorfie w 1936 roku. Tyle mogę zdradzić z czystym sercem, bo nie ma planu szczegółowego. Jest tylko taka „zahaczka” o tę opowieść. Początek już powstał. Berta Koch jest prababką, jej historię poznajemy z punktu widzenia prawnuczki Barbary – zdradza Joanna Bator, która podczas ostatniej dłuższej wizyty w Wałbrzychu, związanej ze zdjęciami do filmu „Ciemno, prawie noc”, zdążyła odwiedzić Unisław symboliczne trzy razy.




W powieści „mignie” także Sokołowsko. Joanna Bator odebrała z Biblioteki pod Atlantami pokaźny plik materiałów na temat dolnośląskiego Davos. - To dla mojej bohaterki przestrzeń magiczna, jest tam słynne sanatorium, na razie nic więcej – mówi autorka „Ciemno, prawie noc”. Gdyby Barbara wybrała się do Sokołowska, to mogłaby tam spotkać bohaterki nowej powieści Olgi Tokarczuk, dziejącej się tam nieco wcześniej...


To będzie inna powieść


Niż poprzednie. Przede wszystkim dlatego, że tamte powstawały dość szybko, a teraz pisarka chce dać sobie więcej czasu, rok, raczej dwa lata. - Będzie trochę pracy przy źródłach, co jest dla mnie wyjątkowe zupełnie – mówi. - Myślę, że powstanie coś zupełnie nowego, ale to początek i nie wiem, dokąd mnie do zaprowadzi. Na pewno pojawi się znowu Wałbrzych, bo córka Berty i babka narratorki będzie tam mieszkała. W jakiej dzielnicy? Nie wiem, chodzi mi po głowie Nowe Miasto, może jakiś powrót na Piaskową Górę?


Spomiędzy „Piaskowej Góry” i „Ciemno, prawie noc” będzie atmosfera nowej powieści, zawierającej w sobie elementy kryminału i thrillera. Joanna Bator zapowiada, że teraz będzie opowiadać w prosty sposób, podobnie jak w swojej najnowszej książce, "Purezento" i nie chce już dręczyć czytelników trudnymi strategiami narracyjnymi.



Od Wałbrzycha nie ma ucieczki

Powstające powieści dają wyraz temu, co mówią obie pisarki - zamierzają w jakiś sposób tu wrócić i mocniej związać się z naszym regionem.

- Opowieści przeżyte przez ciało są tak ważne. Przeżyłam tu pierwsze 18 lat życia, nie tylko te pierwsze powroty są znaczące, teraz ten powrót podczas realizacji filmu czyni tę ziemię i tę historię jeszcze bliższymi. Teraz jeszcze bardziej związałam się z Wałbrzychem, poznałam nowych ludzi i przyjeżdżam już nie tylko odwiedzać rodziców, mam tu bardzo bliskich przyjaciół. A po wizycie w Sokołowsku niewykluczone, że chciałabym tam mieć jakąś bazę. To naprawdę niesamowite miejsce – stwierdza autorka. Czym się to wszystko skończy? Zobaczymy.



A jakie jest pierwsze zdanie?


- Ładne. I być może będzie to drugie pierwsze zdanie, które zapamiętam, po tym z „Piaskowej Góry”, bo pamiętam tylko: „Jadzia toczy się i kula”. Tak fajnie mi weszło pod pióro, przewrotne, intrygujące – snuje wątek tajemnicy Joanna Bator.


Na razie nie wiadomo, czy i w tej powieści pojawią się jakieś zwierzęta i jakie znaczenia ze sobą przyniosą, ale na pierwszych dziesięciu stronach jedno już jest – i jest to świnia.

- Co będzie dalej, nie wiem, bo książka zawsze mnie zaskakuje podczas pisania – konkluduje pisarka. - Powstała pierwsza scena, z punktu widzenia prawnuczki, ale co pomiędzy zbrodnią prababki, a prawnuczką? Wiem, że to będzie saga kobieca, że będą tam cztery bohaterki – Berta, jej córka Elżbieta, jej wnuczka Violetta i prawnuczka Barbara.


A kiedy obie powieści się ukażą, to pozycja Wałbrzycha i obu leżących w jego sąsiedztwie miejscowości na mapie literatury stanie się naprawdę unikatowa.