22 października weszły w życie znowelizowane przepisy o kredycie konsumenckim. Ważną zmianą, którą wprowadziły jest sposób prezentowania kosztów kredytów w reklamach. Dotychczas to, co w kredycie odgrywa zasadniczą rolę było pisane możliwie najdrobniejszym drukiem. Teraz ma to być być wybite na pierwszy plan, chyba że kredytodawca postawi raczej na bardziej ogólnikowy komunikat.

Reklama ma głównie zachęcać do nabycia, w tym wypadku, kredytu. Potencjalny klient potrzebuje jednak rzetelnej informacji, która pomoże mu ocenić ryzyko, podjąć racjonalną decyzję i porównać oferty. W niektórych przypadkach prawo nakłada na reklamodawców zatem dodatkowe obowiązki. Tak jest w przypadku chociażby farmaceutyków i od teraz, kredytów dla gospodarstw domowych.

Przywykliśmy już do schematu kredytowych reklam. Najbardziej eksponowane są te cechy kredytu, które w opinii autorów reklamy będą zachęcały do jego nabycia, a więc, np zerowe oprocentowanie. Zachęcające hasła i wybrane dane eksponuje się wielką czcionką lub umieszczając je na początku radiowego czy telewizyjnego spotu. Informacje najważniejsze z punktu widzenia klienta są umieszczane na dole szpalty, billboardu lub na pasku przy dolnej krawędzi ekranu. Tam podawane są dane oparte na tzw. reprezentatywnym przykładzie, odzwierciedlającym typowe dla produktu parametry.
O konieczności zmian w sposobie reklamowania kredytów mówiło się już od dawna. Kilka lat temu taką propozycję zgłosił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Elementy tego projektu ostatecznie znalazły się w ustawie o kredycie hipotecznym, która zmienia także kilka artykułów w ustawie o kredycie konsumenckim.

Trzeba będzie podać sporo informacji
Ustawa opisuje wymagania dotyczące dwóch typów reklam kredytów konsumenckich. Pierwszym jest komunikat, w którym zawarte są dane dotyczące kosztu zobowiązania, a w zwłaszcza oprocentowania. Można zatem przyjąć, że w tej kategorii mieszczą się także spoty zachęcające „przyjazną” ratą („już od 120 zł miesięcznie”) lub promujące prosty sposób obliczania kosztu pożyczki („tylko 10 zł miesięcznie za każdy pożyczony tysiąc”).

W takich komunikatach reklamodawca będzie miał obowiązek „w sposób co najmniej tak samo widoczny, czytelny i słyszalny” jak wybrane zachęcające dane zaprezentować m.in.:
  • stopę oprocentowania (w tym wskazanie czy jest ona zmienna czy stała),
  • wyodrębnione opłaty, które składają się na całkowity koszt kredytu (np. prowizje),
  • całkowitą kwotę kredytu,
  • rzeczywistą roczną stopę oprocentowania,
  • informację o obowiązku zawarcia umowy dodatkowej (np. ubezpieczenia), jeśli nie da się z góry określić jej kosztu (inaczej znajdzie się ona wśród pozostałych składników kosztu).

W ustawie wskazano również wiele innych informacji, które trzeba będzie eksponować w przypadkach niektórych reklam. Należą do nich czas obowiązywania umowy, całkowita kwota do zapłaty oraz wysokość rat, a także, gdy reklamuje się pośrednik kredytowy, dane o współpracujących z nim kredytodawcami i zakresie pełnomocnictw.
To wszystko oznacza, że wiele informacji dotychczas dyskretnie ukrywanych pod drobnym druczkiem teraz czeka awans do pierwszoplanowej roli w reklamach kredytów. Podstawą wyliczeń będzie, tak samo, jak dotychczas reprezentatywny przykład. Jest to zestaw założeń bazujący m.in. na średnim okresie kredytowania i kwocie kredytu typowym dla danego rynku oraz warunkach, które mają odpowiadać co najmniej dwóm trzecim umów, które „kredytodawca lub pośrednik kredytowy spodziewa się zawrzeć”.

RRSO zawsze w reklamie
W ustawie opisano również regulacje dotyczące innego typu reklam. Takich, które nie podają danych liczbowych. Przykładem może być spot czy billboard, który zachwala dostępność pożyczki, uproszczoną procedurę czy sięgający po zupełnie abstrakcyjne skojarzenia (np. „spełnij marzenia”). W wizerunkowych komunikatach trzeba będzie, w sposób co najmniej tak samo czytelny jak pozostałe informacje, przedstawić faktyczną roczną stopę oprocentowania bazując na reprezentatywnym przykładzie.
Można spodziewać się, że ta zmiana prawa dobitnie wpłynie na strategie reklamodawców. Naszpikowane danymi liczbowymi komunikaty staną się podobne do reklam leków, będą raczej usypiać niż wzbudzać zainteresowanie. Banki i pożyczkodawcy zapewne skupią się więc zapewne na reklamach, które będą bazowały na skojarzeniach nawiązujących do niezaspokojonych pragnień i ogólnie zarysowanych zalet produktu. Takim komunikatom będzie jednak zawsze towarzyszył otrzeźwiający komunikat o rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania.