Wałbrzych będzie miastem zbrodni – ogłosiła w zamku Książ Olga Tokarczuk i miała po temu ważkie powody. Poza tym była mowa o tabliczce na Szlifierskiej, o miejscowości Gőrbersdorf, o nowym tomie opowiadań, 15 fotografów zaprezentowało prace zainspirowane twórczością związanej z Wałbrzychem pisarki, swoją wystawę otworzył też Tadeusz Rupociński.


Wszystko to odbyło się w ramach Wałbrzyskiego Weekendu Fotografii organizowanego przez Wałbrzyski Klub Fotograficzny. Jak mówił jego prezes, Jarosław Michalak, fotografowie co roku starają się zorganizować takie wydarzenie, zapraszając jakąś wybitną postać – rok temu był to Bogdan Konopka, w tym roku Paweł Żak, którego wystawę można oglądać w Starej Kopalni. A na zaproszenie WKF do Książa przyjechała też Olga Tokarczuk, obejrzeć, jak cytaty z jej książek zainspirowały wałbrzyskich fotografów. Pisarka mówiła wiele o naszym mieście, w którym przez kilka lat mieszkała, pracowała i nawet założyła tu pierwszą poradnię antyalkoholową.



Tu się poczułam pisarką

- Każdy przyjazd do Wałbrzycha mnie wzrusza, choć nie mieszkam tu już od dawna. Jestem autorką związaną z czterema miastami, które mnie wyróżniły w jakiś sposób – to Wałbrzych, Wrocław, Nowa Ruda i Bardo Śląskie. Wałbrzych mnie ukształtował jako pisarkę, nauczył mnie wrażliwości na krajobraz, na detal, na ból świata. Byłam tu w czasach przełomu komunizmu i kapitalizmu, kiedy Wałbrzych upadł, ale dla mnie był to czas bardzo soczysty, inspirujący. Wałbrzych staje się dziś miastem podziwianym i szanowanym dzięki temu, że stanął na nogi. Chciałabym, żeby literatura towarzyszyła jakoś temu cudowi – mówiła autorka, która zapowiedziała swój powrót w okolice Nowej Rudy, gdzie znów zamierza wkrótce zamieszkać. A i o jej mieszkaniu na Szlifierskiej (Piaskowa Góra) była mowa.

- To tutaj zostałam pisarką, kiedy przyszła pocztą moja pierwsza książka, "Podróż ludzi Księgi" (1993). Wzięłam ją od listonosza, weszłam do pokoju, otworzyłam kopertę i pomyślałam: "Ja to zrobiłam!" Myślę, że chyba to samo czuł Bóg na tym słynnym obrazie Leonarda da Vinci. Chyba sobie kiedyś taką małą tabliczkę na Szlifierskiej zamontuję: "Tu się poczułam pisarką". To żart oczywiście – śmiała się Olga Tokarczuk.

Dowiedzieliśmy się też, gdzie w Wałbrzychu jest sklep, w którym sprzedaje się czas. A raczej był. Autorce chodziło o stary antykwariat, który przez wiele lat istniał w pobliżu kościoła p. w. Aniołów Stróżów. Kupiła tam poniemiecką puszkę na kanapki, a napis na niej "Walter Krone" stał się imieniem i nazwiskiem jednego z bohaterów "Prawieku i innych czasów".



Nie mam zawodu

Pojawiły się też wspomnienia związane z Bardem Śląskim. - W tamtych czasach było to miasto smutne, zniszczone, ale piękne w swoim smutku. Tam umieściłam akcję swojego opowiadania, a potem zostałam tam zaproszona na spotkanie autorskie i zdałam sobie sprawę, że wszyscy, którzy tam byli, uważali to opowiadanie za prawdziwe. A to ja wymyśliłam tę postać i całą fabułę. Zawstydziłam się wtedy, że nie mam możliwości tworzenia prawdy, ale to nie jest zwykłe zmyślenie, tylko fikcja literacka. Literatura ma ten świat scalać, nadawać mu sens – mówiła Olga Tokarczuk.

Tytuł Zasłużonego dla Miasta Wałbrzycha, który autorka otrzymała w 2016 roku, stał się pretekstem do rozważań na temat końcówek fleksyjnych. - Tam, gdzie powstaje proces twórczy, tam już nie ma płci. Ale póki żyję, mam dowód osobisty i zameldowanie, to jestem kobietą i "zasłużoną". Może przyjdą czasy, że będą tylko zasłużone, że nawet jak będzie Jan Kowalski, to on też będzie zasłużoną – żartowała pisarka.

Olga Tokarczuk mówiła też o swoim warsztacie. Używała wielu pseudonimów, takich jak Natasza Gorodin, próbowała różnych tożsamości, malowała, śpiewała, ale w pewnym momencie musiała dokonać wyboru i zdecydowała się na pisanie, a potem pozostało tylko ono. - Zapomniałam całą psychologię, poza pisaniem nie umiem nic, nie mam zawodu – wyznała autorka.



Postaci żywot własny

Dyskusja o intuicji autorskiej stała się pretekstem do opowieści o Marcie, bohaterce "Domu dziennego, domu nocnego". - Wymyśliłam ją od początku do końca, pamiętam, kiedy, opisałam ją ze szczegółami i w pewnym momencie ona zaczęła robić takie dziwne fikołki. Pisałam coś i nagle na końcu dodawałam "mówi Marta". Po raz pierwszy miałam wtedy wrażenie, że ona mi się wyrywa, że tracę nad nią kontrolę. Potem zdarzało mi się to wiele razy i już teraz wiem, że postacie literackie w pewnym momencie stają się autonomiczne, po prostu robią, co chcą – i to jest dla pisarzy najlepsze. Dzięki tej książce udało mi się skontaktować z dawnymi mieszkańcami mojego domu, Niemcami. Przyjechali i kładą przede mną fotografię małżeństwa, widzę kobietę dokładnie taką, jak opisywana przeze mnie Marta – ten sam przedziałek, ten sam sweter z rozciągniętymi dziurkami. Przeszedł mnie dreszcz, pytam, kto to jest, a ten Siegfried odpowiada – to jest Marta, moja babcia. Zaraz, zaraz, mówię sobie, przecież ja nie wierzę w takie rzeczy... ale stało się – mówiła Olga Tokarczuk.

Własne życie, choć w inny sposób, zyskała też Janina Duszejko, bohaterka powieści kryminalnej "Prowadź swój pług przez kości umarłych", sfilmowanej ostatnio przez Agnieszkę Holland jako "Pokot". - Duszejko się rozmnożyła, dostaję sporo e-maili z okrzykiem: "Janina Duszejko to ja!" Mam też takie zdjęcie z jednej z manifestacji przeciwko posunięciom ministra Szyszki, na którym jest transparent: "Janina Duszejko wam tego nie daruje!" Brzmiało groźnie – zauważyła pisarka.



Nowe opowiadania, czas na Sokołowsko - i zbrodnie

Była też mowa o najnowszych pracach i planach związanej z naszym miastem autorki. Teraz na język hebrajski jest tłumaczona jej ostatnia powieść, "Xięgi Jakubowe", a na etapie ostatniej korekty jest tom "Opowiadania bizarne", z którym miłośnicy twórczości Olgi Tokarczuk będą się mogli zapoznać już w kwietniu. I jest też zapowiedź kolejnej książki. Może to już ta.

- Buszując w bibliotece taty wypatrzyłam księgę, która tym się wyróżniała, że była bardzo niedostępna i zniechęcająca. Między innymi nie było tam dialogów, ale wreszcie postanowiłam stawić jej czoła. To była "Czarodziejska Góra" Tomasza Manna. Kiedy pierwszy raz ją czytałam, oszołomiło mnie jej bogactwo intelektualne, ważkość. Ale za drugim czy trzecim razem stwierdziłam, że ci nadęci faceci, co w sanatorium przeciwgruźliczym gadają tymi napuszonymi słowami, oderwani od świata, w którym zaraz wybuchnie II wojna światowa, są śmieszni, a książka wydała mi się komedią – wspominała Olga Tokarczuk i to właśnie te przeżycia z "Czarodziejską Górą" stały się pretekstem do napisania feministycznego pastiszu wielkiego dzieła Manna, osadzonego w sanatorium, które stanowiło wzór dla Davos, czyli w Gőrbersdorfie, znanym dziś jako Sokołowsko.

- To jest taki pomysł, który ciągnę za sobą do napisania. Wczoraj nad tym siedziałam, siedzę od jakiegoś czasu. Akcja dzieje się pod koniec XIX wieku, dzieją się tam bardzo dziwne rzeczy, ja to nazwałam horrorem mizogynicznym, ale uważam, że mówienie o książkach, których jeszcze nie ma, jest jakoś nieodpowiednie – przerwała swą zapowiedź pisarka. Ma za to dla wałbrzyszan inną ciekawą informację. W lipcu Wałbrzych stanie się miastem zbrodni.

- Od 13 do 23 lipca będzie się w Nowej Rudzie odbywał festiwal "Góry Literatury". Jak w zeszłym roku, jego część zostanie przeniesiona do Wałbrzycha i w tym roku w pierwszy weekend festiwalu w Starej Kopalni odbędą się warsztaty pisania kryminałów. Gośćmi festiwalu mają być Łukasz Orbitowski, Zygmunt Miłoszewski i Wojciech Chmielarz. W Wałbrzychu odbędzie się też gra miejska i mam nadzieję na wysyp kryminałów w tym mieście, więc można już rezerwować urlopy na ten termin – zapowiedziała pisarka.



Do zobaczenia w Książu

Spotkanie zakończył wernisaż 15 wałbrzyskich fotografów z WKF oraz współczesnych i archiwalnych fotografii Tadeusza Rupocińskiego

- Sztukę fotografii darzę ogromną atencją i podziwem, ale nie umiałabym zrobić najprostszego zdjęcia. Jestem tym związana z fotografią, że kompletnie nie mam tego talentu. Obraz jest mocniejszy niż zdanie i stąd ta moja niesamowita zazdrość wobec obrazu. Obrazu używają czarodzieje, a my jesteśmy tylko pisarzami – wyznała pisarka, która dopiero podczas wernisażu zobaczyła dobór cytatów i wyznała, że teraz one już nie są jej, należą do autorów zdjęć. Był też czas na życzenia urodzinowe dla Olgi Tokarczuk i tort z okazji wernisażu. Wystawę "Dom dzienny, dom nocny" oraz fotografie Tadeusza Rupocińskiego, którego benefis towarzyszył wydarzeniu, można oglądać w Galerii Chagalla w zamku Książ.

Lista fotografów: Anniuk-Gulak Teresa, Arcimowicz Marek, Beresztan Marta, Chmielewska Joanna, Hefid Gwidon, Kostrzewska Joanna, Michalak Jarosław, Misiak Przemysław, Rak Artur, Rupociński Tadeusz, Strzępek Brygida, Szabliński Jordan, Ślaziński Jacek, Wasilewicz Tomasz, Woźniak Mariusz.

Czytaj też:
OLGA TOKARCZUK: SZLIFIERSKA RZĄDZI! CIĄGLE JESTEM STĄD
OLGA TOKARCZUK ZASŁUŻONA DLA MIASTA WAŁBRZYCHA

Magdalena Sakowska
Foto: JK