Nasza "Kronika Wałbrzyska" miała starszego brata. Przedwojenny "Schlesischer Bergland Kalendar" był i nadal jest skarbnicą wiedzy o Wałbrzychu oraz ziemi wałbrzyskiej - przekonywała badaczka Natalia Południak podczas spotkania w Galerii pod Atlantami.


Pasjonaci pisali

- "Schlesischer Bergland Kalendar" był rocznikiem i choć ukazywał się jedynie przez piętnaście lat (1928-42), i należał do modnego ówcześnie nurtu kalendarzy literackich, to wyróżniał się poziomem merytorycznym i różnorodnością zawartości. Upowszechniał on wiedzę o regionie i przyczyniał się do budowy poczucia lokalnej wspólnoty - wyjaśnia Natalia Południak, lektorka języka niemieckiego i badaczka historii regionu. Jej powstająca praca doktorancka dotyczy tego niepowtarzanego wydawnictwa. Podczas spotkania w Bibliotece pod Aktantami mieszkanka Boguszowa-Gorc opowiedziała o tym interesującym periodyku naukowo-literackim i osobach, które go tworzyły. Wykładu wysłuchało niemałe grono młodzieży i sudeckich przewodników szukających inspiracji do niestereotypowych opowieściach o regionie.



- Max Kleinwachter, redaktor naczelny "SBK" pochodził z Gottesbergu i po wyjeździe rodziny do Sycowa wrócił chętnie do Wałbrzycha i zamieszkał w dzisiejszej dzielnicy Nowe Miasto. Pracował jako nauczyciel, kochał góry, fotografowanie i pisanie. Pracował też w wałbrzyskich gazetach, redakcja jednej z nich była usytuowana w budynku dzisiejszej Biblioteki pod Atlantami, i pisywał do "Kalendarza" - opowiada prelegentka. W "Kalendarzu" poza treścią pojawiały się grafiki i drzeworyty, a w późniejszych wydaniach również zdjęcia. Pasje redaktora wydawnictwa uwidaczniały się w redagowanych treściach pojawiających się w "SBK", które swoją wiedzą i doświadczeniem uzupełniali inni redaktorzy, większość z nich uczyła w wałbrzyskich i lokalnych szkołach. 


Kapsuła czasu i podcienie

"Schlesischer Bergland Kalendar" nie tylko przytacza takie kluczowe dla Wałbrzycha daty jak 1295/6 rok, na który datowane jest jego powstanie, czy powstałego w 1604 roku cechu tkaczy, a także 1706 rok, kiedy powstała długowieczna firma Treutlerów. Opisuje rozwój profesji tkaczy, a następnie pojawienie się pierwszych przemysłowców. Wiadomo z niego m.in. gdzie suszono utkane płótna i gdzie je składowano.
Kalendarz odnotowuje ważne remonty Kościoła Matki Bożej Bolesnej, czy wymiany pozłacanej kopuły w pierwszym wałbrzyskim ratuszu (1731-1857). - Opisywana jest m.in. zawartość głowicy zdobiącej dawny ratuszu na Rynku. W niej umieszczono m.in. 6 złotych monet i dokumenty pisemne dotyczące miasta. 12 maja 1855 roku jest natomiast wskazywany jako początek budowy dzisiejszego ratusza. W SBK znajdziemy też opisy Rynku i jego 15 kamienic z podcieniami, z których do dziś zostały trzy, a także początki wałbrzyskich instytucji kultury - zaznacza Południak. Chodzi tu oczywiście o początki wałbrzyskiego muzeum miejskiego istniejącego do dziś w urodziwym Pałacu Albertich, ale również o kolekcje sztuki w rękach prywatnych.



Dzieła Michała Anioła i tulipan piwa

Twórcy kalendarza niestety jedynie wspominają o swoistym "wałbrzyskim Luwrze". 
- Przy ul. Reja, prawdopodobnie w budynku "Separatora", powstała pierwsza galeria w mieście, zawierała ona dziesiątki bezcennych dzieł m.in. takich malarzy jak Van Dyke, a nawet Rafael, czy Michał Anioł. Kolekcja należała do krewnego rodziny Albertich i około 1818 roku została z Wałbrzycha, czy raczej - zgodnie z opisem - Nowego Białego Kamienia wywieziona - opowiada regionalistka.

W kalendarzu pojawia się też ciekawostka o uzdrowiskowym epizodzie Walimia, gdzie w latach 1830 - 45 istniał zaczątek uzdrowiska. Gości pragnących podreperować zdrowie przyjmowano w 20 izbach i leczono przy pomocy... zimnej wody. Co stało się z tymi pierwocinami? Archiwalia milczą.

Autorzy tekstów opisują też dzieje wałbrzyskich i innych lokalnych kościołów, domów modlitwy i cmentarzy.
W kolejnych tomach wydawnictwa opisane są też lokalne osobliwości geologiczne jak interesujące szczeliny wiatrowe odnalezione w masywie Lesistej Wielkiej.

Nie brak tu też opisów sportowej aktywności mieszkańców regionu do początku XX wieku. Na łyżwy na zamarzniętym jeziorku w Parku Szwedzkim przyjeżdżały tłumy, wielbicieli ruchu kusiły też skocznie narciarskie i tory saneczkowe. Schroniska górskie i wieże widokowe tętniły życiem.

W uzdrowiskach królowały wody zdrojowe, ale nie brakowało też interesujących kulinariów. - Opisany jest m.in. popularny napój oparty na piwie zmieszanym z oliwą oraz kompozycją przypraw. Podawany on był w naczyniach w kształcie tulipanów wraz z chlebem - opowiada pani Natalia. Smak jednych zachwycał, inni uważali, że można coś takiego pić jedynie za karę. Przytaczane są też szczegółowe ceny napitku, a nawet iście astronomiczne ilości piwa i chleba konsumowane w postaci tego nietypowego napoju podczas wybranych uroczystości.


Rzymska moneta i armata strażacka

Wiele też ciekawostek w SBK czeka osoby chcące poznać przeszłość miejscowości składających się na obecny Boguszów-Gorce. Szczegółowo opisano m.in. obiekty w centrum Boguszowa, m.in. pierwszą aptekę, restaurację "Ratuszową" i nietypową strażacką syrenę. - W mieście wiadomość o pożarach ogłaszano przy pomocy... armaty. Obsługiwali ją weterani wojenni, w tym miejscu długo istniała popularna restauracja. Ostatnie ostrzeżenie armaty miało ogłosić wielki pożar 21 lipca 1874 roku - wyjaśnia badaczka. 
Kalendarz to również doskonałe źródło informacji o lokalnych zamkach i jego mieszkańcach, dziejach mieszkających tam rodzin, a także ważnych i przełomowych warowni, jak turnieje rycerskie, znakomici goście.
- Twórcy kalendarza opisali też najstarsze zabytki ludzkiej działalności na tym terenie jak np. znalezione tu na stanowiskach archeologicznych: lemiesz w okolicy Jedliny Zdroju, kamienny topór, czy rzymską monetę z czasów cesarza Hadriana z okolic Gorc - wylicza prelegentka. Część znalezisk zaginęła, część znalazła się w muzeach. Autorzy tekstów przypominają również przykłady odkryć urn, czy innych przykładów kultury materialnej przy okazji renowacji, czy przebudowy lokalnych kościołów, m.in. Matki Bożej Bolesnej.
 

Wilki ludojady i upiór z Rybnicy Leśnej

Roczniki "Schlesischer Bergland Kalendar" to również doskonały przykład wydawnictwa operującego wiedzą archiwalną połączoną z ludowymi przekazami w naszym regionie. Jedną z takich opowieści były dzieje upiora z Rybnicy Leśnej, który miał straszyć w 1709 roku. Na potrzeby upiora - hultaja, który miał być zmarły Georg Eichner sprowadzono kapłana, zaangażowano właściciela majątku, a nawet delegację biskupa. - Miał on być bardzo uciążliwy. W nocy wył, a także wyrywał zwierzętom ogony - przytacza kalendarzowy opis prelegentka. Jego historię opisaliśmy w tekście - Zawzięty upiór z Reimswaldau (dziś Rybnica Leśna) .

W SBK nie brak też innych przyrodniczych ciekawostek rodem z horroru. - W jednym z tekstów autor opisał problemy mieszkańców regionu z wilkami. W 1695 roku w lipcu w okolicy Kamieńska poszukiwano wilka, który porwał 8-letnią dziewczynkę, w tym samym czasie zaginął też 4-letni chłopiec, a także dwoje kolejnych dzieci. Szczątki jednego z nich odnaleziono z wyraźnymi śladami żerowania wilka - przytacza Południak. Inna wilcza historia dotyczy czarnej wilczycy, której podobiznę sporządzono na zlecenie właścicieli Książa.


To tylko mały fragment tego, co można znaleźć na kartach starszego brata Kroniki Wałbrzyskiej. Dzięki badaniom tych źródeł pani Natalia przygotuje ciekawą rozprawę i przywróci wiedzę o regionie współczesnym jego mieszkańcom.  - Nawiązałam kontakt z rodziną Maxa Kleinwachtera, rozdziały pisane do "Kalendarza" powstawały na podstawie archiwaliów i źródeł do których my obecnie nie mamy dostępu, a część z nich z pewnością już dziś nie istnieje. Dlatego też warto jest poznać zawartość roczników "Kalendarza", bo zawiera on informacje, których nie znajdziemy nigdzie indziej - konkluduje badaczka.
Czekamy na wynik jej badań i wałbrzyskie smaczki, które zostaną wydarte z mroków historii.


Elżbieta Węgrzyn