Jedni uważają, że rośliny w sypialni budują nastrój, pomagają się zrelaksować, odpocząć. Inni, że tylko przeszkadzają i zabierają nam tlen. Wiec jak to jest naprawę? Zapytaliśmy o to botanika z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego, który problem potraktował naukowo.

Problem dotyczy mechanizmów fotosyntezy, która, jak wiadomo, polega na pobieraniu przez roślinę energii słonecznej, dwutlenku węgla, wody i soli mineralnych i wytwarzania z nich substancji organicznych, z których powstają komórki roślinne. Ale ten opis dotyczy tylko i z grubsza fazy jasnej, a jest jeszcze faza ciemna. Rośliny wykorzystują zebraną w dzień energię do syntezy związków organicznych.
Trzeba pamiętać, że rośliny również oddychają, a to oznacza, że m.in. pobierają tlen z powietrza. I o to toczy się w internecie dyskusja, no bo w ciągu dnia to pobieranie tlenu jest równoważone równoczesnym wytwarzaniem tlenu. A w nocy? Czyżby rośliny wówczas tylko zabierają nam tlen?
O komentarz na ten temat poprosiliśmy dr hab. Marcina Zycha, botanika z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego:

- Rośliny wydzielają tlen w ciągu dnia, w czasie tzw. jasnej fazy fotosyntezy. Wtedy następuje fotoliza wody i wydzielanie tlenu, ale jednocześnie oddychają, więc również zużywają tlen. Z kolei w nocy tylko oddychają, więc nie wydzielają tlenu, tylko go „zabierają”. Ważne jest to, że ostatecznie netto jesteśmy na plusie, bo choć wszystkie rośliny pobierają tlen, żeby oddychać, to jednocześnie przy okazji fotosyntezy również wydzielają go więcej, niż zużywają na własne procesy oddechowe.
Jednak trzymając się myśli, że rośliny w nocy zużywają nam tlen, trzeba by je wszystkie w tym czasie wystawiać z sypialni, co jest oczywistą bzdurą, bo nie śpimy w szczelnych pomieszczeniach, obstawieni sięgającą sufitu roślinnością. Co najwyżej mamy tam kilka doniczek z niewielkimi roślinami, które w porównaniu do potrzeb oddechowych człowieka praktycznie nie oddychają.

Nie przejmowałbym się więc tym, że rośliny mogą nam zabrać odrobinę tlenu nocą, bo trzymanie ich w sypialni daje nam wiele innych korzyści, np. zwiększają wilgotność powietrza, zwłaszcza w zimie, co poprawia znacząco komfort oddechowy (i cerę!).
Warto tu dodać, że niektóre rośliny doniczkowe pochłaniają i neutralizują toksyny pochodzące ze smogu, w tym trichloroetylen, aldehyd mrówkowy, benzen, ksyleny i amoniak. Są to substancje, które często wydzielają się też z farb, wykładzin, ścian czy instalacji w budynkach i przez codzienne wdychanie nam szkodzą.
Naukowcy z NASA, kiedy komponowali zestaw roślin do hodowli na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, wytypowali 18 gatunków, które najlepiej będą się do tego nadawały, a przy tym są popularne w naszych domach. Uznali więc, że jest to chryzantema wielkokwiatowa, dracena odwrócona, skrzydłokwiat, bluszcz pospolity i sansewieria gwinejska (czyli wężownica).
Dr hab. Marcin Zych zaleca też trzymanie w domu paproci, które są łatwe w hodowli, a jednocześnie doskonale sobie radzą z wiązaniem toksycznych substancji.
Ważne jest i to, że dużą rolę w oczyszczaniu powietrza odgrywają żyjące w glebie mikroorganizmy i układ korzeniowy roślin. Dlatego warto im zapewnić cyrkulację powietrza, by pracowały dla nas wydajniej. W tym celu można kupić specjalne doniczki, które ułatwiają glebie „oddychanie”