Była mowa o dawnych szybach, parowych maszynach, złomie i zakrętach historii. W Starej Kopalni wystartowała Kawiarnia Naukowa, która w zamierzeniu organizatorów ma uzupełniać Górniczy Uniwersytet Otwarty.


Gościem pierwszego spotkania był dr hab. Stanisław Januszewski, który tworzył karty ewidencyjne wszystkich wałbrzyskich zabytków techniki w zamykanych kopalniach. Wspominał, jak zrozumiał, czemu górnicy stale żują tabakę, kiedy po krótkiej wędrówce chodnikami usta miał wypełnione miałem węglowym i jak zaskoczyły go trzy różne łaźnie – dla górników dołowych, z lepszymi prysznicami dla sztygarów i z wannami dla dozoru.


Szlag trafił...

- Robiliśmy wszystko: każdy szyb, każde urządzenie wyciągowe, ale na dół praktycznie nie zjeżdżaliśmy, czego dziś bardzo żałuję, jednak roboty na powierzchni było bardzo dużo. Wyjątkiem była pompownia na Chrobrego – opowiadał naukowiec, opisując cenne zabytki, takie jak maszyna parowa przy szybie Zbigniew, z 1897 roku.

- Chcieliśmy ją przenieść w godniejsze miejsce, obok szybu "Gwarek", ale kiedy bez większego zapału się do tego zabraliśmy, wówczas zawalił się strop tuż obok nas i to całkiem odebrało nam ochotę do pracy. To jednak sprawiło, że maszyna obok tego zawaliska przetrwała bezpiecznie następne 10 lat i nie została rozkradziona. To największa maszyna parowa na Śląsku, 7,27 m średnicy bębna i trzeba zrobić wszystko, żeby zadbać o jej resztki i spróbować ją zrekonstruować – mówił Stanisław Januszewski. Na jego wniosek 70 maszyn w ciągu jednej nocy konserwator zabytków wpisał do rejestru. - A potem okazało się, że w majestacie prawa szlag je, brzydko mówiąc, trafił – dodał naukowiec.


Złom

Zdaniem Stanisława Januszewskiego mimo jego protestów demontaż i przewiezienie maszyn na jedno miejsce, do kopalni "Thorez"/"Julia" odbyły się w nieodpowiedni sposób – cięto je, zamiast odkręcać śruby, wrzucano w częściach na ciężarówki i potem zwalano na stertę. Z biegiem lat sterta zamieniła się w kupę zardzewiałego złomu, która w miarę upływu czasu się zmniejszała.

- Dziś mamy w Starej Kopalni ekspozycję rzeźby plenerowej, galerię sztuki, nie wiadomo, która część jest od której maszyny. Walały się tam resztki maszyn z szybu "Krakus", a była to perła, bardzo zadbana. Kopalnia "Victoria" po prostu porzuciła swoją maszynownię, wchodził tam, kto chciał, potem podobno strażnicy ganiali kogoś po hałdach – mówił Stanisław Januszewski.


Maszyna parowa ze "Zbigniewa" nie jest wcale najstarsza, były w dolnośląskich i śląskich kopalniach i takie z lat 70-tych XIX wieku, ale w latach 60-tych wieku XX nakazem ministerialnym zlikwidowano je w kopalniach. - Kiedy ja robiłem ewidencję, w Polsce pracowało jeszcze 17 takich maszyn, a potem państwo po prostu oddało je na złom – mówił naukowiec.


Ziemia skrywa niejedną zagadkę

Była też mowa o pierwszej elektrycznej maszynie wyciągowej, zachowanej w dobrym stanie przy szybie "Irena", o której pisaliśmy TUTAJ. - Wykop przy wieży ciśnień obok tego szybu jest bardzo ciekawy, bo wskazuje, że przed wentylatorami z początku XX wieku były tam jakieś inne, innego typu. I wtedy logiczne jest to zlikwidowane podpiwniczenie. Jednak bardzo dziwne jest to, że Niemcy po 20 latach funkcjonowania szybu wyrzucili wentylatory i zastąpili je innymi, bo na ogół nie byli tak rozrzutni i wentylatory funkcjonowały 30-40 lat – podkreślał prowadzący wykład.


Stanisław Januszewski opowiadał też o początkach organizowania Ośrodka Dawnego i Nowego Górnictwa na zespołach szybów "Irena", "Gwarek" i "Gabriel", w 1986 roku.

Zrobić, co jeszcze się da

- Na Gabrielu była maszynownia z maszyną bębnową do szkoleń, ale jak doszło do restrukturyzacji kopalń, zamknęli nasze muzeum od razu i do szybu "Gabriel" wpuścili kogoś, kto tam zrobił lakiernię samochodów, a maszynę wyrżnął i wyrzucił na złom. A my obawialiśmy się, że zrobienie jednego centralnego muzeum górnictwa doprowadzi do destrukcji szybów zewnętrznych. Uchowały się maszyny w szybie "Teresa" na Rusinowej, są tam też pozostałości kominów wentylacyjnych. W górnictwie polskim nie zachował się ani jeden, są jeszcze tylko 3 w Europie: w Kutnej Horze, w górach Harzu i we Francji. Powinien być jakiś na "Julii" (czyli w Starej Kopalni - przyp. red.), ale nie wiadomo, gdzie go szukać, może pod sortownią? - zastanawiał się naukowiec.

Pojawiły się też propozycje możliwego uzupełniania ekspozycji. Dokumentacja fotograficzna maszyny w szybie "Zbigniew" może posłużyć do jej rekonstrukcji, choćby wirtualnej. W jakiś sposób rozpoczynając od niej, przez maszyny z "Julii" po tę elektryczną zachowaną w szybie "Irena" można by stworzyć ścieżkę ilustrującą rozwój technologiczny wałbrzyskich kopalń. - Maszyny z "Julii" były młode, z 1911 roku, ale wykonane na własnym patencie kopalni i mające swoje bardzo ważne miejsce w całym górnictwie europejskim - opisywał nasze lokalne skarby specjalista od maszyn górniczych.

Następne spotkanie w ramach Kawiarni Naukowej już w marcu.

Czytaj też:
WAŁBRZYCH: LISIA SZTOLNIA - TAJEMNICE PRZESZŁOŚCI I SZANSA NA PRZYSZŁOŚĆ
SOBIĘCIN: TRZECH MINISTRÓW, ZABYTKI I PIERWSZY NA ŚWIECIE KOKS (FOTO)
KATASTROFA W SZYBACH SIOSTRZANYCH ZABRAŁA 33 ŻYCIA
SKWER PRZY ALEI WYZWOLENIA BĘDZIE MIAŁ NAZWĘ


Zwiedzaj Wałbrzych z mapą szlaków dziedzictwa górniczego


Tekst i foto: Magdalena Sakowska