Warszawski dziennikarz spotkał w Ziemi Świętej byłego mieszkańca Wałbrzycha. Namówił go na podróż do miasta dzieciństwa i nagrał o tym reportaż, który w najbliższych dniach będzie miał premierę w Krakowie i Warszawie. Teraz twórca filmu szuka przyjaciela z dzieciństwa bohatera swojego reportażu i apeluje o pomoc w poszukiwaniach Piotra z Nowego Miasta.

Spotkanie w Ziemi Świętej

- W marcu 2011 roku byłem na wycieczce w Izraelu. Po Ziemi Świętej oprowadzał moją grupę Józef Wilf, który urodził się w Wałbrzychu i w 1957 roku jako 9-latek wyjechał z niego razem z rodziną do Izraela - wspomina dziennikarz Marcin Chłopaś. Bardzo otwarty pan Józef opowiedział oprowadzanej przez siebie polskiej grupie o dzieciństwie w Wałbrzychu i tak zrodziła się myśl, by zaprosić go na swoistą podróż sentymentalną do miejsc opuszczonych przed ponad półwieczem. - Namówiłem go do powrotu do miasta dzieciństwa pod warunkiem, że w drodze opowie mi swoją historię, a on się zgodził. Trzy tygodnie później odebrałem go z lotniska w Berlinie i pojechaliśmy do Wałbrzycha - opowiada warszawianin.



Pan Marcin chciał odnaleźć kamienicę, w której mieszkał Józio z rodziną od zakończenia wojny do 1957 roku, oraz znaleźć jego sąsiada i najlepszego przyjaciela. Dziennikarz poprosił przyjaciół, by pomogli mu utrwalić snutą w podróży opowieść i tak powstał materiał na reportaż.
Offowy film krótkometrażowy o „Józiu z Wałbrzycha” kosztował tyle, co paliwo potrzebne na podróż, a do tego zaangażowanie i pracę.



Podróż w czasie

- Zostawiłem mojego najlepszego kolegę Piotrusia Czosnka, mieszkał piętro niżej w Wałbrzychu - wspomina Józef Wilf w filmie „Józio, chodź do domu”. W obrazie tym opowiada o budzących się w latach 50. antagonizmach, przyczynach wyjazdu z Polski, trudnościach z aklimatyzacją w Izraelu i o tęsknocie za jagodami, które w dzieciństwie uwielbiał. Tymczasem drogi do Wałbrzycha ubywało, przekroczyli granicę i przemierzali Dolny Śląsk. Po drodze pojawiają się kolejne wspomnienia, między kanapką a kulinarną niespodzianką mijają całe lata streszczane przez Izraelczyka. Trauma matki, co przeszła gehennę Auschwitz odbijała się na życiu rodzinnym i trosce o syna. - Dwa i pół roku po wojnie urodziłem się. Mama bała się o mnie, bo nie wiedziała co przyjdzie... Polacy, Niemcy. Myślę, że jeszcze nie doszła do siebie, nawet w Izraelu trzymała w domu 200 kilo cukru i 100-120 konserw mięsnych - opowiada urodzony w Wałbrzychu.

"Józio z Wałbrzycha" choć przeniósł się do Ziemi Świętej, święty nie był. Zmieniał miejsca zamieszkania, po pobycie w armii jako były członek elitarnego oddziału ochraniał samoloty izraelskich linii lotniczych i zwiedził świat, nie ukrywał też, że za handel narkotykami trafił do więzienia.


Teraz ma 69 lat i oprowadza po Izraelu wycieczki. Jednak do Wałbrzycha wrócił dopiero na krótko w po 54 latach od wyjazdu. Minął historyczny wałbrzyski "witacz" i pojechał na Nowe Miasto. Ożywił się blisko rodzinnego domu. - Tutaj jechałem nartami! Stąd zjechałem w jedną panią. Tu jest ta góra - mówił podekscytowany Józef. W kamienicy na ul. Langera 3 został przyjęty gościnnie. Tym epizodem kończy się właśnie reportaż.


Nowi znajomi z Wałbrzycha

- Mieszkamy tu od 1978 roku, aż niespodziewanie wiosną 2011 roku odwiedził nas pan Józef z ekipą telewizyjną. Był bardzo serdeczny, ucałował nas, zostawił swoją wizytówkę i pytał o sąsiadów - wspomina Maria Sobieszek, wałbrzyszanka mieszkająca w lokalu zajmowanym niegdyś przez państwa Wilfów. Gość wspominał, jak kiedyś urządzone było mieszkanie, szybko też znalazł z Marią i Wiesławem wspólny język, ale nie udało mu się natrafić na ślad Piotrusia Czosnka.



Po dwóch latach państwo Sobieszek otrzymali z Warszawy paczkę przesłaną przez siostrę pana Józefa. Brat przesłał za jej pośrednictwem drobne pamiątki z Ziemi Świętej dla wałbrzyszan. Drugi sygnał jego pamięci o serdeczności mieszkańców Nowego Miasta otrzymali oni równie niespodziewanie po upływie kolejnych lat. - Znajomi z sąsiedniej ulicy byli na wycieczce w Izraelu i oprowadzał ich pan Józef. Zadowolony ze spotkania z wałbrzyszanami przekazał nam przez nich obraz "Ostatnią wieczerzę" - opowiada pani Maria. Drewniana pamiątka zajmuje w domu honorowe miejsce. Państwo Sobieszek pozdrawiają serdecznie swojego niespodziewanego gościa i dziękują mu za pamięć. Zaangażowali się też w poszukiwanie dawnych sąsiadów państwa Wilf.




Poszukujemy Piotrusia

- Reportaż z poszukiwań na Langera w Wałbrzychu zatytułowany jest „Józio, chodź do domu”. Zdjęcia powstały kilka lat temu, jednak dopiero niedawno został zmontowany. Premiera filmu odbędzie się w Fabryce Schindlera w Krakowie 29.06 o 19.00. Józio będzie na tej premierze, przyleci z Tel Awiwu - zapowiada Marcin Chłopaś, twórca filmu. Druga prezentacja obrazu odbędzie się 3 lipca Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie. Pan Józef będzie w Polsce do 4 lipca i odwiedzi jeszcze Auschwitz, gdzie w czasie wojny przetrzymywano jego matkę. 





- Chciałbym zrobić niespodziankę mojemu bohaterowi i jeszcze raz spróbować znaleźć jego przyjaciela. Wiemy niewiele, ale być może społeczność lokalna będzie w stanie pomóc. Przyjaciel Józia ma na imię Piotr, w 1957 roku mieszkał na II piętrze kamienicy przy Langera 3 w Wałbrzychu i chodził do I, II lub III klasy podstawówki. No i przyjaźnił się z Józiem mieszkającym piętro wyżej - apeluje twórca reportażu. Dołączamy się do apelu.


tekst i zdjęcia z Wałbrzycha Elżbieta Węgrzyn
screeny z filmu - fot. Maja Nowak