Abraham Ravett, urodzony w Wałbrzychu amerykański reżyser zaprezentował w bibliotece na Podzamczu swój film "Ręka w rękę z Ilsą" mówiący o poszukiwaniach niemieckiej opiekunki z dzieciństwa. Po nim był czas na dyskusję.

93-minutowy wzruszający dokument i spotkanie z wałbrzyszaninem, pochodzenia żydowskiego, poszukującym swoich korzeni - tak wyglądał program wtorkowego spotkania w Multimedialnej Filii Bibliotecznej na Podzamczu. Gościem specjalnym wieczora był Abraham Ravett i jego partnerka oraz współpracowniczka - Barbara Bolibok. Zaprezentowany na spotkaniu film dokumentuje poszukiwania przez profesora i reżysera jego wałbrzyskich korzeni.


Miał zdjęcie i imię

Abraham Ravett przyszedł na świat w 1947 roku w Wałbrzychu, mieszkał z rodzicami na pierwszym piętrze kamienicy przy ul. Roli Żymierskiego (na jej miejscu stoi dziś budynek Piłsudskiego 51), na parterze jego rodzice i stryj prowadzili sklep spożywczy "Gadomskich". Jego rodzice wywodzący się z Łodzi (ojciec) i Sanoka (mama) stracili rodziny w Oświęcimiu, jednak przerwali piekło Holokaustu i osiedlili się w Wałbrzychu. W 1950 roku wyjechali razem z trzyletnim synem do Izraela, a następnie do Stanów Zjednoczonych.
Minęły dekady, jego rodzice umarli, w końcu Ravett zdecydował się powrócić do końca lat 40. i wałbrzyskiego okresu swojego życia. - 25 lat temu, jak rozpocząłem pracę nad filmami, zacząłem zastanawiać się nad moją przeszłością, jednak na poszukiwania Ilsy zdecydowałem się siedem lat temu. Przeszedłem wówczas trudny okres, rozwiodłem się, zamieszkałem sam i było mi smutno - wyznaje rodowity wałbrzyszanin. Ukojenie przyniosły mu wspomnienia i zdjęcia.



Na dwóch z nich on jako mały chłopiec stał razem z uśmiechniętą nastolatką. - Rodzice nigdy nie mówili mi dlaczego wyjechali z Wałbrzycha. Wspominali, że w Wałbrzychu miałem opiekunkę, jednak poza jej imieniem - "Ilsa" i zdjęciami nie miałem nic więcej - wspomina filmowiec.    


Powrót na Nowe Miasto

Zdjęcia do filmu "Ręka w rękę z Ilsą" powstały w latach 2014-2016 m.in. w Wałbrzychu, Opolu i Wrocławiu, gdzie poszukujących powiodły ścieżki zadawanych przez nich pytań. Film rozwija się wolno, niespiesznie, brak w nim linearności, akcja przeskakuje z przedmiotów na osoby, kartki, zdjęcia, niektóre kwestie wmontowane są kilkukrotnie jakby prezentując strumień świadomości poszukujących. Pierwsza część dokumentu prezentuje sam proces poszukiwań, a także wyobrażenia o opiekunce z lat wczesnego dzieciństwa: to jaka była, co dziecku czytała, czego uczyła. - Coś mnie do niej silnie ciągnęło. Ta relacja okazała się fundamentem mojej osobowości, więź z opiekunką mnie ukształtowała, a poszukiwania jej stały się poszukiwaniem samego siebie - wyjaśnia twórca w kadrach swojego filmu. Ravett podejrzewał, że młoda kobieta opiekowała się nim od urodzenia do wyjazdu z Wałbrzycha - przez trzy lata.


Na zdjęciu z mamą w Wałbrzychu

Miał nadzieję spotkać Ilsę, ale nawet poznanie jej dzieci byłoby dla niego wystarczającą nagrodą za starania. Poszukujący spotykają taksówkarzy, dziennikarkę, odwiedzają miejsca, które powinny być dla Abrahama znajome, nawiązują kontakt z wałbrzyskim Niemieckim Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym, lokalnym pastorem, wrocławskim rabinem. Ostatecznie w pozytywnym finale poszukiwań kluczowy okazał się przypadek oraz wsparcie dziennikarzy. Lekarz Andrzej Szczęsny miał przeczytać tekst o poszukiwaniach w Gazecie Wyborczej i przesłał jego kopię swojemu przyjacielowi w Niemczech. Ten zaś na jego podstawie przygotował tekst do miesięcznika kolportowanego do Niemców, którzy niegdyś mieszkali w Wałbrzychu. Newsletter tego periodyku otrzymuje również Ilse Gerda Kaiser mieszkająca w Ibbenbüren w regionie Nadrenii Północnej-Westfalii. Jej wnuczka - Kathrin Kaiser skontaktowała się z Ravettem i zaprosiła go do Niemiec na spotkanie z babcią.



Spotkanie po latach

Ilsa, którą w Niemczech nazywają Gerdą mimo skończonych 85 lat cieszy się doskonałą pamięcią. Podczas spotkania zabrała swojego dawnego podopiecznego w podróż do powojennego Wałbrzycha i jego domu rodzinnego na Nowym Mieście. Filmowiec zaś uwiecznił to spotkanie w drugiej części swojego filmu. Okazało się, że kobieta nigdy go nie zapomniała. - Zaczęłam się nim opiekować jak miał 1,5 roku i pracowałam dla pani Gadomski przez 1,5 roku. Ona razem z mężem pracowała w sklepie od 7 rano do 19 i czasem tylko przybiegała na kilka minut uścisnąć i ucałować syna - wspomina Ilsa alias Gerda. Kobieta skończyła w Wałbrzychu pięć klas szkoły i z uwagi na ówczesne obostrzenia nie mogła uczyć się dalej. Zaczęła pracę opiekunki jako nastolatka, mając lat 16 trafiła do Ravettów, których od przybranego nazwiska wuja Abrahama nazywano Gadomskimi.



Opiekunka pamiętała pogmatwane relacje rodzinne pracodawców, wspomniała jak jej podopieczny grymasił przy jedzeniu, że czytała mu baśnie, uczyła wyliczanek, i że dużo czasu spędzała z nim w dzisiejszym Parku Sobieskiego na spacerach, spotkaniach z innymi opiekunkami i ich podopiecznymi, a zimą wypadach na sanki. To ona przypomniała na którym piętrze mieszkał Ravett, jaki sklep mieli jego rodzice i jak żałowała, że zdecydowali się na wyjazd z Polski. - Nie pozwolono mi go pożegnać, ani odprowadzić na stację, by do końca nie wiedział, że wyjeżdża. Bolałam nad tym, że dziecko nie znało słowa w jidysz, czy w innym języku, a jedynie niemiecki i to w jego śląskim dialekcie - wspomina Gerda. Po jego wyjeździe sama również opuściła w 1954 roku Wałbrzych i udała się do Saksonii, gdzie poznała swojego męża, w końcu osiadła Ibbenbüren. Ma sześcioro dzieci i sześcioro wnuków, a także prawnuki. 



Odnalazł siebie

Dla byłego podopiecznego rozmowa z Gerdą była wielkim przeżyciem, pamiętał też jak trudno było jego rodzinie aklimatyzować się na Bliskim Wschodzie. - Wyjechaliśmy pociągiem z Wałbrzycha i dotarliśmy do Gdańska, a stamtąd statkiem z Bałtyku na Morze Śródziemne. Przez dwa lata po wyjeździe mieszkaliśmy w namiocie w obozie dla imigrantów, zachorowałem na błonicę i mama uratowała mi życie zdobywając penicylinę - opowiada reżyser. Opowieściom i pytaniom o przeszłość, zabawy, zwyczaje i rodziców z czasów wałbrzyskich nie było końca. W końcu przychodzi czas na rozstanie. Ilsa / Gerda razem z wnuczką tłumaczką odprowadza Abrahama i żegnają się. - Te trzy lata, które spędziłeś w Wałbrzychu, były dla ciebie szczęśliwym okresem- miałeś piękne dzieciństwo. Wtedy nie mieliśmy szansy się porządnie pożegnać, możemy to zrobić teraz - mówi Gerda na pożegnanie. Podopieczny całuje ją w policzek i wyznaje, jak bardzo była dla niego ważna. Zastępowała mu matkę w tak ważnym dla dziecka okresie. 



Podczas spotkania po prezentacji filmu wałbrzyszanie zadali twórcy mnóstwo pytań o poszukiwania, życie w Wałbrzychu przed laty i jego dalsze kontakty z Ilsą. Reżyser zapewnił, że kontakt z byłą opiekunką utrzymuje, pisze do niej i odwiedza w Niemczech. A film o poszukiwaniach został prezentowany w Niemczech i we Wrocławiu, a także po raz trzeci właśnie w Wałbrzychu. Mieście, w którym wszystko się zaczęło...

Polecamy też:
Dorastali w Wałbrzychu, spotkali się po 60 latach!



Elżbieta Węgrzyn
fot. Elżbieta Węgrzyn; kadry z filmu