Ratusz z przedszkolakami, dawna fabryka artykułów spożywczych z małą fabryczką rajstop, mnogość lokali gastronomiczno-hotelowych, wille lokalnych potentatów i ich krwawa przeszłość, dworzec Wrocław Główny, sowieckie bomby, kościoły różnych wyznań, herb z górnikiem i rolnikiem oraz szkoła z akwarium – to tylko niektóre słowa kluczowe wycieczki po przestrzeni i czasie dzielnicy Biały Kamień.


Od Białego Kamienia rozpoczęły się wrześniowe wędrówki po rewitalizowanych dzielnicach Wałbrzycha, prowadzone już po raz drugi przez Mateusza Mykytyszyna z Fundacji Księżnej Daisy von Pless. Tym razem do spacerowiczów na chwilę przyłączył się prezydent Roman Szełemej, żeby przypomnieć o wybudowanym Aqua-Zdroju, wyremontowanych szkołach, nowym osiedlu przy ul. Wiejskiej dla kilkudziesięciu rodzin, mówił też o planach: - Wkrótce w zabytkowym budynku dawnej szkoły podstawowej nr 2 na rogu ulic Andersa i Wiejskiej urządzimy dom seniora, planujemy też rozbiórki kilku budynków, które nie nadają się już do remontu.



Spacer rozpoczął się obok opuszczonego obecnie budynku dawnego WOK-u, a przed wojną pensjonatu i gospody Zum Annahoff. – To pozostałość po nieistniejącym majątku Hochbergów, którzy w 1509 roku kupili południe księstwa świdnicko-jaworskiego, od Mokrzeszowa po Golińsk, w sumie 35 wsi z wieloma folwarkami i prywatne miasta – Wałbrzych, Mieroszów, Boguszów, Świebodzice. W 1838 roku Hochbergowie zakupili od zadłużonych Czetrittzów Biały Kamień. Na popularnej trasie do Książa wyrastały gospody i pensjonaty, co świadczyło o rozkwicie gospodarczym tego regionu – mówił Mateusz Mykytyszyn.


Nie tylko dawne pensjonaty to pamiątka po miasteczku Weisstein. Na przykład budynek przy ul. Andersa 183 już w 1925 roku był apteką.



A budynek po kinie „Zorza”, przykład wałbrzyskiego modernizmu, był również kinem o nazwie „Schauburg Lichtspiele”, w tym samym roku prezentowano tam najnowsze hollywoodzkie produkcje.



Nieopodal znajdował się pensjonat o nazwie „Dworek leśniczego”, a neogotycki budynek z dzisiejszym numerem 191, w którym była restauracja, gdzie wystawiano przedstawienia kabaretowe, wzorowany był na dworcu Wrocław Główny.


Przemysł miasteczka Biały Kamień: przy ul. Daszyńskiego 7A zachowały się zabudowania dużej firmy produkującej na masową skalę artykuły spożywcze, a na jej zapleczu uroczy budyneczek, w którym znajdowała się mała fabryka rajstop.


Można też było zobaczyć budynek, na którym do niedawna widniały ślady wojny. Na elewacji domu przy ul. Andersa 162 przed remontem widać było wbite w tynk odpryski trzech bomb zrzuconych prawdopodobnie przypadkowo na Biały Kamień przez sowiecki samolot w marcu 1945 roku. Pisała o tym wydarzeniu powojenna prasa niemiecka.


Po nieistniejącym już miasteczku Weisstein zachowały się drewniane secesyjne drzwi sklepu przy Andersa 158, elewacja i piękna weranda numeru 156, a także reprezentacyjna rezydencja właściciela ziemskiego Gottlieba Scholza pod numerem 114, gdzie w latach 90-tych XX wieku miało miejsce wstrząsające wydarzenie – matka zabiła swoje dzieci i siebie.



Po wsi, która istniała tu, nim powstało przemysłowe miasteczko pozostał dom w głębi ul. Andersa, wybudowany w roku 1856 dla zamożnego rolnika, jeden z najstarszych w dzielnicy.


Kiedy nie oglądali filmów w kinie czy przedstawień kabaretowych, mieszkańcy miasteczka odwiedzali wiedeńską kawiarnię w stylu art deco w dawnym budynku poczty przy Andersa 140, a kawę kupowali w palarni Waltera (nr 104), kuli konie pod numerem 101-103, zamawiali dla nich siodła w przeznaczonym już do wyburzenia budynku o nr 89A, załatwiali sprawy urzędowe w ratuszu przy ul. Ratuszowej 5 (dziś jest tam przedszkole) który funkcjonował do 1951 roku, bo do tego roku Biały Kamień był odrębnym miastem. W ratuszu była też jadłodajnia, łaźnia i dom opieki dla samotnych matek.



Biały Kamień miał też swój sąd (dziś siedziba MZB) i herb. A na tarczy herbowej był wyobrażony oryginalny biały kamień, od którego pochodzi nazwa dzielnicy, kartusz herbowy podtrzymywali rolnik i górnik, zaś nad tarczą znajdował się młot górniczy.


Jako przykład udanej rewitalizacji uczestnicy spaceru zobaczyli dawną szkołę ewangelicką dzielnicy Nowe Szczawno (Neue Salzbrunn) na ul. Daszyńskiego, dziś budynek mieszkalny, obejrzeli też trzy świątynie różnych wyznań: kościół baptystów, neoromański kościół katolicki p. w. św. Jerzego i Matki Boskiej Różańcowej i zbór Kościoła Zielonoświątkowego, a także dawną pastorówkę wyburzonego w latach 70-tych kościoła ewangelicko-augsburskiego na pl. Kołłątaja.

 

A przyszłość? Część z dawnych budynków zniknie, ale dawna szkoła podstawowa nr 2, gdzie według zapowiedzi prezydenta powstanie kolejny dom seniora, dziś wyglądająca żałośnie, ma odzyskać dawny blask. – Był to jeden z najpiękniejszych przykładów wałbrzyskiego modernizmu, podobnie jak dom handlowy Schocken, żydowskiej rodziny kupców, czyli późniejszy Pedet. Szkołę cechowała bardzo nowoczesna i odważna jak na tamte czasy architektura, a zaprojektował ją wałbrzyski architekt polskiego pochodzenia, Ernst Pietrusky. Budynek powstał w latach 1930-1931, jest tam łukowaty korytarz i widać wykusze, pozostałości po akwariach. Ta szkoła jest cenniejsza pod względem architektonicznym niż niektóre szkoły neogotyckie w naszym mieście – mówił Mateusz Mykytyszyn.

 
Już w sobotę 16 września o godz. 10.00 kolejny spacer – po dzielnicy Sobięcin. Start pod dyskontem przy ul. 1 Maja.


Czytaj też:
ULICA ANDERSA JADŁA TORT, BĘBNIŁA I PODRÓŻOWAŁA W CZASIE (FOTO)

 

Tekst i foto: Magdalena Sakowska