Templariusze, zamurowane korytarze, o których wiemy i sale, o których nie wiemy, Nowa Buda, archaiczna lodówka, wilcze doły, zaginione psy, Luftwaffe, podziemna kolej i gołoborza... O mniej znanej historii najbardziej chyba popularnej wałbrzyskiej ruiny opowiadał w bibliotece na Piaskowej Górze Tomasz Jurek.


Mistyfikacja na prawdziwych fundamentach

O historii tego popularnego zabytku pisaliśmy tutaj: PIERWSZA REKONSTRUKCJA HISTORYCZNA W STARYM KSIĄŻU. Można powiedzieć, że ruiny zajmują stanowisko gdzieś pośrodku między całkiem prawdziwą średniowieczną częścią zamku Książ, a całkiem fałszywą fontanną Donatella. Stary Książ był rzeczywistą średniowieczną warownią, prawdopodobnie starszą od Książa, a pod koniec tej epoki po prostu się rozsypał. Powstał na nowo jako manifest preromantycznych tęsknot hrabiego Jana Henryka (Hansa Heinricha) VI von Hochberg, który widząc z okien Książa pozostałości ruin postanowił wskrzesić zamek, a wraz z nim ducha średniowiecza, takiego, jakie wyobrażali sobie jego współcześni, a architekci realizowali w postaci neogotyku. Za czasów PRL dla polskich historyków był opozycją niemieckiego Książa, symbolem polskości i piastowskości przez swoje usytuowanie na ruinach dawnego zamku Świebodziec. A czym był w międzyczasie i czego jeszcze nie wiemy?


Skąd porównanie do Fontanny Donatella? Ano stąd, że hrabia stworzył budując na pozostałościach zamkowych swoją romantyczną ruinę tak precyzyjną średniowieczną fikcję, że nabrał się na nią nawet nasz czołowy romantyk Zygmunt Krasiński, którego trudno posądzać o całkowitą nieznajomość rzeczy. W swoim liście do Adama Sołtana z 20 maja 1838 roku, dając entuzjastyczny opis Starego Książa, pisze o gobelinach, obrazach, kantorkach wykładanych szylkretem i weneckimi zwierciadłami i podziemnych „przechodach” do lasu, o pięknym widoku ze szczytu wieży więzień – i że „w zamku wszystko, jak 1500 roku było” i „widać niedaleko za gęstwiną nowy zamek Furstenstein, stawiany w XVIII w., podłej architektury w porównaniu z gotycką starego”– a Stary Książ w wersji, w jakiej go znamy, powstał w latach 1797-1798.

I tu jedna z pierwszych tajemnic: dwie inne osoby w swoich opisach mówią nie tylko o podziemnych przejściach – takie przejście znano, zamurowane zostało kilkanaście lat temu – ale i podziemnych salach. W innej polskiej relacji z 1864 roku, według której odźwierna zamkowa twierdziła, że zamek pochodzi z XIII wieku i wybudowali go... pruscy królowie, padają słowa o podziemnej sali tortur. - Gdzie ona była i czemu nie wiemy, gdzie? Co ciekawe, istnienie takiej sali potwierdzili niezależnie dwaj różdżkarze – dodaje eksplorator.


A to tylko lodówka

Również ryciny i dawne zdjęcia, jak mówił Tomasz Jurek, budzą zastanowienie. Jedno ze zdjęć pokazuje dwa odmienne wystroje kaplicy zamkowej – prawdopodobnie świadczy to o jej przebudowie. Jedna z rycin ukazuje pawilon zamkowy zupełnie w innym miejscu niż dziś znajduje się jego posadzka (na głębokości pół metra). Prawdopodobnie świadczy to po prostu o tym, że niektóre ryciny przedstawiały rzeczywistość w alternatywny sposób.


- Stare pocztówki sugerują – ale na takich starych ilustracjach zdarzają się przekłamania, zwłaszcza, jeśli tworzono je ręcznie – że istniał jakiś poziom podziemi w tym zamku, do którego dzisiaj nie mamy dostępu. Słyszałem, że pewien oficer wojska polskiego w latach 60-tych spacerował w okolicy ruin z wilczurem, który wbiegł do jednego z tuneli i choć właściciel go wołał, już do niego nie wrócił, ani nie znalazł się później. Jednak w archiwach wojskowych nie ma ani słowa o Starym Książu. Może pies wbiegł do pozostałości piwnic albo starej szopy? Prace archeologiczne w ruinach nie były prowadzone prawidłowo -
mówił Tomasz Jurek. Wokół zamku są tak zwane wilcze doły. To właśnie pozostałości po piwnicach zamkowych. Były wciąż widoczne w latach 70-tych, pamiętam, jak koledzy wykopywali z nich resztki porcelany z nadrukiem Alt Fürstenstein. Można je tam znaleźć do dzisiaj.


Prawdą niewątpliwie jest to, że Stary Książ stał się chyba pierwszym w dzisiejszych granicach naszego miasta obiektem zdecydowanie turystycznym. - Od początku XIX wieku, oprócz gości Hochbergów, pojawiają się tu pierwsi turyści, oczywiście ci majętni. Tymczasem dziedziniec może pomieścić około 200 osób, restauracja około 40. To za mało, więc pojawia się decyzja o wybudowaniu nowej gospody, Neue Baude, czyli Nowej Budy. Nie wiemy, kto sfinansował budowę – czy Hochbergowie, czy dzierżawcy Starego Książa, czy Towarzystwo Górskie. Powstał wtedy zbiornik na wodę, do dziś nie udało się ustalić, gdzie i kanalizacja, której pozostałości są wciąż widoczne poniżej zamku – mówił eksplorator.

 
Niektóre tajemnice mają zatem całkiem prozaiczne wyjaśnienie. - Jest inny ciekawy obiekt, który wciąż istnieje i niektórzy nazywają go schronem. Nie jest on jednak pozostałością po II wojnie światowej, a zwykłą lodownią, składającą się z dwóch pomieszczeń – Do jednego z nich wrzucano w zimie kostki lodu, w drugim na hakach wisiało mięsiwo, a prąd powietrza przenosił tam zimno. Lód pozyskiwano z Pełcznicy i wiemy już, jak go transportowano – mówił Tomasz Jurek. 

 
Ale wciąż są pytania bez odpowiedzi

Kolejną ciekawostką jest krzyż templariuszy, dobrze widoczny na zamkowym murze. Na rycinie z XIX wieku też go widać, być może umieszczono go tam celowo, żeby uczynić zamek bardziej atrakcyjnym dla pierwszych zwiedzających. Czy w jakiś sposób odnosił się do historii poprzedniej warowni? Są też opowieści, że jest takie miejsce w zamku, gdzie jednego dnia w roku, jeśli na jedną z cegieł padnie światło słońca, pojawia się na nim taki sam krzyż...


Również historia katastrofy zamku 19 lub 20 maja 1945 roku pełna jest niedopowiedzeń. – Mówiono, że miało tu wtedy dojść do potyczki Wehrwolfu z Armią Czerwoną i Niemcy mieli wysadzić podziemia pod zamkiem, a pożar strawił restaurację. Jednak ja rozmawiałem z ludźmi, którzy mówili mi, że tuż po zakończeniu wojny obiekt był w bardzo dobrym stanie i po odebraniu go właścicielowi, którym był Polak, po prostu spłonął, a w 1946 roku już tam niczego nie było, mury jeszcze stały, podobnie jak na Wzgórzu Gedymina. A ponieważ mury pozostały nietknięte, ten wybuch w podziemiach to raczej legenda – stwierdził eksplorator. – Resztki po wieżach, które przetrwały pożar, stały jeszcze do lat 60-tych.


Jednak są pewne dowody na jakieś działania wojenne w rejonie zamku. – Jeden z moich kolegów znalazł w wąwozie pancerfausty, stanowiska moździerzowe, naboje. Zabrała to milicja obywatelska. Jest hipoteza, że hitlerowcy wykorzystywali Stary Książ jako tajne laboratorium. Być może nawet przeprowadzała tu testy Luftwaffe. Świadkowie twierdzili, że teren zamku był ogrodzony zasiekami z drutu kolczastego, po tym do dziś pozostały betonowe słupy bramy na drodze dojazdowej. Doris Stempowska twierdzi, że tego obiektu w czasie wojny pilnowali Ukraińcy. W trzech miejscach blisko ruin zamku są duże gołoborza, gdzie wysypywano podziemny urobek. Byli też świadkowie mówiący o tajemniczym podziemnym połączeniu kolejowym między zamkami – mówił Tomasz Jurek.


W latach 60-tych podjęto pewne próby przystosowania Starego Książa do ruchu turystycznego. Wybudowano wtedy schodki od frontu (do końca wojny na teren zamku wchodziło się po pomoście, podobnie jak w ruinach Cisów). W latach 70-tych, w czym Tomasz Jurek brał udział, PTTK i wojsko posprzątały teren zamku w ramach akcji porządkowania szlaku Piastów Śląskich. Od wczesnych lat 90-tych już wiadomo, że zabytek był czymś więcej niż sztuczną ruiną bez historycznej wartości. A jaka będzie jego przyszłość? – Żal ściska, jak się patrzy, w jakim stanie jest ten obiekt. Być może kiedyś pojawi się jakaś organizacja, która zbierze środki i uporządkuje ten zamek – podsumował spotkanie Tomasz Jurek.


A dziś, 20 maja, przypada 179-ta rocznica wizyty na Starym Książu oczekującego na swoją miłość Krasińskiego i 72-ga rocznica pożaru, po którym obiekt nigdy już się nie podniósł.

Czytaj też:
ZAPOMNIANY ZABYTEK Z WĄWOZU KSIĄŻ

 

Tekst i foto: Magdalena Sakowska