Miasto Wałbrzych pozostaje przy niższych stawkach za przechowywanie skonfiskowanych lub porzuconych samochodów, które muszą być zgodnie z przepisami trzymane na parkingu strzeżonym, za co gmina musi płacić. Co roku do gminy trafia w ten sposób około 100 samochodów, a nawet 30-40 z tego to auta porzucone.

Podwyżki w przyszłym roku nie będzie

Zastępca dyrektora ZDKiUM Bogusław Rogiński odpiera zarzut, że niskie stawki to promowanie nieodpowiednich zachowań kierowców, na przykład prowadzenia pod wpływem alkoholu. W tym roku ministerstwo transportu obniżyło wszystkie stawki dotyczące usuwania z drogi i przechowywania samochodów oprócz tej, która odnosi się do aut o masie do 3,5 tony – maksymalnie wynosi ona 39 zł za dobę. Dlatego pojawiły się propozycje radnych, żeby stawkę podnieść w Wałbrzychu. Dziś wynosi ona 20 zł. Jednak, jak argumentował dyrektor, zmiana stawki nie wpłynęłaby na kierowców, którym auto zostaje zabrane, bo ci na ogół odbierają je po jednym lub dwóch dniach, za to mocno uderzyłaby gminę po kieszeni.

 - Nie wynika to z chęci promowania osób narażających się na utratę auta lub porzucających je, tylko z prostej matematyki: każdy samochód, opłacony, czy nie, jest naszym wydatkiem – mówi wicedyrektor ZDKiUM Bogusław Rogiński.


Bilans zysków i strat


Jak tłumaczy wicedyrektor, wprawdzie miasto teoretycznie wykazuje zysk, kiedy dany kierowca odbiera swój samochód i opłaca koszt jego przechowania, ale zyski z tego tytułu wyniosły w roku 2015 tylko 7000 zł, zaś koszty po wszystkich podsumowaniach, aż 36 000 zł. Straty te generuje specyficzna grupa właścicieli – uważających się za byłych właścicieli. ZDKiUM musi bowiem odbierać auta pozostawiane na zawsze na parkingach osiedlowych czy nawet sklepowych.

- Największym problemem są, mówiąc kolokwialnie, graty. Mam przykład samochodów, za których garażowanie płacimy od dwóch lat. W jednym przypadku komornik ustanowił zastaw na samochód, a sąd potrzebował dwóch lat, żeby go zdjąć i gmina faktycznie ponosi za to koszty – mówi Bogusław Rogiński.

Są też przypadki, kiedy właściciel auta umiera, toczy się latami postępowanie spadkowe dotyczące także przejęcia długów, sąd orzeka, że wartość samochodu wynosi 1000 zł i wtedy okazuje się, że jego przejęcie nie będzie opłacało się nikomu. W międzyczasie garażowanie auta wygenerowało koszty przekraczające wielokrotnie jego wartość, ale oddać na złom takiego pojazdu zanim zostaną dopełnione wszelkie formalności i pojawią się niezbędne dokumenty gmina przecież nie może.

- I w ten sposób większe opłaty spowodowałyby większe koszty. Nawet z tych samochodów szybko odbieranych przez kierowców miasto nie ma żadnego zysku. A jeśli chodzi o „graty”, to nie powiem, co niektórzy właściciele potrafią zrobić, żeby ich nie odebrać i nie uiścić opłaty. W rezultacie wszystkie te garażowane auta kosztowały nas w zeszłym roku 36 000 zł. Nie można uzależnić opłaty na przykład od wartości czy marki pojazdu, bo przepisy mówią tu o masie całkowitej – mówi wicedyrektor.

Radni podczas sesji, dyskutując nad wysokością stawki, pytali, czy odprowadzaniem i garażowaniem aut mogłaby się zajmować jedna firma, a nie dwie, jak dotąd, co może obniżyłoby koszty, ale, jak tłumaczył wicedyrektor, ZDKiUM musi respektować wymóg konkurencyjności startujących w przetargach podmiotów.


Jednak lepiej nie porzucać

Dzięki temu, że ZDKiUM otrzymuje dotację z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska na złomowanie samochodów, realna strata gminy wyniosła nie 36 000 lecz 17 000 zł. Ale gdyby stawka była wyższa, strata stałaby się dużo większa.

Oczywiście, jak podkreśla wicedyrektor, straty gminy są spowodowane tym, że jest to proces ciągły i długotrwały, na miejsce jednych aut oddanych na złom pojawiają się natychmiast następne i znów miesiącami tkwią na parkingu, ale to nie znaczy, że porzucający auta mogą się czuć bezkarnie.

- Zlecamy sprawę takiego samochodu komornikowi, który prowadzi egzekucję i choć tracimy na tym, jako na całości, to ten pojedynczy właściciel prędzej czy później będzie musiał nam oddać należność razem z odsetkami. A im później, tym kwota będzie wyższa, więc gdyby sam zabrał go wcześniej i oddał na złom, oszczędzi sobie sporo kosztów i problemów – przypomina Bogusław Rogiński.

Ogromna liczba używanych aut sprowadzonych zwłaszcza do Polski zachodniej głównie z Niemiec zaczyna samorządom sprawiać kłopoty. W Wałbrzychu podobno ten problem nie występuje, ale burmistrz Kamiennej Góry zaostrzył niedawno przepisy dotyczące aut wystawianych na sprzedaż na parkingach i w innych miejscach przy ulicach. A my mamy własną "kolekcję szrotów", każdy z nas chyba minął kiedyś auto przykryte grubą warstwą kurzu, liści i ptasich odchodów. Sami nie rozglądaliśmy się wyjątkowo uważnie, a znaleźliśmy dwa przy Alei Podwale (zobacz zdjęcia).

Czytaj też:
BĘDĄ KARY ZA COFANIE LICZNIKA W SAMOCHODZIE
WAŁBRZYSKA POLICJA ODEBRAŁA NOWE SAMOCHODY (ZDJĘCIA)
OD PRZYSZŁEGO ROKU OC ZNÓW W GÓRĘ
PODZAMCZE: CO Z TYMI PARKINGAMI?
WIĘCEJ PARKINGÓW W WAŁBRZYCHU

 
Magdalena Sakowska
Foto: Elżbieta Węgrzyn