Dwie Szwajcarki, nowa i stara, oryginalny grobowiec, ponure pozostałości obozowych baraków, grota - przystań gondolowa z wyznaniem miłości, wspomnienie Łabędziego Stawu, ścieżka, która znika, niesamowite formy skalne, a to wszystko w jednym miejscu. Pod Książem, ale nie pod ziemią...


Dzika Promenada była pierwszym szlakiem turystycznym na dzisiejszym terenie naszego miasta. Turystyka jako zjawisko rozprzestrzeniła się w epoce sentymentalizmu i romantyzmu, gdy przyznano krajobrazowi i pozostałościom dawnych epok szczególny walor i modne stało się jeżdżenie, żeby je zobaczyć. Oczywiście, jeździł ten, kogo było stać, więc nie wieśniak i nie robotnik...

Wielkim miłośnikiem romantyzmu był wspominany już przez nas wcześniej hrabia Jan Henryk (Hans Heinrich) VI, a także jego małżonka Anna Emilia (Amalia) Anhalt-Köthen-Pless, która w 1791 r. wniosła mu w posagu księstwo Pszczyny. A że oboje mieli środki, by uczynić romantyczne otoczenie swojej rezydencji jeszcze bardziej romantycznym, zatrudnili dawnego nauczyciela rysunku hrabiego, wybitnego architekta Christiana Tischbeina, żeby spacerując wokół Książa szukał inspiracji dla wprowadzenia tam zmian w stylu parku angielskiego. Możemy się domyślać, jaką trasą najbardziej lubił spacerować architekt - od zamku Książ obok Stada Ogierów do Cisa Bolko i dalej przez wąwóz Książ do ruin średniowiecznego zamku na skalnym cyplu. Bo w rezultacie stworzył tam Dziką Promenadę, którą mistrzowsko zakończył neogotyckimi ruinami Starego Książa na miejscu dawnej warowni w 1797 roku.



Z czasem szlak stał się tak popularny, szczególnie wśród kuracjuszy pobliskiego Starego Zdroju i Szczawna-Zdroju, że kiedy w 1812 roku w Dzierżoniowie ukazał się przewodnik po Książu zatytułowany "Historische und topographische Beschreibung des Schlosses Fürstenstein und seine nächsten Umgebungen" (Historyczne i topograficzne opisanie zamku Książ i jego najbliższego otoczenia), Dzikiej Promenadzie poświęcono strony 17-19 i stąd wiemy, co można było tam odwiedzać.

A co powstało, by uczynić skalisty wąwóz jeszcze bardziej romantycznym miejscem? O tym mieli się okazję przekonać liczni uczestnicy spaceru krajoznawczego poprowadzonego w ramach świętowania na zamku urodzin księżnej Daisy przez prezesa Fundacji Księżnej Daisy von Pless Mateusza Mykytyszyna. Oto, czego się dowiedzieli turyści, którzy zjechali ze Szczecina, Poznania, Krakowa, Jastrzębia i nawet Irlandii.



Trasa spaceru rozpoczęła się na przedzamczu, gdzie niegdyś stał budynek browaru i gospody, jednej z dziewięciu na drodze ze Szczawna do Książa (po przebyciu takiej trasy rzeczywiście trzeba było gdzieś zanocować...) Dziś browaru nie ma, jest za to basen przeciwpożarowy, dzieło organizacji TODT niestety, któremu dopiero ostatnie zabiegi pracowników zamku nadały jakiś klimat...



Dalej trasa spaceru biegła przez Ogród Idy, który teść Daisy, Jan Henryk (Hans Heinrich) XI stworzył, żeby uczcić pamięć swojej matki. Kilka lat temu rozpoczęła się rekonstrukcja ogrodu, znajdującego się przy Alei Lipowej między zamkiem a Stadem. Kiedyś było tam całe osiedle folwarczne - domy pracowników, chlewy, obory, psiarnie. Dziś nie ma już po tym śladu. Przy samym Stadzie, prócz 300-letniej alei lipowej, zwiedzający obejrzeli malowniczy domek koniuszego, niestety od pewnego czasu zaniedbany i najstarszy budynek w Stadzie - kuźnię (dziś znajduje się tam nieczynny sklep spożywczy). I usłyszeli, że księżna Daisy miała luksusowy zaprzęg - karocę zaprzężoną w 6 białych arabów, której wyjazd za każdym razem stawał się sensacją.

Dalej trasa spaceru prowadziła w dół, obok oryginalnego zabytku, który nie jest amfiteatrem, o czym pisaliśmy: KSIĄŻ: AMFITEATR TO NIE AMFITEATR (ZDJĘCIA). Po drodze uczestnicy mogli zobaczyć studzienki słynnego kolektora ściekowego, za pomocą którego księżna Daisy postanowiła ratować życie mieszkańców osiedli nad Pełcznicą i ich dzieci, 400-letni pomnikowy cis "Bolko", niedawno wsparty metalowymi podporami i coś, co wygląda na wejście do budowanych przez hitlerowców sztolni (a niektórzy, jak głosi napis, wierzą, że jest tam jakiś skład ze złotem...). A była to zaledwie piwnica nieistniejącej już Starej Szwajcarki, karczmy u wejścia na prowadzący wąwozem odcinek Dzikiej Promenady. Miała piękny ogródek, co widać na secesyjnych pocztówkach.



Niedaleko cisa, już w Pełcznicy (dzielnicy Świebodzic) znajduje się Nowa Szwajcarka, dziś dom mieszkalny, gdzie niegdyś mieszkańcy wsi urządzali sobie dożynki. Wtedy sołtys prosił do białego walca księżną Daisy, sołtysowa księcia Jana Henryka XV, a wiejskie dziewczyny zawijały w tańcu z ich trzema synami.

W głębi wąwozu groźne piękno przyrody miesza się z dramatem historii. Można oglądać malowniczą kaskadę na Pełcznicy, pozostałości Łabędziego Stawu, który wysechł przeszło 100 lat temu, piękną grotę przy dawnej przystani gondoli, o której pisaliśmy: PRZYSTAŃ GONDOLI POD ZAMKIEM KSIĄŻ (ZDJĘCIA), a w której Anna Emilia umieściła prawdopodobnie swe wyznanie miłości do męża. Ale pozostałością po stawie na dawnej Wyspie Topolowej jest też grób dwóch malutkich synów książęcej pary, zmarłych w 1795 i 1802 roku, jeszcze do niedawna ozdobiony rzeźbą niemowlęcia na poduszce. Pisaliśmy o nim: ZAPOMNIANY ZABYTEK Z WĄWOZU KSIĄŻ



Do dziś widać także resztki fundamentów filii KL Gross-Rosen, gdzie Żydzi, Polacy, Rosjanie, Francuzi i przedstawiciele innych narodów tracili zdrowie i życie drążąc dla hitlerowców sztolnie pod zamkiem Książ. 29 kwietnia 1944 przyjechał tu pierwszy transport Żydów z Węgier.



Dzika Promenada to także zabytki, które już nie istnieją - grecki monopter o 12 kolumnach, kamienne ławki, przełamana kolumna z napisem i inne atrakcje, o których możemy czytać w przewodniku. Do dziś pozostało na szczęście przejście wykute w skale Gibraltar ze "znikającą" ścieżką - no i Stary Książ.



W spacerze brał udział także przyrodnik i fotograf ptaków Krzysztof Żarkowski, który opisywał uczestnikom tablice edukacyjne Ścieżki Hochbergów ze swoimi zdjęciami, mówił o endemicznych pajęczakach, które widać tylko pod lupą, a które żyją wyłącznie w Wąwozie Książ, o kolonii muchołówek - naliczył tu kiedyś około 60 śpiewających samców, w Wąwozie Szczawnika 50, a Czyżynki 30. Wąwóz jest też rajem dzięciołów, występują tu niemal wszystkie ich gatunki. Oczywiście, nie zabrakło też MUFLONÓW.

Czytaj też:
KSIĘŻNA DAISY NOSIŁA NA SOBIE MAJĄTEK. I LEGENDĘ (FOTO)
WAKACYJNE KLIMATY: JEZIORKO DAISY (ZDJĘCIA)
MA FANTAISIE - ODBUDOWAĆ ZAPOMNIANĄ REZYDENCJĘ KSIĘŻNEJ DAISY?
PIERWSZA REKONSTRUKCJA HISTORYCZNA W STARYM KSIĄŻU
DLACZEGO PEŁCZNICA JEST POMARAŃCZOWA? I NIE TYLKO ONA?
PARK KSIĄŻAŃSKI - BIBLIOTEKA POD DRZEWAMI
OKIEM FOTOGRAFA PRZYRODY: ZIMORODKI, NASZE FRUWAJĄCE KLEJNOTY (FOTO)

Akcje i wydarzenia z udziałem KRZYSZTOFA ŻARKOWSKIEGO


Tekst i foto: Magdalena Sakowska