Z okazji Dnia Kota, wypadającego właśnie dziś, 17 lutego, prezentujemy grupę najsławniejszych wałbrzyskich kotów, które są zapewne już rozpoznawalne w świecie, a bez których trudno sobie wyobrazić nasz wyjątkowy zabytek. Większość z nich jest czarna, ale przynoszą szczęście.


Wałbrzyszanie pamiętają, że koty są na zamku Książ, a dokładniej na jego tarasach "od zawsze". Przedtem były też w Palmiarni. W ostatnich latach wyraźnie wyładniały i zrobiły się dostojne. Jest ich w tej chwili około 50, żyją w trzech większych grupach – przy Bramie Głównej, na Dziedzińcu Honorowym i na Tarasie Południowym. Ta grupa jest największa. W samym zamku oczywiście kotów nie spotkamy - poza jednym miejscem.


Anna Godyń z Karczmy Rycerskiej od 20 lat zna wszystkie koty po imieniu i bezbłędnie je rozpoznaje. Czarna Lafinka, jej czarna córka Lizia, czarna Dudi, czarno-biały Feliks, czarna Mati, która nie wiedzieć czemu rodzi koty syjamskie, Szyszka spod Oślej Bramy, były zresocjalizowany gangster Banderas, Hanka "Bielicka", czarny Jerzyk, bury Onucy, czarny wbrew autorowi historii o Smerfach Klakier, biało-czarny przystojniak Morgan, najstarszy, starszy nawet od Banderasa. Jeszcze jest Janek "z Czterech Pancernych", bo wygląda, jakby miał hełmofon, ale to nie jest książański kot. Wpada odwiedzić znajome.

W ostatnich latach pani Anna z pomocą męża, zamkowego rycerza, pana Krzysztofa, przeprowadziła misję specjalną sterylizacji książańskich futrzaków. Wyłapała 40, w tym 10 kocurów i zawiozła do weterynarza współpracującego z gminą przy sterylizacji bezdomnych kotów. Kto ma koty, ten wie, że za to należy się medal. - Jeszcze są cztery kotki, bardzo dzikie, które mogą mieć kocięta. W zeszłym roku mieliśmy ich do adopcji osiem, a w poprzednich kilku latach w sumie około stu. Jedną kotkę złapałam w siatkę, ale od razu przegryzła i uciekła. Teraz koty są spokojne, luzik, najedzone, bez agresji, kiedyś musieliśmy zmywać tarasy szlauchem, żeby nie było zapachu kocurów - wspomina opiekunka kotów, która założyła profil Koty z Zamku Książ na portalu społecznościowym.

Kociaki czekały na adopcję w kocim żłobku. Każde odrobaczone, zaszczepione, z książeczką zdrowia i na drogę dostało odpowiedni imienny certyfikat, że pochodzi z książęcego zamku. Ale możemy do nich mówić pomijając tytulaturę.



Oczywiście, jest i jej książęca wysokość, ale w zamku już nie mieszka. - Daisy znaleźliśmy porzuconą w suchej fosie, miała tydzień, była w rozpaczliwym stanie, cała w kleszczach i pasożytach. Weterynarz ją oczyścił i powiedział, że to małe chce żyć. Jeździłam z nią do pracy i karmiłam regularnie, przepraszając w razie czego klientów. Wszyscy robili zdjęcia. Zmienia się stosunek do kotów, dawniej ludzie źle je odbierali – cieszy się pani Anna. Dziś:

Tradycją książańskich kotek w czasach przed sterylizacją był wysyp kociaków na majowe Święto Kwiatów. - 7 lat temu Lafinka okociła się u nas na oknie. Potem poszła jeść i nie mogła wrócić, bo bała się rzeki turystów, a małe siedziały bez matki. I wstrzymaliśmy w końcu ruch, wytłumaczyliśmy zwiedzającym, jak jest sytuacja. Grzecznie stali i patrzyli, jak kotka idzie do kociąt – opowiada pani Anna.

Państwo Godyń zbudowali książańskim kotom domki z wojskowych skrzyń wyściełanych styropianem. Pani Anna uruchomiła też kociarnię w wałbrzyskim schronisku. Niestety, żywienie książańskiej pięćdziesiątki mocno przekracza finansowe możliwości gospodarzy Karczmy Rycerskiej i pracowników sklepu z pamiątkami przy wejściu do zamku. Każda pomoc jest na wagę złota. Im zimniej, tym głośniejszy słychać miauk w porze karmienia (latem dwa razy, zimą raz, bo zamarza, plus sucha).

- Nie prosimy o gotówkę, ale o karmę mokrą i suchą – i dziękujemy wszystkim, którzy już nas wspomagają. Można ją przynosić do nas, do Karczmy Rycerskiej. Przyjeżdżamy karmić kotki codziennie, również w dni, gdy zamek jest zamknięty. Rozpoznają auto męża po odgłosie silnika i od razu przybiegają. Teraz już nie pilnują turystów z kanapkami. Pomoc jest nawet z daleka. Pamiętam wycieczkę, która pojechała autokarem do marketu po karmę i pamiętam państwa młodych, którzy poprosili gości weselnych o puszki i saszetki zamiast kwiatów – opowiada pani Anna.

Niestety, są i tragiczne chwile. Siostra Dudi, czarna Lalunia (powyżej), ufna i garnąca się do ludzi, została kiedyś tak kopnięta przez jednego z odwiedzających karczmę, że miała złamaną tylną łapę i wewnętrzne obrażenia. I choć udało się ją zoperować, po kilku miesiącach od tego zdarzenia stan kotki tak się pogorszył, że weterynarz zalecił uśpienie. - Lalunia leżała, a wokół niej chodziła jej siostra i normalnie płakała. - mówi pani Anna, milknie i dodaje: - Teraz już nie nie uczymy kotów, żeby podchodziły do ludzi.

I żeby nie było tak smutno, jeszcze historia o ochroniarce Zosi. Kotka Zosia mieszkała przy budce strażnika na parkingu przed zamkiem i miewała tam młode. Po remoncie przedzamcza budka trafiła na zakręt ul. Piastów Śląskich, a wysterylizowana już Zosia powędrowała za nią. Dziś budka jest na dużym parkingu - Zosia też. Podobno ochroniarze bardzo ją polubili, ale uniformu jeszcze nie ma. To najdalej wysunięty książański kot...

A najsłynniejszy książański kot to bez wątpienia Banderas, następca legendarnego nieżyjącego już Bolka, który 5 lat temu odszedł z tego świata. Wcześniej Banderas (podobnie jak Bolko) był niezłym chuliganem, a dziś to pieszczoch, który lubi zakradać się niepostrzeżenie do hotelu. Kiedyś jedna z klientek wpuściła go do pokoju na noc. A potem, poznawszy jego imię, oświadczyła: "Nie uwierzą mi, jak powiem, że z Banderasem spałam!"

A jak książańskie futrzaki weszły do literatury i potem dostały Nike? To wiedzą Joanna Bator i czytelnicy jej książki "Ciemno, prawie noc", do której zdjęcia kręcono niedawno na tarasach pomiędzy kotami.

- Dziś grupa włochatych mieszkańców Książa ma grono swoich wiernych wielbicieli i doczekała się swojego literackiego portretu w powieści Joanny Bator. Występują tam kociary, a te z Książa są najważniejsze. Są dobrymi duchami Wałbrzycha – przypomina Mateusz Mykytyszyn z Fundacji Księżnej Daisy von Pless, prywatnie opiekun kilkumiesięcznej Rozi. Poniżej jego zdjęcie księcia Banderasa i księżniczki Felicitas von Pless.

Kilka lat temu Joanna Bator, kończąca właśnie swoją powieść, przyjechała do Książa na kolejną edycję Ambasadorów Wałbrzycha. Był środek mroźnej zimy. - Wstałam rano, poszłam na spacer, lodowata mgła i pustka, już wcześniej opisałam kociarę w mojej książce, a teraz nagle ją zobaczyłam. Z mgły wyszła jakaś pani i zaczęła karmić koty – mówi Joanna Bator, która kilka tygodni temu zagrała w powstającym filmie panią Annę. Przepraszam... zagrała książańską kociarę. - Ta rola była bardzo wzruszająca, biegałam po lesie i ratowałam Alicję. Zawsze były koty na zamku, przez całe moje życie – dodaje autorka. 

Były na pewno od bardzo dawna. - Koty żyjące na terenie zamku Książ i jego ogrodów są jego najprawdziwszymi, wieloletnimi mieszkańcami, zamku nigdy nie opuściły i zawsze w pewnym sensie go strzegły. Koty i kocięta widzimy już na zdjęciach Louisa Hardouina z początków XX wieku jako towarzyszy zabaw dzieci Jana Henryka (Hansa Heinricha) XV i księżnej Daisy. Pojawiają się także we wspomnieniach dawnych mieszkańców zamku. Te przepiękne zwierzęta są nieodłącznym elementem pejzażu zamku Książ, wdzięcznym obiektem dla fotografujących, należy o nie dbać i doceniać ich rolę – podsumowuje Mateusz Mykytyszyn.

- Mamy nadzieję, że ktoś przejmie opiekę nad nimi, kiedy nas tu już nie będzie – mówi Anna Godyń. - One są kochane, takie grzeczne i wdzięczne. Czekają rano, jak schody długie.


Na zakończenie oddajemy głos bohaterom naszej opowieści:

My, Koty z Zamku Książ, prosimy mieszkańców naszego miasta o miłość, zrozumienie i uwagę.

Naprawdę zasługujemy na naszą ulubioną karmę.

I dach nad głową.

Mamy pełne łapki roboty. Pilnujemy aut.

Banderas z Klakierem obstawiają bramę, dlatego nigdy nie ma tam panów ochroniarzy. Nie trzeba.

Dotrzymujemy towarzystwa lwu hrabiego Maksymiliana, bo cierpi na depresję, a ludzie nie interesują się takimi rzeczami.

Uzupełniamy brakujące rzeźby.

Komponujemy się z zabytkową roślinnością.

Uczymy zwiedzających, co jest w życiu najważniejsze.


Pozujemy do zdjęć artystycznych.

Pełnimy wartę honorową przy armacie.

Przytulamy zapomniane zabytki.

Poprawiamy krzywozwisy.

Odgrywamy rolę Króla i Królowej.

Ozdabiamy rabatki i skałki według skomplikowanego wzorca kolorystycznego (efekt ostateczny widać tylko z wieży albo z drona. Żaden kot nie siedzi w przypadkowym miejscu).

Zamek Książ nie wyobraża sobie bez nas życia.

A potrzebujemy bardzo niewiele.

Prosimy:

O odwiedzanie nas w naszej małej ojczyźnie i pomoc paniom, które nas dokarmiają w Karczmie Rycerskiej i w sklepie z pamiątkami.

(Sklepu z pamiątkami zawsze pilnuje Gabrysia).

Za wysłuchanie i pomoc serdecznie dziękujemy. Mrrrrrrr... I każdemu życzymy jego małego zamku.

Czytaj też:
KOTY NA ETATACH W WAŁBRZYSKICH INSTYTUCJACH (FOTO)
KOCI DOMEK - POŻYTECZNA INICJATYWA

Magdalena Sakowska
Foto: użyczone – profil Koty z Zamku Książ, Mateusz Mykytyszyn, JK, Magdalena Sakowska, zdjęcie Louisa Hardouina - zbiory Zamku Książ